STRONA GŁÓWNA / HOMILIE / HOMILIA NA 200-LECIE DIECEZJI SANDOMIERSKIEJ | KATEDRA W SANDOMIERZU | 16.06.2018 R.

Homilia na 200-lecie Diecezji Sandomierskiej | Katedra w Sandomierzu | 16.06.2018 r.



abp Marek Jędraszewski
metropolita krakowski

Historia Eliasza i Elizeusza, o której słyszeliśmy w dzisiejszym pierwszym czytaniu mszalnym, mówi o zamierzonej przez Boga ciągłości dziejów zbawienia. Oto odchodzi jeden z wojowników Bożej sprawy – Eliasz, a przychodzi następny – Elizeusz. Zewnętrznym znakiem ich szczególnej jedności jest prorocki płaszcz. To właśnie ten płaszcz Eliasz narzucił na ramiona pracującego w polu Elizeusza, aby poszedł za nim i uczył się przy nim, co znaczy być świadkiem Boga w narodzie, który coraz bardziej odchodzi od Najwyższego, zwracając się ku obyczajom i prawom pogańskim. To także ten sam płaszcz spadł przed Elizeuszem w momencie, w którym Eliasz w cudowny sposób został zabrany do nieba. Dzięki niemu Elizeusz mógł suchą nogą przejść przez wody Jordanu do Palestyny, którą swoim prorockim posługiwaniem i swoim niezłomnym świadectwem miał przywracać Najwyższemu.

O ciągłości dziejów Polski i dokonujących się na jej ziemiach dziejach zbawienia pisał w trudnym dla naszej Ojczyzny czasie, w roku 1974, kardynał Karol Wojtyła w poemacie Myśląc Ojczyzna... „Ojczyzna – kiedy myślę – wówczas wyrażam siebie i zakorzeniam, (…) z niej się wyłaniam” – wyznawał w pierwszych strofach tego poematu. Ostatnie jego wersy brzmią: „Więc schodzimy ku tobie, ziemio, by poszerzyć cię we wszystkich ludziach – ziemio naszych upadków i zwycięstw, która wznosisz się we wszystkich sercach tajemnicą paschalną./ – Ziemio, która nie przestajesz być cząstką naszego czasu./ Ucząc się nowej nadziei, idziemy poprzez ten czas ku ziemi nowej. I wznosimy ciebie, ziemio dawna, jak owoc miłości pokoleń, która przerosła nienawiść”.

Zatem schodzenie ku naszej ziemi ma wiele wymiarów. Ziemia jawi się jako fundament ciągłości dokonujących się na niej dziejów. Nie byłoby tych dziejów, gdyby nie było najpierw miejsca określonego geograficznie. „Ziemia leży w dorzeczu Wisły – kardynał Wojtyła niejako dopowiadał tę prawdę w niedokończonym poemacie Stanisław z 1978 roku – dopływy wzbierają wiosną, gdy śniegi topnieją w Karpatach”. Ta geografia określa następnie specyfikę ludzi, którzy zamieszkują tę ziemię. Poeta mówi o nich w kategoriach: „my”, „nas”, „nasze”. Są to kategorie opisujące konkretny naród, który czuje się odpowiedzialny za swoją ziemię i dlatego pragnie, aby nieustannie – z pokolenia na pokolenie – związanie ludzi z ich miejscem nabierało mocy. Jeżeli bowiem mamy schodzić naszymi sercami i naszą myślą ku naszej ziemi, jeżeli prawdziwie chcemy się nad nią pochylić, to chcemy jednego: by ona „poszerzała się” we wszystkich ludziach. Jest w niej zawarty najpierw wymiar teraźniejszości: „ziemio, która nie przestajesz być cząstką naszego czasu”. Jest w niej również zawarty i z niej się wyłaniający wymiar historii: „ziemio naszych upadków i naszych zwycięstw”. Jest w tej ziemi zawarty przede wszystkim wymiar zbawczy: „ziemio, która [od 966 roku, od chwili Chrztu Mieszka I] wznosisz się we wszystkich sercach tajemnicą paschalną” Chrystusa, który umarł, zmartwychwstał i zasiadł po prawicy Swego Ojca. Z nim ściśle związany jest zawarty także w tej ziemi wymiar eschatologiczny – wymiar ostatecznego celu, ku któremu wszyscy zdążamy: „ucząc się nowej nadziei, idziemy poprzez ten czas ku ziemi nowej”. Wyrastając z tej ojcowizny, z tej naszej ojczystej ziemi, w którą jesteśmy wkorzenieni, nosimy w sobie i uświadamiamy zawarte w niej te różnorakie wymiary, aby je jeszcze bardziej – poprzez osobisty trud – uwznioślić: „I wznosimy ciebie, ziemio dawna, jak owoc miłości pokoleń”.

O tej ziemi, która jest owocem miłości pokoleń, a równocześnie upadków i zwycięstw, mówił tutaj już nie jako kardynał, ale jako Piotr naszych czasów, Ojciec Święty Jan Paweł II, kiedy nawiedzał Sandomierz podczas swojej pielgrzymki do Ojczyzny w 1999 roku: „Użyźniła tę ziemię w trzynastym wieku krew błogosławionych Męczenników Sandomierskich, duchownych i świeckich, którzy w wielkiej liczbie zginęli za wiarę z rąk Tatarów, a wraz z nimi błogosławiony Sadok i czterdziestu ośmiu dominikanów z klasztoru przy romańskim kościele świętego Jakuba”. Historia tej ziemi mówi nam i ciągle przypomina o masakrze ludności cywilnej, jaka tutaj miała miejsce, a także o świadectwie tych wszystkich, którzy w sposób niejako urzędowy reprezentowali wtedy Kościół. Wiemy, z jak wielką wiarą i nadzieją szli na śmierć Sadok i jego towarzysze, śpiewając w ostatnich chwilach swojego życia pieśń Salve Regina – „Witaj Królowo”. A tradycja sięgająca tamtych odległych czasów każe nam wspominać owo znamienne wydarzenie, kiedy lektor czytający wspomnienia świętych w dzień poprzedzający męczeństwo Sadoka i jego współtowarzyszy dominikańskiego życia bezwiednie miał powiedzieć: „W Sandomierzu wspomnienie przeora Sadoka i współtowarzyszy dominikanów, męczenników”. To ich postawa sprawiła, że na tej sandomierskiej ziemi w sposób niezwykle dobitny potwierdziły się słowa Chrystusa, wzywające nas do tego, aby nasza mowa była: „Tak, tak, nie, nie” (Mt 5, 37).  Męczennicy sandomierscy powiedzieli Panu Bogu „tak” – i w ten sposób stali się zasiewem świadków jakże głęboko wpisanych w historię tej ziemi; w historię, która dla nas wszystkich jest niezmiernie ważnym punktem myślenia o naszym dzisiaj i o naszym jutro.

Dzisiejsze uroczystości 200-lecia ustanowienia diecezji sandomierskiej wpisują się w tę wielką tradycję świadków Boga w czasie trudnym. Znowu wracamy do słów kardynała Wojtyły: „Więc schodzimy ku tobie, ziemio, by poszerzyć cię we wszystkich ludziach – ziemio naszych upadków i zwycięstw”.

Rok 1818 – czas, w którym powstawała metropolia warszawska i inne diecezje należące do tej metropolii. Czas dla Polski niezmiernie trudny. Nowa organizacja i powoływane wtedy do życia struktury kościelne w jakiejś mierze sankcjonowały nowy porządek w Europie, ustanowiony w 1815 roku przez wielkich ówczesnego świata na Kongresie Wiedeńskim. Stanowił on kres wojen napoleońskich, a dla Polaków oznaczał kres nadziei na odzyskanie niepodległej Polski. Kongres Wiedeński potwierdzał bowiem zabory i wymazanie I Rzeczypospolitej z map politycznych Europy. Odtąd zaborcy – w imię ustalonego w Wiedniu nowego ładu europejskiego – bardzo dbali o to, żeby raz na zawsze zatrzeć pamięć i odebrać Polakom świadomość ich ziemi, ich historii, ich tradycji, ich świętych, ich zobowiązań wobec Boga i Ojczyzny. W zaborze pruskim, a więc w Wielkopolsce, gdzie przed wiekami na naszych ziemiach rodziło się chrześcijaństwo, a wraz z nim państwo polskie, bullą De salute animarum z 16 lipca 1821 roku Pius VII ustanowił – co prawda, nie do końca według życzeń pruskich, ale jednak w dużej mierze im ulegając – unię personalną między stolicami biskupimi w Gnieźnie i w Poznaniu, z obowiązkiem rezydencji arcybiskupa nie w prymasowskim Gnieźnie, ale w Poznaniu. Natomiast tutaj, w tej części polskich ziem, które stały się zaborem rosyjskim, to car, chcąc pomniejszyć tradycyjne znaczenie prymasa Polski jako interrexa, dążył do tego, żeby powstał urząd prymasa Królestwa Polskiego – oczywiście, z jego nadania, a przynajmniej z jego inicjatywy, a ponadto żeby cały nowy porządek kościelny odzwierciedlał przede wszystkim jego wolę. W tym też duchu została ogłoszona bulla Piusa VII Ex imposita nobis z 30 czerwca 1818, na mocy której powstały diecezje: podlaska, sandomierska, ale także włączone do metropolii warszawskiej diecezje: krakowska, lubelska, włocławska, płocka i sejneńska. Tak trwało do chwili, kiedy upadło powstanie styczniowe. Car zniósł wtedy diecezję podlaską (jak wiemy, ona mogła zaistnieć na nowo dopiero wtedy, kiedy powstała wolna Polska, a zatem 100 lat temu, w 1918 roku). Natomiast w 1880 roku diecezja krakowska została wyłączona z metropolii warszawskiej i poddana bezpośrednio Stolicy Apostolskiej.

To wszystko stanowi historyczne i polityczne tło tamtych niełatwych czasów, mówiących o naszych upadkach, ale także o naszych zwycięstwach, przede wszystkim w wymiarze ducha. Przecież na mocy tych nowych regulacji struktur kościelnych nie kończyła się działalność Kościoła. Przeciwnie, zarówno Stolicy Apostolskiej, jak i nowym biskupom diecezjalnym wraz z całym duchowieństwem chodziło ciągle o to, by w  tych trudnych czasach Kościół mógł nadal skutecznie działać na rzecz zbawienia ludzi mieszkających na tych ziemiach. Praca duszpasterska prowadzona tutaj miała pogłębiać wśród Polaków najważniejsze prawdy chrześcijańskiej wiary, w tym przede wszystkim paschalną prawdę o zwycięstwie Chrystusa nad złem, grzechem i szatanem i śmiercią. Właśnie ta prawda miała dźwigać Polaków ku nowej nadziei, ku nowej ziemi, a w tej perspektywie budzić także nadzieję na wskrzeszenie Rzeczypospolitej. Budzić w sposób szczególny – aby nie dać złamać się przez nienawiść do zaborców, zgodnie z nauką św. Pawła, aby zło dobrem zwyciężać (por. Rz 12, 21). W tym świetle raz jeszcze pochylamy się nad wersami poematu kardynała Wojtyły: „Więc schodzimy ku tobie, ziemio, by poszerzyć cię we wszystkich ludziach – ziemio naszych upadków i zwycięstw, która wznosisz się we wszystkich sercach tajemnicą paschalną./ – Ziemio, która nie przestajesz być cząstką naszego czasu./ Ucząc się nowej nadziei, idziemy poprzez ten czas ku ziemi nowej. I wznosimy ciebie, ziemio dawna, jak owoc miłości pokoleń, która przerosła nienawiść”.

W te właśnie dzieje, gdzie zmaganie dotyczyło przede wszystkim urzeczywistniania w życiu Polaków tajemnicy paschalnej Chrystusa, wpisana jest historia biskupów sandomierskich, a także księży tworzących prezbiterium Kościoła sandomierskiego, sióstr i braci zakonnych oraz wiernych świeckich.

Wspomnijmy dzisiaj, w tej uroczystej chwili, kilka postaci, które zapisały się w momentach szczególnie dramatycznych i niezwykle trudnych dla dwóch stuleci dziejów diecezji sandomierskiej – najpierw stulecia zawierającego się między rokiem 1818 a rokiem 1918, a więc stulecia czasu zniewolenia i zaborów, a następnie kolejnego stulecia wyznaczonego przez lata 1918 i 2018, na które składa się krótki okres niezależnej Polski do chwili wybuchu drugiej wojny światowej, a potem dziesięciolecia zmagań o wolność dla Kościoła i Polski z dwoma totalitarnymi systemami: z neopogańskim systemem hitlerowskich, nazistowskich Niemiec i z ateistycznym systemem bolszewickim Związku Radzieckiego.

Na czas powstania listopadowego 1830 roku przypadały rządy ówczesnego administratora diecezji sandomierskiej biskupa Aleksandra Dobrzańskiego. Z ogromną radością witał on wybuch nowej nadziei, jaką dla Polski było to powstanie. Wielokrotnie dawał wyraz ufności, że powstaniemy z czasów upodlenia i że będziemy mogli w naszej Ojczyźnie jako Polacy „patriotycznemi uczuciami oddychać i temi się podpisywać”. Jak pisał, „historia polska dowodzi, że duchowieństwo polskie w sprawie Ojczyzny dawało z siebie godne naśladowania przykłady i nikomu się w gorliwości patriotycznej wyprzedzić nie dało”. Dlatego też biskup Dobrzański wydawał odezwy, aby modlić się za Ojczyznę, by duchowo i materialnie wspierać powstańców, by duchowni, zgodnie ze swoim miejscem zajmowanym w Kościele, nie z bronią w ręku, ale modlitwą, kazaniami i osobistym przykładem umacniali narodową sprawę.

W czasach powstania styczniowego 1863 roku Kościołowi sandomierskiemu przewodniczył biskup Józef Juszczyński. Początkowo wahał się, znając nierówność sił, co zrobić, ale ostatecznie stanął wyraźnie po stronie patriotycznej części ówczesnego społeczeństwa polskiego. To on przyczynił się do podjęcia decyzji o zamknięciu kościołów w Warszawie, po tym jak żołnierze rosyjscy zabijali ludzi, chroniących się w świątyniach katolickich. A kiedy władze carskie siłą usunęły ze stolicy arcybiskupa metropolitę warszawskiego Zygmunta Szczęsnego Felińskiego i wywiozły go w głąb Rosji, wydał list pasterski i ogłosił żałobę kościelną w całej diecezji sandomierskiej. Bronił księży przed carskimi władzami, ale bronił także polskiego języka, domagając się, aby władze rosyjskie kierowały swe pisma do Kurii w języku polskim, argumentując, iżby „można było wiedzieć, kto i czego żąda”.

Kolejne historyczne przesilenie nastąpiło wraz z odrodzoną w 1918 roku Rzeczpospolitą i związaną z tym faktem wojną bolszewicką w 1920 roku. Księża diecezji sandomierskiej słali do swego biskupa Mariana Józefa Ryxa liczne prośby, aby jako kapelani mogli pójść wraz z żołnierzami na front. Ksiądz Józef Rokoszny pisał: „Duchowieństwo Radomia i okolicy prosi waszą Ekscelencję o przedstawienie naczelnemu dowództwu naszej gotowości służenia Ojczyźnie w charakterze żołnierzy sanitariuszów lub kapelanów”. Wtórował  mu ksiądz Tadeusz Malewski: „Wobec grozy położenia, w jakiem znalazła się nasza Ojczyzna, należy nam jako duchowym przewodnikom działać nie tylko słowem, lecz nade wszystko czynem, tj. wstąpić do armii dla obudzenia ducha w naszym biernym ludzie. Niebezpieczeństwo szybkimi krokami się zbliża, nie ma więc chwili na ociąganie się, a bolszewizm niesie zagładę religii i Kościołowi”.

Prawie dwadzieścia  lat później nastał czas kolejnego zmagania, najbardziej tragicznego – czas drugiej wojny światowej, a następnie lat powojennych, na które przypadła działalność administratora apostolskiego diecezji sandomierskiej, a później jej ordynariusza, biskupa Jana Lorka. W czasie okupacji interweniował u władz niemieckich broniąc ludności cywilnej i represjonowanych księży, uwrażliwiał wszystkich na konieczność przyjęcia przesiedleńców, zwłaszcza z Wielkopolski, okazywał pomoc Żydom. Natomiast po wojnie był atakowany przez władze komunistyczne, które zarzucały mu – podobnie jak biskupowi kieleckiemu Czesławowi Kaczmarkowi – zdradę Polski. Tymczasem prawdziwym powodem kierowanych przeciwko niemu kłamliwych zarzutów było to, że biskup Lorek był nieugięty, gdy chodziło o jasną, jednoznaczną postawę duchownych, którzy do końca mieli być wierni Kościołowi i swojemu biskupowi i którym zabraniał włączania się w różne struktury tworzone dla księży przez komunistyczną władzę.

W tej dzisiejszej podniosłej dla całej diecezji sandomierskiej chwili nie możemy zapomnieć o księżach męczennikach drugiej wojny światowej. Dwudziestu z nich poniosło śmierć z rąk Niemców, większość zginęła w obozach koncentracyjnych Auschwitz i Dachau. Wśród 108 męczenników wyniesionych na ołtarze przez świętego Jana Pawła II w czasie jego pielgrzymki do Polski w 1999 roku znalazło się siedmiu księży pochodzących z diecezji sandomierskiej. Wymieńmy imiona tych błogosławionych świadków wiary, wiernych do końca Kościołowi i Ojczyźnie: ks. Antoni Rewera, ks. Władysław Miegoń, ks. Kazimierz Grelewski, ks. Stefan Grelewski, ks. Franciszek Rosłaniec, ks. Bolesław Strzelecki oraz ks. Kazimierz Sykulski oraz Tadeusz Dulny, alumn Seminarium Duchownego we Włocławku, pochodzący z Krzczonowic koło Ćmielowa.

Na koniec wspomnijmy jeszcze jedną postać, tym razem z czasów niezbyt odległych, ale przecież jakże brzemiennych, gdy chodzi o zmagania o sprawiedliwość, pokój i wolność dla Kościoła i naszej Ojczyzny: ksiądz Roman Kotlarz, proboszcz parafii Pelagów. Jego historia działa się zaledwie dwa lata po napisaniu przez kardynała Wojtyłę poematu Myśląc Ojczyzna… Można by powiedzieć: on wyrósł z treści tego poematu i swoim kapłańskim posługiwaniem je potwierdził. Dnia 25 czerwca 1976 roku przypadkowo znalazł się w Radomiu, kiedy robotnicy protestowali przeciwko drastycznej podwyżce cen żywności. Wstępując na schody kościoła Świętej Trójcy, błogosławił tych, którzy domagali się najbardziej podstawowej sprawiedliwości i możliwych do przyjęcia warunków codziennego życia. Wiedział przecież, że „historia [nie powinna] popłynąć przeciw prądowi sumień”. W jakiejś mierze jego postawa jest podobną do postawy nieznanych nam z nazwiska księży, którzy w 1956 roku w Poznaniu też ze schodów kościoła – był to kościół św. Marcina – błogosławili robotników protestujących po raz pierwszy w dziejach PRL-u przeciwko jawnej niesprawiedliwości i krzywdzie społecznej. Jak wiemy, na ulicach Poznania zginęło wtedy kilkudziesięciu robotników. W Radomiu urządzano tak zwane „ścieżki zdrowia”. Protestując przeciwko temu, właśnie w imię wierności własnemu sumieniu, ks. Kotlarz upominał się o godność człowieka. W kościele parafialnym w Pelagowie mówił: „Człowiek chce, kochani, by miał czym oddychać, chce mieć coś do jedzenia – nawet waży się krew przelewać o chleb – jak to było na ulicach miast Wybrzeża! (…) Człowiek dzisiaj pragnie nie tylko pieniędzy, chleba, mieszkania, lodówki, telewizora, samochodu. Człowiek pragnie prawdy, sprawiedliwości, szacunku i wolności. Ludzie chcą dzisiaj szacunku, wołają o szacunek! I mają niektórzy odwagę tu i tam upomnieć się w obronie swej ludzkiej godności”. W połowie lipca 1976 roku w swojej parafii modlił się do Matki Najświętszej następującymi słowami: „Polecamy Ci, Matko Najświętsza, braci naszych Polaków, którzy teraz w tej chwili cierpią, są bici i katowani. Bądź dla nich Pocieszycielką i Panią zwycięstwa”. Kilkakrotnie pobity przez tak zwanych nieznanych sprawców, zmarł 18 sierpnia 1976 roku. Jego pogrzeb z udziałem tysięcy wiernych stał się wielką manifestacją wierności tym wartościom, bez których człowiek nie może być w pełni człowiekiem. Jego świadectwo pozostaje ciągle żywe, potwierdzając tę wielką historię Sandomierza, ziemi sandomierskiej i diecezji sandomierskiej,  która zaczęła się od świadectwa błogosławionego Sadoka i jego braci dominikanów z czasów nawały tatarskiej. Jest to historia ludzi, którzy mówią Bogu i swej Ojczyźnie, swej historii i swej tradycji jednoznaczne „tak”, odrzucając wszelkie przejawy przemocy, kłamstwa i zdrady.

W dzisiejszym drugim czytaniu słyszeliśmy fragment Pierwszego Listu św. Pawła do Koryntian. Apostoł narodów pisał do założonej przez siebie gminy: „Świadectwo Chrystusowe utrwaliło się w was, tak iż nie brakuje wam żadnego daru łaski, gdy oczekujecie objawienia się Pana naszego Jezusa Chrystusa. On też będzie umacniał was aż do końca, abyście byli bez zarzutu w dzień Pana naszego Jezusa Chrystusa. Wierny jest Bóg, który powołał nas do wspólnoty z Synem swoim Jezusem Chrystusem, Panem naszym” (1 Kor 1, 6-9). Wierny jest Bóg! W to głęboko wierzymy i dlatego tak bardzo radujemy się z tego, iż patrząc na wielkie dzieje ziemi sandomierskiej i na historię diecezji sandomierskiej, możemy powiedzieć z całym przekonaniem, a jednocześnie wdzięcznością wobec Boga: „świadectwo Chrystusowe utrwaliło się w was, tak iż nie brakuje wam żadnego daru łaski”. Stąd też serdeczne życzenia, które kierujemy wszyscy tu obecni biskupi-goście dzisiejszej uroczystości jubileuszowej – życzenia dla diecezji sandomierskiej, dla jej biskupa Krzysztofa, a także dla biskupa seniora Edwarda, i całego jej prezbiterium, dla osób życia konsekrowanego i wiernych świeckich: oczekujcie „objawienia się Pana Jezusa Chrystusa” z wielką nadzieją, bo On, nasz Pan i Mistrz, „będzie umacniał was aż do końca, abyście byli bez zarzutu”. Trwajcie w tej wierze, nadziei i miłości, Drodzy Siostry i Bracia, Córki i Synowie świętego Kościoła, który jest w Sandomierzu. Amen.

ZOBACZ TAKŻE