- Angelo Gugel był bardzo oddany Janowi Pawłowi II. Był jak rodzina. Można było na nim zawsze polegać; a ponieważ był tak blisko Papieża Polaka, to i Polska była mu bliska – w rozmowie z Vatican News podkreślił kard. Stanisław Dziwisz, który uczestniczył 17 stycznia w Mszy św. żałobnej w intencji zmarłego byłego kamerdynera Jana Pawła II. -Nie mogłem nie przyjechać – dodał metropolita krakowski senior.
Wypełniony ludźmi kościół Matki Bożej Łaskawej niedaleko Watykanu – tak żegnano w sobotnie popołudnie zmarłego 15 stycznia w wieku 90 lat Angela Gugela, kamerdynera trzech papieży – Jana Pawła I, Jana Pawła II i na początku pontyfikatu – Benedykta XVI.
Około 40 kapłanów, biskupi, kardynałowie – w tym sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej kard. Pietro Parolin – żegnali „wiernego sługę papieży”, jak mówił o nim kard. Stanisław Dziwisz.
– Był zawsze przy papieżu Janie Pawle II, przez 27 lat. Przy tym był bardzo zaangażowany, ale również bardzo dyskretny. To był człowiek, który odpowiadał za wszystkich. Skuteczny w pracy i bardzo wierny. I nigdy nie odmówił, kiedy ktoś go o coś prosił – podkreślił kard. Dziwisz.
Długoletni sekretarz Jana Pawła II przypomina, że Angelo Gugel przybył do Watykanu z regionu Veneto, razem z innymi młodymi ludźmi, poszukującymi pracy. Byli bardzo dobrze przygotowani – nie tylko intelektualnie, ale także kulturowo. Znał się z kard. Albino Lucianim, który zanim został papieżem Janem Pawłem I, pełnił posługę jako biskup Veneto, a później patriarcha Wenecji. To on zatrudnił Gugela jako swego kamerdynera. Wcześniej zmarły pracował w Żandarmerii Watykańskiej i w Gubernatoracie.
Po śmierci Jana Pawła I – jak wspomina kard. Dziwisz – powiedzieli Gugelowi w Watykanie, że to koniec jego pracy, bo papież umarł. – Wtedy jednak przyszli do Jana Pawła II mądrzy ludzie, którzy powiedzieli, że jest taki człowiek, który służył wiernie jeszcze Janowi XXIII jako żandarm, a potem Janowi Pawłowi I. Weźcie go, a na pewno nie będziecie żałować. I tak się stało – dzielił się kardynał senior.
Dodał, że Angelo Gugel szybko stał się niczym członek rodziny w domu Jana Pawła II. – On się czuł z nami jak rodzina i my z nim. Był człowiekiem wyjątkowej dobroci, mądrości i zdecydowania. Był z Ojcem Świętym w momentach, pięknych, radosnych, ale i bolesnych – zamachu na Placu św. Piotra, a także innych, np. w Manili – podkreślił kard. Stanisław Dziwisz.
Najbardziej dramatyczny moment, zamach na papieża 13 maja 1981 roku widział w telewizji cały świat. – Byliśmy w jeepie – on siedział z przodu, papież pozdrawiał ludzi, a ja byłem z tyłu. Papież został trafiony, ale ani Angelo, ani ja nie zostaliśmy ranni. Kule przeszły obok. Może dlatego, że Pan przewidział, iż byliśmy potrzebni, by ratować Ojca Świętego?” – zastanawiał się kardynał.
Podkreślił, że to opanowanie Gugela pozwoliło zorganizować ratunek papieżowi – na placu św. Piotra nie było lekarza, karetki, ponieważ nikt się nie spodziewał, że dojdzie do zamachu.
W dniu Mszy św. żałobnej metropolita krakowski senior wspominał, że Gugel zawsze wiedział, co należy zrobić. -Nie czekał na rozkazy – nie było potrzeby mu mówić, co ma robić. On po prostu wiedział – wyjaśnił długoletni osobisty sekretarz Jana Pawła II.
– Jego odejście, to odejście człowieka bliskiego, dobrego. On nas kochał, a my jego. Dlatego jest to moment trudny – dodał kardynał. – Może dlatego chciano mieć go blisko – wszyscy mieli do niego ogromne zaufanie, także jego rodzina – zauważył.
Metropolita krakowski senior potwierdził, że przed pierwszą po wyborze homilią na placu św. Piotra papież to właśnie z Angelo Gugelem konsultował swoją wymowę, akcent. – Można powiedzieć, że w związku z tym, że był przy Papieżu Polaku, był bardzo związany również z Polską – dodał kardynał.
Długoletni osobisty sekretarz Ojca Świętego pożegnał się z Angelo Gugelem kilka dni przed odejściem przyjaciela. Kiedy był na konsystorzu 7 i 8 stycznia dowiedział się o chorobie Gugela. Udał się, by go odwiedzić. – Niewiele tam było słów między nami, ale było porozumienie wzrokiem – wyznaje. – Teraz też nie mogłem nie przybyć, aby go pożegnać – dodał.
W homilii kard. Pietro Parolin określił Angela Gugela jako „człowieka dobrego, umiłowanego męża, wzorowego ojca, łagodnego, dyskretnego i sprawiedliwego”. Przypomniał jasność jego oczu i świetlistość jego uśmiechu, z których przebijała jego przyjaźń z Bogiem dzięki wierze zrodzonej w czasach i miejscach naznaczonych biedą, lecz „mocnej jak skała”.
– Lubię sobie wyobrażać, że aby go przyjąć w raju, był tam właśnie św. Jan Paweł II, któremu wiernie i dyskretnie służył – mówił sekretarz stanu. Kardynał podkreślił zdolność Angela Gugela do zawierzenia się Bogu i oddania siebie innym. – W ostatnich miesiącach choroby dał dowód swojej siły i pogody ducha, ukazując, że problemy, trudy i choroba, jeśli są przeżywane z Panem, mogą stać się okazją do prawdziwego świadectwa – zauważył. – Celebrowanie pogrzebu osoby drogiej, świadka wiary, nie oznacza celebrowania końca, lecz jest okazją, aby odnowić naszą wiarę, abyśmy patrzyli naprzód z pewnością, że nie jesteśmy sami – dodał kard. Parolin.
Kard. Stanisław skierował krótkie pozdrowienie do rodziny zmarłego, wspominając jego służbę dla Stolicy Apostolskiej jako „przykład sługi mądrego i wiernego, z ewangeliczną roztropnością, oddaniem, dyskrecją i dyscypliną”. – Łączę się z rodziną i ze wszystkimi obecnymi na modlitwie za duszę drogiego Angela, aby ramiona miłosiernego Ojca Niebieskiego przyjęły go w Niebieskim Jeruzalem, dając mu nagrodę sprawiedliwych; z wdzięcznością za jego wierną służbę pełnioną przez cały pontyfikat Jana Pawła II; którą sprawował w duchu obowiązku i wierności Kościołowi oraz Następcom św. Piotra – powiedział metropolita krakowski senior.
Po zakończeniu obrzędów pogrzebowych trumna z ciałem Angela Gugela została przewieziona do Miane, miejscowości w prowincji Treviso, z której pochodził zmarły. Tam w poniedziałek, 19 stycznia będzie sprawowana Msza św. pogrzebowa po której nastąpi pochówek na miejscowym cmentarzu.