STRONA GŁÓWNA / AKTUALNOŚCI / „100 LAT ŚWIĘTA NIEPODLEGŁOŚCI NA WAWELU” – WYKŁAD KS. PROF. JACKA URBANA

„100 lat Święta Niepodległości na Wawelu” – wykład ks. prof. Jacka Urbana

Po Mszy św. pod przewodnictwem abp. Marka Jędraszewskiego odprawionej w Święto Niepodległości wykład o historii obchodów uroczystości narodowych w katedrze na Wawelu wygłosił ks. prof. Jacek Urban. Punktualnie o godz. 12.00 odśpiewano Hymn Narodowy.

„100 lat Święta Niepodległości na Wawelu” – wykład ks. prof. Jacka Urbana

„100 lat Święta Niepodległości na Wawelu” – tak zatytułował swój odczyt ks. prof. Jacek Urban, który prześledził historię obchodów uroczystości narodowych w katedrze wawelskiej.

– Od ubiegłego roku pojawił się nowy ważny motyw. Na stulecie odzyskania niepodległości o godz. 12.00 uroczyście śpiewaliśmy Hymn Narodowy. Dziś chcemy to uczynić ponownie. Niech to będzie początek kolejnej ważnej tradycji katedry na Wawelu jako świadka historii – zakończył ks. prof. Urban, po czym w katedrze zabrzmiał Mazurek Dąbrowskiego.

Poniżej cały wykład ks. prof. Jacka Urbana:

Sto lat Święta Niepodległości w katedrze na Wawelu

11 listopada 1919 roku świętowano pierwszą rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości, tak było każdego roku, jakkolwiek oficjalnie 11 listopada jako Święto Niepodległości ustanowiono dopiero w roku 1937. W ustawie z 23 kwietnia 1937 r. czytamy: „dzień 11 listopada, jako rocznica odzyskania przez Naród Polski niepodległego bytu państwowego i jako dzień po wsze czasy związany z wielkim imieniem Józefa Piłsudskiego, zwycięskiego Wodza naczelnego w walkach o wolność Ojczyzny – jest uroczystym Świętem Niepodległości”. Ustawa wyraźnie związała święto z osobą I Marszałka. 

Najbliższy po ustanowieniu święta, dzień  11 listopada 1937 r. był obchodzony jako Narodowe Święto Niepodległości. Stał się dniem odprawiania nabożeństw w intencji Ojczyzny, organizowania akademii, wieczornic oraz parad wojskowych. Litera i duch ustawy zapowiadały, że miejscem szczególnym obchodu święta 11 listopada będzie katedra na Wawelu, a w niej krypta marszałka Józefa Piłsudskiego, do której przeniesiono trumnę Marszałka w czerwcu tego roku. Podejmujemy więc próbę odpowiedzi na pytanie jak świętowano dzień 11 listopada w katedrze na Wawelu przez kolejnych 70 lat, zwłaszcza w kolejne dziesięciolecia, by się zatrzymać nad rokiem 1988, rokiem 70-lecia odzyskania niepodległości, który miał się okazał zupełnie szczególnym.  

11 listopada 1937 r. biskup pomocniczy Archidiecezji Krakowskiej Stanisław Rospond w katedrze wawelskiej odprawił mszę św. w intencji Ojczyzny. Po jej zakończeniu uczestnicy liturgii zeszli do krypty Marszałka J. Piłsudskiego, w której odmówiono modlitwy. W roku następnym 11 listopada 1938 r. święto Niepodległości znowu obchodzono uroczyście. Tytułem do szczególnego dziękczynienia było 20-lecie odzyskania niepodległości. Na mszy św. w intencji Ojczyzny obecni byli m. in. przedstawiciele władzy – wojewoda krakowski Józef Tymiński i generał Bernard Mond. 

Uroczystość 11 listopada 1939 r. już się  nie odbyła. Kilka dni wcześniej władze okupacyjne niemieckie zażądały kluczy do katedry. Wzgórze Wawelskie stało się zoną wojskową. Wszyscy duchowni i świeccy mieszkańcy Wawelu musieli opuścić Wzgórze. Na długich pięć lat okupacji katedrę zamknięto.  

W latach II wojny światowej pamięć o Święcie Niepodległości przechowywano jedynie w Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie oraz w instytucjach polskiego państwa na wychodźstwie. 

Po zakończeniu II wojny światowej nowe komunistyczne władze zniosły ustawą Krajowej Rady Narodowej z 22 lipca 1945 r. Narodowe Święto Niepodległości, wprowadzając nowe święto pod nazwą Narodowe Święto Odrodzenia Polski, obchodzone odtąd  22 lipca. Równocześnie komunistyczne władze nie pozwoliły na otwarcie i udostępnienie krypty J. Piłsudskiego w katedrze na Wawelu. Wejście do krypty zabito deskami. Świadectwem pamięci o J. Piłsudskim były kwiaty składane u progu krypty. Niektórzy przechodzący na wysokości krypty J. Piłsudskiego czynili znak Krzyża św. W takim stanie krypta pozostawała zamknięta aż do „politycznej odwilży” roku 1956. Dopiero wtedy komunistyczne władze wyraziły zgodę na otwarcie krypty.  Kryptę należało doprowadzić do porządku po jej kilkunastoletnim zamknięciu (licząc lata okupacji i zimnej wojny).

Miejscem sprawowania mszy św. w intencji Ojczyzny najczęściej był ołtarz Krzyża św. Jadwigi Królowej, a celebransem ks. kanonik Kazimierz Figlewicz, proboszcz katedry na Wawelu. W modlitwie uczestniczyli przede wszystkim legioniści wraz ze swoim pocztem sztandarowym. Pamiętano, że kilka razy uczestniczył w niej  Eugeniusz Kwiatkowski. Po mszy św. do krypty schodzili przede wszystkim legioniści. Po tym jak wszyscy zajęli miejsca, rozpoczynano ceremonię. Najpierw wygłaszano rocznicową inwokację w rodzaju: „zebraliśmy się tutaj aby świętować x rocznicę…”. Prowadzącymi ceremonię byli legioniści. Po wstępie ks. K. Figlewicz (najczęściej on) odmawiał modlitwę. Była to modlitwa za marszałka J. Piłsudskiego i za jego żołnierzy. Po modlitwie wygłaszano przemówienie.

W latach 1956-1974 przemówienia te wygłaszał dr Stanisław Korczyński, komendant naczelny Związku Legionistów Polskich, który to związek działał w konspiracji jako „Grupa Oleandry”. Dr S. Korczyński wypełniał to zaszczytne zadanie aż do końca życia w roku 1974. Po przemówieniu następowało złożenie kwiatów, a na zakończenie śpiew „Pierwszej brygady”. O ile msza św. przy Krzyżu św. królowej Jadwigi była odprawiana w intencji Ojczyzny, o tyle modlitwy w krypcie i przemówienia odnoszone były do marszałka J. Piłsudskiego i jego żołnierzy. Obchodzenie 11 listopada zapewne miało podobną formę jak i pozostałych w/w rocznic. 

Zniesione przez władze Narodowe Święto Niepodległości można było obchodzić jedynie w kościołach. Zarówno ludzie przybyli na to nabożeństwo, jak i homilie wtedy wygłaszane, poddane były inwigilacji ze strony Służby Bezpieczeństwa.  Władze konsekwentnie marginalizowały znaczenie 11 listopada. Wyjątek potwierdzający regułę stanowi  11 listopada 1968 r., kiedy to obchodzono 50 lat odzyskania przez Polskę niepodległości. 

11 listopada 1968 był poniedziałek. Wobec tego uroczystość przybrała charakter dwudniowy. Najpierw  odprawiono je w niedzielę 10 listopada. Oddajmy głos ks. K. Figlewiczowi proboszczowi katedry na Wawelu i autorowi Kroniki katedralnej: „Obchodzono 50-lecie odzyskania wolności w roku 1918. O godz. 9.45 dzwonił „Zygmunt”; było powitanie ks. kardynała K. Wojtyły, który brał udział we Mszy św. odprawionej przez Hebdomadariusa (x. Figlewicz); zamiast kazania czytano list Episkopatu, po Sumie było wystawienie Najświętszego Sakramentu i X. Kardynał po odśpiewaniu Suplikacji, odmówił modlitwy, ułożone w tym celu przez X. Kardynała Prymasa i po „Te Deum”  udzielił błogosławieństwa eucharystycznego; na zakończenie odśpiewano „Boże coś Polskę”. Natomiast 11 listopada o godz. 18, X. Kardynał odprawił żałobną Mszę św. pontyfikalną za dusze Rodaków, którzy życiem lub śmiercią ofiarną przyczynili się do odzyskania tejże wolności; po Mszy św. X. Kardynał przemówił, a następnie odmówił modlitwy za w/w Rodaków przy grobie kardynała Sapiehy; wreszcie odśpiewano „Salve Regina” i „Anioł Pański”. Udział wiernych był znaczny, zwłaszcza sióstr zakonnych i starszego pokolenia”.

Po zakończeniu uroczystości w katedrze uczestnicy zeszli do krypty Marszałka. Dla wielu zaskoczeniem była nowa płyta w krypcie z orłem z koroną w górnej części, z płaskorzeźbą Józefa Piłsudskiego, napisem „11 XI 1918 – 11 XI 1968” i z krzyżami Niepodległości w narożnikach, którą potajemnie zainstalowano w przeddzień uroczystości. Jej wykonawcą był dawny legionista i AK-owiec Wacław Szacoń. Prawdopodobnie było to, po II wojnie światowej, pierwsze miejsce w Polsce, w którym podobizna marszałka J. Piłsudskiego została wystawiona na widok publiczny.

Były to lata, w których ważnym wsparciem dla legionistów stał się metropolita krakowski kard. Karol Wojtyła. Pamiętano mu m. in. wystąpienie na opłatku legionowym w Krakowie w klasztorze dominikanów, 25 stycznia 1975 r., na którym powiedział: „Dobrze, że się tu spotykacie, dobrze, że strzeżecie tych wszystkich śladów i tej rocznicy 6-sierpnia i tej drogiej sercu Polaka trumny Marszałka i tego postumentu na dawnej granicy pod Michałowicami, którą niegdyś przekraczały pierwsze oddziały wojska polskiego, zdecydowane by walczyć o niepodległość. Dobrze, że tego wszystkiego strzeżecie, pilnujecie, bo to są skarby narodu, to jest nasze wspólne dziedzictwo, należą do Wawelu, należą do skarbca pamiątek narodu, tak jak wszystko co się w Krakowie, a zwłaszcza w tym królewskim Wawelu znajduje”.

Tymczasem z każdym kolejnym rokiem topniały szeregi legionistów. Ich pogrzeby często prowadził ks. K. Figlewicz pełniący obowiązki kapelana legionistów. Pozostali przy życiu przyjmowali w szeregi nieformalnie istniejącego Związku Legionistów Polskich, ludzi wychowanych w tradycjach niepodległościowych, sprawdzonych, stale obecnych przy kolejnych rocznicach i uczestniczących w pracach Związku. W 1975 r. został nim m. in. Krystian Waksmundzki. To jemu po śmierci dr Korczyńskiego przypadało w udziale wygłaszać przemówienia w krypcie marszałka J. Piłsudskiego. Ustępował tego wyróżnienia, gdy wolę przemawiania wyrażali generał Mieczysław Boruta-Spiechowicz, pułkownik Henryk Bezeg, major Józef Herzog, kapitan Kazimierz Martyniak, porucznicy Stanisław Leszczyc-Przywara i Jan Łobodziński, czy Jan Dębosz. Przypomnijmy fragment przemówienia gen. M. Boruty-Spiechowicza z 11 listopada 1977 r. 

„Zawierucha ostatnia, która przeszła nad światem, nie minęła jeszcze, a pioruny nieprawości rażą i ranią serce Narodu i ducha starej wiary śmiertelnie, ale pamiętajcie i tę świadomość nieście w sobie do końca, że kto walczy o ogólne wartości i o powszechną sprawiedliwość, ten przyczynia się do obrony Narodu – wszystkich ludzi na świecie – od upodlenia. Nie z bałwochwalstwa zrodziła się nasza wiara, a z umiłowania celów jakie  nam wskazałeś. Byłeś dla nas urzekającym wzorem i takim pozostaniesz dla pokoleń, które nadchodzą! Śpij spokojnie, Panie Marszałku!. Stara wiara wierna do końca … nie zawiedzie”. 

Dzień 11 listopada 1978 r. oznaczał 60-lecie święta. Tymczasem władze jako co roku  przygotowywały się do kolejnej rocznicy rewolucji październikowej. W trakcie ich przygotowania doszło do wyboru kard. Karola Wojtyłę na papieża. To właśnie wtedy Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela otrzymał  silne wsparcie ze strony środowisk kombatanckich, niepodległościowych, studenckich, a także Kościoła katolickiego. Uroczystości odbyły się w Gdańsku, Krakowie, Lublinie, Łodzi i Warszawie. Wtedy też po raz pierwszy od zakończenia II wojny światowej kościelne obchody przemieniły się w manifestacje patriotyczne na ulicach wielkich polskich miast. W Krakowie w siłę rosła opozycja odwołująca się do tradycji piłsudczykowskich. Określała ją w dużym stopniu Konfederacja Polski Niepodległej. 9 listopada 1978 r. krypta J. Piłsudskiego w katedrze na Wawelu została udekorowana dwoma flagami biało-czerwonymi, datami 1918-1978, orłem w koronie i emblematem Polski Walczącej. W sam dzień 11 listopada w godzinach przedpołudniowych katedrę wypełnili przede wszystkim młodzi ludzie, co warte podkreślenia. Przybyli także gen. M. Boruta-Spiechowicz i konsul Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. O godz. 9-ej ks. prałat K. Figlewicz odprawił mszę św., po której przez dwie i pół godziny ludzie podchodzili do trumny Marszałka w jego krypcie, by oddać hołd jego cieniom. W południe ks. Franciszek Walancik, proboszcz katedry na Wawelu po ks. K. Figlewiczu, polecił rozkołysać dzwon z fundacji króla Zygmunta. 

Rok następny przyniósł pierwszą pielgrzymkę apostolską papieża Jana Pawła II do Ojczyzny w czerwcu 1979 r. Wywołała ona ogromny entuzjazm. Dała poczucie siły i jedności.  11 listopada 1979 r. znowu, przede wszystkim ludzie młodzi, przybyli do katedry. Po mszy św. w katedrze i złożeniu hołdu w krypcie J. Piłsudskiego część ludzi młodych  przybyłych na mszę św. zorganizowała przejście z Wawelu drogą królewską na plac Matejki, przed Grób Nieznanego Żołnierza. Nieśli flagi i proporce. Jeden z przedstawieniem orła w koronie, a drugi z napisem „Konfederacja Polski Niepodległej”. Po przybyciu na miejsce odśpiewali hymn „Jeszcze Polska nie zginęła”. Chwilę później zostali zaatakowani przez Milicję Obywatelską. Kilkanaście osób zostało zatrzymanych. Zostali oni ukarani przez Kolegium ds. Wykroczeń wysoką grzywną. Interwencja MO była w dotychczasowych dziejach obchodu 11 listopada zjawiskiem nowym.  

Tak nadszedł rok 1980, rok „Solidarności”. W czerwcu tego roku odpowiedzialność za organizację uroczystości w krypcie przejął Obywatelski Komitet Opieki nad Kopcem Józefa Piłsudskiego przy  Towarzystwie Miłośników Historii i Zabytków Krakowa, działając w imieniu Związku Legionistów Polskich. W kolejnych latach dojdzie do podziału środowiska, zjawisko widoczne w uroczystościach organizowanych w krypcie marszałka J. Piłsudskiego.  

We mszy św. 11 listopada 1980 r. uczestniczyły już tłumy. W katedrze na Wawelu pojawiły się poczty sztandarowe „Solidarności” z różnych zakładów pracy, a zwłaszcza „Solidarność” Nowej Huty, a także młodzież szkolna, wśród niej młodzież z Gimnazjum Nowodworskiego.  Mszy  św. przewodniczył metropolita krakowski kard. Franciszek Macharski. Ogłoszono, że msza św. odprawiana jest za Ojczyznę. Po mszy św. grono legionistów poszerzyło się o działaczy „Solidarności”. Do krypty schodzili m. in. działacze NSZZ Solidarność m. in. Mieczysław Gil, Stanisław Handzlik, Edward Nowak, Stanisław Kuś. Obok pocztu sztandarowego legionistów, poczet sztandarowy AK, konsulowie, delegacje z wieńcami i wiązankami kwiatów. 

Po zaprowadzeniu stanu wojennego katedra na Wawelu w dniu 11 listopada była miejscem, na które przychodziły tłumy ludzi liczone w tysiące. Organizatorzy dokładali starań, by ceremonie w krypcie marszałka J. Piłsudskiego nie zostały wykorzystane przez władze. Zdawano sobie sprawę, że wśród  przybyłych do katedry byli także funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa. Obawiano się prowokacji. W przemówieniach wygłaszanych w krypcie podkreślano, że celem jest oddanie hołdu Marszałkowi i jego żołnierzom. Proszono i przestrzegano, by krypta nie stała się miejscem wykorzystanym dla polityki. Te apele były kierowane m. in. do najbardziej radykalnych członków Konfederacji Polski Niepodległej.    

Od 11 listopada 1982 r. przez kolejnych pięć lat scenariusz uroczystości był podobny. Najpierw o godzinie 17-ej miał miejsce hołd dla Marszałka w jego krypcie z udziałem ostatnich legionistów, delegacji z całej Polski i osób zaproszonych. Obecni byli: legioniści, przedstawiciele córek Marszałka, przedstawiciele organizacji niepodległościowych, Bractwo Kurkowe, przedstawiciele harcerzy, przedstawiciele zdelegalizowanej „Solidarności”, konsulowie Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej i Francji. Legioniści zaciągali wartę. Modlitwy prowadził ks. prałat Janusz Bielański, proboszcz katedry na Wawelu. W imieniu Komitetu przemawiał Krystian Waksmundzki, w imieniu Konfederacji Polski Niepodległej Leszek Moczulski, przemawiali także przedstawiciele społeczności związkowej Małopolski, m. in. Mieczysław Gil i Edward Nowak. Następnie o godz. 18-ej msza św. w katedrze na Wawelu z kazaniem. Katedra każdego roku była przepełniona. Wielu musiało pozostać na dziedzińcu przed katedrą. Po mszy św. zejście delegacji do krypty marszałka J. Piłsudskiego. Pożegnanie śpiewem „Pierwszej Brygady”. W tym czasie na zewnątrz katedry na dziedzińcu formowano demonstrację. Z skandowanymi hasłami: „Solidarność” schodzili z Wawelu. Pod Wawelem demonstranci byli każdego roku brutalnie rozpędzani przez ZOMO i MO, a najdzielniejsi aresztowani i skazywani na grzywny. 

W tym smutnym okresie naszych dziejów odchodzili ostatni już legioniści. Rok 1985 r. był rokiem 50-lecia śmierci Józefa Piłsudskiego. W tym roku kolejno odchodzili jego żołnierze: generał Tadeusz Pełczyński, porucznik Stanisław Przywara, generał Tadeusz Alf-Tarczyński, generał Mieczysław Boruta-Spiechowicz, kapitan Kazimierz Martyniak, prezes Związku Legionistów Polskich w Krakowie. Po śmierci ks. K. Figlewicza nowym proboszczem katedry został ks. prałat Janusz Bielański, który jako gospodarz czuwał nad przebiegiem uroczystości w katedrze, natomiast miejsce ks. K. Figlewicza jako kaznodziei i tego, który odprowadzał trumny kolejnych legionistów zajął ks. prałat Stanisław Małysiak, kanonik Kapituły Katedralnej na Wawelu, a w latach II wojny światowej członek Armii Krajowej. 

Tak nadszedł rok 1988, który okazał się niezwykłym. W przeddzień uroczystości, bo 10 listopada kronikarz katedry na Wawelu zapisał: W południe, w obecności kompanii reprezentacyjnej „czerwonych beretów” i orkiestry tychże, nieoczekiwanie przybyła delegacja rządu PRL  z Kazimierzem Barcikowskim, któremu towarzyszył Jerzy Ozdowski, która złożyła wiązanki kwiatów na trumnie J. Piłsudskiego i sarkofagu dla W. Sikorskiego. Orkiestra odegrała hymn państwowy i marsz I Brygady. Była to chyba pierwsza w powojennej Polsce delegacja rządowa, która oficjalnie oddała hołd Naczelnikowi Państwa”. To była zapowiedź nadchodzących zmian. 

Tę zmianę daje się także odczuć w opisach wydarzeń dnia następnego, 11 listopada 1988 r. Pośród nich jest relacja Zdzisława Chłopka z Nowego Sącza. Przypomnijmy jej fragment: „Na podaną komendę razem z innymi pocztami sztandarowymi schodzimy jako pierwsi do Krypty Marszałka Józefa Piłsudskiego wśród szpaleru tłumu z załzawionymi tu i ówdzie oczami. Raz po raz błyskają kamery. I oto Krypta. Ustawiamy się u rogu trumny, tuż przy głowie Marszałka. Przed nami warta honorowa harcerzy. Podciągają inne poczty. 

Obok nas są hutnicy z „Solidarności” Nowa Huta w ładnych białych kombinezonach, przypominających krojem dawny strój Poleszuków, a naprzeciw z prawej strony trumny poczty 2 Korpusu Armii gen. Andersa. 

Następuje zmiana warty harcerzy. W odróżnieniu od adeptów-ułanów, ci robią to zgrabnie i szykownie. Tu znać musztrę! Zewnętrznie prezentują się niemal okazale. 

Na moment przed rozpoczęciem uroczystości wchodzi jeden z ostatnich żyjących i poruszających się o własnych siłach 90 letni legun w starannie zachowanej maciejówce na głowie, w asyście swej może 30-letniej prawnuczki. Wszyscy witamy go sympatycznymi spojrzeniami. Chwila rozrzewnienia. Na moment wydaje mi się, jak gdyby coś poruszało się w trumnie, jakby sam Marszałek chciał mu wyjść na spotkanie. 

Boże! Gdyby to było w wolnej, niepodległej Polsce, zerwałyby się burzliwe owacje, a tu jak w katakumbach. Pan Ch. jest jedynym spośród tych kilku mieszkających w Krakowie, który zaszczyca tego rodzaju uroczystości, gdyż pozostali złożeni niemocą prawie nie wychodzą z domu. 

Godzina 17-a. Rozpoczyna się uroczystość. Krótkie powitanie reprezentanta „Solidarności_Małopolska”, zapowiedź programowa, po czym następuje odśpiewanie hymnu narodowego. Po nim krótkie przemówienie delegata „Solidarności” nawiązujące do 70. rocznicy zmartwychwstania niepodległej Polski, a w nim słowa: „Wczoraj odbyły się uroczystości rządowe, dziś naród składa hołd Wielkiemu Marszałkowi’. W przemówieniu są również ciepłe słowa dla stojącego wśród nas Leguna.  

Następuje uroczystość składania wieńców przez kombatantów 2 wojny światowej, b. żołnierzy AK, „Solidarność”, KPN, Komitet Odbudowy Kopca J. Piłsudskiego, Górali z Zakopanego. Duże poruszenie wywołuje złożenie wieńca przez konsula francuskiego z Krakowa od Pana Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej w Londynie oraz od przedstawicieli ziemkostwa polskiego na obczyźnie. Tą podniosłą uroczystość kończymy odśpiewaniem I Brygady. Oddajemy salut i wychodzimy w pomieszanym ordynku  na zewnątrz ku ołtarzowi. Znowu szpaler dumą przepojonych serc i kropliste łzy spływające po niektórych twarzach.

Zbliża się godzina 18. I oto wspaniały chór z Krakowa otwiera po raz któryś z rzędu w artystycznym przemieszaniu dźwięków niezabliźnione rany kainowskiej zbrodni, która każdorazowo wstrząsa z tą samą mocą posadami sumień. Jest to „Chorał” Kornela Ujejskiego. Przy słowach: „Patrz! My w nieszczęściu zawsze jednacy” napęczniałych patriotycznym bólem tak wymownie przetransponowanym na dzisiejszą rzeczywistość i z taką gorącą ufnością skierowanym ku Bogu (tak tylko umie wyśpiewać Kraków). Wychodzi Msza św. z Krzyżem Chrystusowym na czele. Celebruje ją sam Kardynał Jego Eminencja ks. Franciszek Macharski. 

Pochylają się sztandary. Chwila niezwykle uroczysta i podniosła. Przywodzi mi na myśl: gdyby ci wszyscy SBecy, ci ZOMO-wcy, którzy tam za murami Katedry i w innych miejscach Polski rozprawiają się brutalnie w tej oto chwili ze skandującym i manifestującym tłumem prawych Polaków, znaleźli się tu blisko, wyrwani z mroków narzuconej tyranii, ślepo i posłusznie spełniający rozkazy swoich zwierzchników, chyba by też poczuli żywsze drgnienia w swoich sercach i rozkruszyliby się w miłości, która jedna bratnie serca. Boć to przecież też Polacy, tyle, że zniewoleni. A czy ich zwierzchnicy też są aż tak zatwardziali, że nie chcieliby stanąć blisko Stołu Pańskiego, by przeżywać pospołu ze wszystkimi, z całym narodem wierzącym tę piękną uroczystość?  Źle się dzieje w naszym narodzie, że zamiast zbliżenia pogłębia się przepaść! Tymczasem chór zaintonował nową pieśń. 

Następuje homilia Jego Eminencji. Przesycona swą głęboką a jakże mądrą treścią przykuwa uwagę. Koduje się w mojej pamięci jeden z cytatów: Czy historia może płynąć pod prąd? 

Po homilii rozbrzmiewa chór kolejnymi pieśniami. Moment Podniesienia  i Komunia święta. 

Z tych wewnętrznych wynurzeń podnoszę nagle wzrok i skierowuję na siedzącego na wprost mnie przemiłego staruszka proboszcza o niezwykle dobrotliwej i przemiłej twarzy. Utkwił on we mnie wzrok, jak gdyby chciał nim przeniknąć, ile ojczyźnianego serca mieści się pod tą zewnętrzną powłoką niepozornego członka pocztu sztandarowego. Oj bardzo dużo, kochany księże! – odpowiedziałem w niemym spojrzeniu zacnemu kapłanowi. 

Msza dobiega końca. Śpiewamy na przemian z chórem: „Ciebie Boże wysławiamy” oraz wspólnym mocnym głosem „Boże coś Polskę” z niezmieniającym się już wersetem: „Ojczyznę wolna racz nam zwrócić Panie”.  Końcowe błogosławieństwo Kardynała. Pochylenie sztandarów, po czym dostojni Biskupi i Proboszczowie z Jego Eminencją odchodzą od ołtarza. Na ornacie Ks. Kardynała połyskują w blasku świateł trzy zdobione haftem napisy” Bóg, Ojczyzna, Honor. 

Pogrążony w głębokiej zadumie przenikniętej bezbrzeżną troską o losy Ojczyzny i Kościoła, dostojny orszak włodarzy polskich serc i sumień opuszcza pod przewodem Krzyża Chrystusowego Święte Prezbiterium. 

Niestrudzony, zawsze życzliwy, zawsze serdeczny i oddany sprawie proboszcz katedry ks. prałat Bielański pilnie dogląda, czy wszystko jest w porządku, a potem jako ten Dobry pasterz schodzi ze swymi owcami przybranymi w poczty sztandarowe ponownie do Krypty Marszałka. 

Przepełniony  tłum znowu odprowadza nas przyjaznymi spojrzeniami. Tam wszyscy składamy hołd pożegnalny ukochanemu Marszałkowi odśpiewaniem Pierwszej Brygady, po czym szykujemy się ku wyjściu do zakrystii. 

Tymczasem do uszu naszych dobiegają od zewnątrz skandowane okrzyki. Trudno je zrozumieć, ale zbity tłum wrze i huczy! To daje znać o sobie Polska! Patriotyczna młodzież i dorośli!

W zakrystii każdy szybko „ucywila” się. Ks. Bielański jak gdyby w przeczuciu czegoś niedobrego rozpoczyna z nami odmawianie różańca. Po nim następuje krótka modlitwa, po czym całą trójką z naszego pocztu próbujemy wydostać się na zewnątrz. Z przeciwnej strony dochodzi nas przez megafon głos funkcjonariusza MO: „Ponawiamy rozkaz natychmiastowego rozejścia się”. Jakby w odpowiedzi tłum huczy dalej i skanduje okrzyki. Jesteśmy już całą trójką na ulicy, wmieszani w tłum. Tym razem obeszło się bez starć z milicją”.  

Trzy miesiące później Narodowe Święto Niepodległości zostało przywrócone ustawą z 15 lutego 1989 roku. Odtąd katedra na Wawelu jest miejscem, na którym w sposób nieskrępowany każdego roku obchodzony jest 11 listopada. 

Od ubiegłego roku pojawił się nowy ważny motyw. Na 100-lecie odzyskania niepodległości o godzinie 12-ej wspólnie uroczyście śpiewaliśmy hymn narodowy. Dziś chcemy uczynić to raz jeszcze. Być może będzie to początek kolejnej ważnej tradycji naszej katedry jako świadka historii. 

ZOBACZ TAKŻE