STRONA GŁÓWNA / AKTUALNOŚCI / „NIE MA SIĘ, CZEGO BAĆ. BARDZIEJ TRZEBA UFAĆ”. DLA KOGO JEST DROGA ŻYCIA KONSEKROWANEGO?

„Nie ma się, czego bać. Bardziej trzeba ufać”. Dla kogo jest droga życia konsekrowanego?

- Życie zakonne na pewno jest piękne i jeżeli komuś Pan Bóg daje takie powołanie, to warto temu zaufać. Warto nawet dać sobie szansę zobaczenia tej drogi – mówi ks. Dominik Truchan SDS. Z salwatorianinem rozmawiamy o powołaniu do życia konsekrowanego oraz jego blaskach i cieniach.




Czy wybór drogi życia konsekrowanego był wyborem trudnym, czy takim, który przyszedł naturalnie?

Ks. Dominik Truchan SDS, salwatorianin: Pochodzę z Krakowa. Całe życie byłem przy parafii diecezjalnej, więc bardzo dobrze znałem realia życia księży diecezjalnych. Miałem świetną parafię, bardzo fajnych duszpasterzy i bardzo dobre wspomnienia. Kiedy jednak podejmowałem decyzję, że to będzie droga powołania kapłańskiego, zacząłem się zastanawiać – czy życie zakonne, czy bycie księdzem diecezjalnym. Tym, co na pewno było dla mnie ważne, był aspekt wspólnoty, tego, że w przypadku tej pierwszej drogi powołanie przeżywa się we wspólnocie zakonnej.

Kiedy Ksiądz zdecydował?

Moja droga była bez żadnych błyskawic i objawień. Brałem udział w różnych rekolekcjach, m.in. w Wyższym Seminarium Duchownym Archidiecezji Krakowskiej. Wtedy usłyszałem, że Pan Bóg daje powołanie, ale też daje nam wolność tego, gdzie chcemy to powołanie realizować. To nie jest tak, że musisz trafić w ten jeden, konkretny tunel, bo jeśli nie, to będziesz nieszczęśliwy i przegrasz. To była moja decyzja, że podejmuję to rozeznawanie i rozpoczynam życie zakonne.

Od razu wybór padł na salwatorianów?

Tak, bardzo dobrze ich znałem. Dobrze się u nich czułem, tak po ludzku.

Jak wyglądał proces formacji i czy różni się on znacząco od tego, który przeżywają klerycy diecezjalnych seminariów?

W tym momencie czasowo wygląda to dość podobnie ze względu na to, że w seminariach diecezjalnych wprowadzono rok propedeutyczny. W zakonach był on od zawsze jako nowicjat, czyli określany przez prawo kanoniczne czas, który trwa co najmniej rok. Wcześniej jest też okres postulatu. Wygląda on równie w zależności od zgromadzenia. U nas trwał kilka tygodni. To takie wstępne zapoznanie się i podjęcie decyzji, czy rzeczywiście chcę rozpoczynać nowicjat kanoniczny, który jest takim czasem wyjścia ze świata, skupienia się na modlitwie, w dobrym tego słowa znaczeniu na sobie, na swojej relacji z Panem Bogiem i odcięcia się od zewnętrznych rzeczy, aby znaleźć siebie. Wspaniały czas. Bez telefonu, bez Internetu, cisza, spokój. Najpiękniejszy czas w życiu.

Który etap formacji był najbardziej wymagający?

Każdy etap ma swoje wyzwania. Wiadomo, że nowicjat jest wyzwaniem, ale to też początek, więc niesie pierwsze zachwyty. Potem zaczyna się seminarium, żyje się ślubami, otrzymuje habit, a to oznacza już inne wyzwania i poważniejsze myślenie o celu. Na pewno ważnym momentem jest okres tuż przed złożeniem ślubów wieczystych, czyli decyzja, że chce się tu być na całe życie. U nas jest tak, że ja proszę o to, a zgromadzenie mówi, że jestem gotowy, aby taką profesję wieczystą złożyć. To pomocne, ponieważ daje pokój serca, że to z jednej strony moja decyzja, a z drugiej strony też rozeznawanie wspólnoty i rozeznawanie Kościoła. To więc nie tylko moja wizja, ale jest to wizja Kościoła i wspólnoty, wyrażająca się przez działanie Ducha Świętego.

W tym roku będzie Ksiądz przeżywał pięciolecie kapłaństwa. Jak patrzy Ksiądz na ten czas po święceniach? Zmieniłby Ksiądz coś?

Niewiele bym zmienił, bo na niewiele rzeczy miałem wpływ. To było Boże prowadzenie. Nigdzie nie znalazłem się na własną prośbę. Gdy patrzę na te miejsca, w których byłem, w których jestem, patrzę na to jako łaskę Bożą, jako dar, który jest dla mnie najlepszy w tym momencie, w którym ja najlepiej mogę służyć Kościołowi, Panu Bogu, ale też taki, który dla mnie jako dla człowieka jest po prostu dobry. Życie zakonne to nie tylko służba wszystkim, to też moja relacja z Panem Bogiem. Musi być ta troska o relację z sobą, z Panem Bogiem, o sferę duchową i ludzką, po to, żebym mógł iść do ludzi i Jego przekazywać, a nie siebie. Przyjmuję, że to wszystko, co się dzieje, jest takim darem od Pana Boga. To, na co mam wpływ, to moje zaangażowanie. Wiadomo, czasem jest lepiej, czasem gorzej. Z pewnością będzie jeszcze niejedna trudność, niejeden kryzys, niejedna wątpliwość, ale śluby to jest wierność, nie tylko emocjami, uczuciami, ale też stałością i rozumem.

Wiele osób, gdy mowa o życiu zakonnym, ma przed oczami obraz krat, modlitwy, pokuty, zamknięcia i wręcz odizolowanie od świata. Jak Ksiądz by na to odpowiedział?

Trzeba szerzej popatrzeć na życie zakonne, które w Kościele jest przeżywane na bardzo różne sposoby. Mamy rzeczywiście zgromadzenia klauzurowe, które poświęcają się bardziej modlitwie, ale to służy zawsze większemu otwarciu na Pana Boga. Dzisiaj widzimy, jak bardzo pożądane są takie miejsca, jak wiele osób szuka miejsc, gdzie jest cisza, gdzie jest pokój. Dzisiejszy świat, kaznodziejsko mówiąc, bardzo tego potrzebuje – dobrym tego przykładem jest Centrum Formacji Duchowej na Zakrzówku.

Ale to nie jest jedyna droga.

Oczywiście, że nie. Jest bardzo dużo zgromadzeń „aktywnych”, takich jak nasze, któremu jako cel nasz założyciel bł. Franciszek Maria od Krzyża Jordan wyznaczył apostolstwo, nauczanie, czyli wyjście do ludzi. Życie konsekrowane ma być indywidualnym naśladowaniem Pana Jezusa, które dokonuje się we wspólnocie. Mamy się upodabniać do Niego, ale nie po to, żebym ja był super, tylko po to, żebym ja mógł być Jego obrazem i innych ludzi do Niego prowadzić. To nie jest tak, że jesteśmy nieustannie umartwieni. Życie zakonne jest pełne uśmiechu, wspaniałych chwil. Życie zakonne nie jest samotne, jak mówimy w formule profesji towarzyszy nam „codzienna pomoc moich współbraci”.

Dla kogo jest droga życia konsekrowanego? Czy trzeba mieć jakieś cechy, które pomagają w odnalezieniu się akurat w tym powołaniu?

Ciężko podać zestaw cech pożądanych dla kandydatów do życia zakonnego, bo gdy popatrzymy na Apostołów, których wybiera Pan Jezus, to po ludzku można by stwierdzić, że mógłby wybrać lepszych, takich, którzy lepiej by sprawdzili się w tych zadaniach, ale jednak, z sobie wiadomych pobudek, Pan Jezus wybiera takich, a nie innych. Wierzymy, że tak jest z powołaniem, że Pan Bóg wybiera tych, których chce, którym daje łaskę powołania, ale też daje ją w wolności. To człowiek decyduje, jaką drogę przyjmie, jaką wybierze. Człowiek też decyduje, jak tę drogę będzie przeżywał. To nie jest tak, że otrzymałem powołanie, więc mogę teraz siedzieć i nic nie robić do śmierci. To jest ciągła praca nad sobą. Nie tylko ta duchowa, ale też ta na poziomie ludzkim. Można być takim zakonnikiem, który z jednej strony będzie wydawał się najświętszym człowiekiem, a do innych będzie całkowicie nie do życia. To jest sztuka balansu, dobrze pojętej równowagi, współpracy z Bożą łaską, ale też wyrozumiałości do siebie nawzajem. Myślę, że życie zakonne na pewno jest piękne i jeżeli komuś Pan Bóg daje takie powołanie, to warto temu zaufać. Warto nawet dać sobie szansę zobaczenia tej drogi.

Czy trzeba się tego bać?

A trzeba się bać małżeństwa? Z pomocą przychodzi nam najpopularniejsza książka świata – „Wystarczy Ci mojej łaski” i wiele innych momentów, w których Pan Jezus nam przypomina o tym, że nie jesteśmy sami. To dotyczy każdego powołania. Na pewno jest bardzo wiele wyzwań, które niesie ze sobą nasze powołanie, ale nie patrzyłbym na nie jako wymagające większego lęku. Każde powołanie wymaga ogromnej pokory. W małżeństwie potrzebna jest pokora, żeby umieć grać we dwójkę. W życiu zakonnym też jest ta pokora potrzebna, żeby umieć się otworzyć i na Pana Boga, i na przełożonych, i na współbraci. Myślę, że nie ma się, czego bać. Bardziej trzeba ufać. Każdemu Pan Bóg daje jakąś drogę, która ma mu pomóc jak najlepiej wykorzystać czas otrzymany dla siebie, dla Boga, dla drugiego człowieka.

Rozmawiała Karolina Zając | Biuro Prasowe Archidiecezji Krakowskiej
ZOBACZ TAKŻE