STRONA GŁÓWNA / AKTUALNOŚCI / #PIELGRZYMIMOKIEM PIELGRZYMKOWA RODZINA

#pielgrzymimokiem Pielgrzymkowa rodzina

– Po trzecim dniu, kiedy praktycznie każdą osobę widziałem w różnym stanie - zmęczoną, głodną, pojedzoną - mówienie „bracie”, „siostro” weszło mi w nawyk. Bo wszyscy na pielgrzymce jesteśmy jak jedna, wielka rodzina – dzieli się Kacper ze wspólnoty bocheńskiej

#pielgrzymimokiem Pielgrzymkowa rodzina

Temat wspólnoty przewija się przez całą pielgrzymkę, jednak dziś wybrzmiał on szczególnie. Nasi korespondenci dowiedzieli się, czy zwracanie się „bracie” i „siostro” do młodszych oraz starszych pielgrzymów jest naturalne, czy nieco krępujące. Zapytali również swoich pątników o ogólne samopoczucie, za co są wdzięczni i dlaczego warto pielgrzymować.

We wspólnocie prądnickiej pielgrzymuje Olesia. Do Matki Bożej Częstochowskiej idzie pierwszy raz, ale nie jest to jej pierwsza piesza wyprawa. Na razie jest pełna sił i z zachwytem czeka na to, co jeszcze przyniesie droga. Jest również wdzięczna za to, że może iść do Mamy, że jest zdrowa i bezpieczna, a także za to, że codziennie może porozmawiać ze swoimi bliskimi. Przyznaje, że jeszcze nie przyzwyczaiła się do pielgrzymkowego zwyczaju zwracania się do siebie, ale bardzo jej się on podoba. – To pomaga się zintegrować, pozwala traktować wszystkich na równym poziomie, więc cieszę się, że jest taka tradycja i bardzo mi miło, jak ktoś się tak do mnie zwraca – wyjaśnia dziewczyna. Dodaje także, że cieszy ją widok tylu uczestników pielgrzymki. Daje to mocne poczucie wspólnoty i napędza do stawiania kolejnych kroków. Zdecydowanie poleca taką opcję na spędzanie pierwszych dni sierpnia. – Naprawdę jest to bardzo dobry sposób, by pokazać swoją wiarę i by wspomóc innych ludzi. Zachęcam wszystkich do takiej formy modlitwy i spotkania. Chodźcie, ludzie – proponuje z uśmiechem Olesia.

Paweł jest pielgrzymkowym nowicjuszem. Jak przyznaje, obawiał się, że po pierwszym dniu nie będzie miał już sił. Jednak czuje się bardzo dobrze i cieszy się, że zdecydował się na tę wędrówkę. – To ciekawe przeżycie i myślę, że każdy chociaż raz powinien się wybrać na pielgrzymkę. Szczególnie, gdy jest młody, wtedy ma siły i czas. Ale bez względu na wiek warto – przekonuje. Karolina, która jest główną porządkową, idzie już trzeci raz. Z doświadczenia mówi, że pielgrzymowanie wciąga i pozwala poznać wiele wspaniałych osób.

Wspólnotę suską tworzą doświadczeni pielgrzymi. Agnieszka podejmuje się tego wysiłku trzeci raz. Wcześniej szła do Częstochowy z Sosnowca. Zdecydowała się na rekolekcje w drodze, gdyż miała bardzo dużo intencji, które pragnęła zostawić Matce Bożej. Dziś jest wdzięczna za to, że może zdążać do Częstochowy, że nie odczuwa żadnego bólu i za wspaniałą rodzinę pielgrzymkową.

Grzegorz jest na szlaku pielgrzymkowym już 14 raz! To dla niego czas dla siebie, dla Boga i bliźniego, podczas którego może przemyśleć cały rok i naładować życiowe baterie. Uważa, że codziennie jest wiele powodów do dziękczynienia, a dziś jest wdzięczny za dobrą pogodę, siostrę i brata, z którymi porozmawiał, i za Eucharystię. Jakie ma nastawienie do mówienia „siostro” i „bracie”? – Na początku mojego pielgrzymowanie pojawiało się pytanie „jak?”. Jak mówić do starszej ode mnie kobiety „siostro”. Teraz jest to dla mnie oczywiste. Jak ktoś nowy pojawia się w grupie i powie „pan” albo „pani”, to go poprawiam – wspomina pątnik. – Czuję się z tym bardzo fajnie. To przełamywanie granic pomiędzy ludźmi. To łączy pomimo różnic, np. wiekowych. W domu czy w pracy słyszy się różne określenia, a tutaj każdy traktowany jest tak samo. W pracy czasem mi się wyrwie i do kogoś tak powiem. Na zdziwienie odpowiadam, że trzeba iść na pielgrzymkę i przekonać się samemu, czemu się tak mówi – wyjaśnia Grzegorz.

Tegoroczna pielgrzymka jest już trzecią dla Kacpra ze wspólnoty bocheńskiej. Zaczęło się od zaproszenia od kolegi, a teraz sam decyduje się na nią, ponieważ chce zanieść Matce Bożej intencje bliskie sercu, a także spotkać się ze znajomymi. Wyznaje, że podczas pierwszej PPK krępowało go mówienie do innych „bracie” i „siostro”. Jednak dość szybko się to zmieniło. – Po trzecim dniu, kiedy praktycznie każdą osobę widziałem w różnym stanie – zmęczoną, głodną, pojedzoną – mówienie „bracie”, „siostro” weszło mi w nawyk. Bo wszyscy na pielgrzymce jesteśmy jak jedna, wielka rodzina – dzieli się Kacper.

Wspólnota ta uczestniczyła dziś w Mszy św. w kościele Matki Bożej Różańcowej w Smardzowicach, którą sprawował bp Janusz Mastalski. W homilii wymienił trzy aspekty czuwania. Jednym z nich jest stawanie na straży wiary. – Obecnie „czuwać” oznacza nie dać wypchnąć się z Kościoła. Nie pozwolić otworzyć drzwi wątpliwości – że Bóg zapomniał, że Kościół stoi w poprzek nowoczesności. Nie pozwolić sobie zamknąć serca na klucz niewiary – wyjaśniał biskup. Zacytował również bł. kard. Stefana Wyszyńskiego – „Gdy widzimy, co ludzie wyprawiają z Kościołem, z Chrystusem żyjącym w Eucharystii, ze Mszą świętą, Ewangelią, Krzyżem, mówimy, że Bóg był bardzo odważny, powierzając to wszystko ludziom.” – i dodał, że pielgrzymom Bóg powierza losy Kościoła i ich rodzin.

Ważną kwestią związaną z czuwaniem jest bycie całkowicie przygotowanym. – Całkowite przygotowanie zakłada łaskę, i dlatego tyle dobra wydarzy się w czasie waszego pielgrzymowania. Bo wy czuwacie na modlitwie, a nie w ramach wzajemnej adoracji. Benedykt XVI w „Jezusie z Nazaretu” pisał:  Gdzie pokonany został grzech, gdzie przywrócona została harmonia w relacjach człowieka z Bogiem, tam też następuje pojednanie stworzeń”. Idziecie po to, by być jeszcze bardziej otwartymi na drugiego człowieka. Jest tyle agresji, niechęci, tyle wewnętrznego napięcia. Covid, wojna, dramaty rodzinne. Wy musicie wrócić z tej pielgrzymki spokojniejsi, piękniejsi wewnętrznie. Po to, żeby mówić, że choć czasem źle się dzieje w Kościele, w domu, to dalej chcę być chrześcijaninem, nie zmieniam nazwiska – wskazał bp Mastalski.

Ostatnim aspektem zaczerpniętym z dzisiejszej liturgii słowa jest walka z sennością. – Wielu z nas dało się uśpić pokazując, że dobro jest złem, że patologia może być normą. Nie dać się uśpić, to przede wszystkim uważać, aby zło nie przychodziło do mnie przez uogólnianie: wszyscy chrześcijanie są zacofani, wszyscy kapłani są źli, wszyscy biskupi tylko chodzą w purpurach i jeżdżą luksusowymi samochodami. Takie uogólnianie zaczyna się w domu, kiedy nagle nie widzę dobra w moich najbliższych – zaznaczył biskup. – Zło przychodzi przez niesprawdzone pseudofakty. Przez obojętność. Tego zła jeszcze doświadczymy wielokrotnie. Ale czy to znaczy, że jesteśmy bezbronni? Czy to oznacza, że jesteśmy ludźmi, którzy sobie z tymi nie poradzą? Człowiek, który idzie na Jasną Górę nie dla przyjemności, ale z wewnętrznej potrzeby? Nie mam żadnej wątpliwości, że pomnożycie te łaski, o które prosicie w trakcie tej drogi – podkreślił biskup pomocniczy. Na koniec poprosił pątników, by szli dalej z wiarą, że ma to głęboki sens oraz by byli dla kapłanów świadkami żywej wiary.

Wspólnota śródmiejska uczestniczyła dziś w Mszy św. sprawowanej w Bramie Krakowskiej, zaś wspólnota chrzanowsko-libiąska rozpoczęła pielgrzymkę Eucharystią w kościele Matki Bożej Różańcowej w Chrzanowie. Obu liturgiom przewodniczył bp Damian Muskus OFM. W porannej homilii zwrócił uwagę na „program Chrystusowego Kościoła”, który zawarty jest w 12 rozdziale Ewangelii św. Łukasza. Wspólnotę, która tworzy się wokół Chrystusa, nazywana jest przez Niego „małą trzódką”. Tak, jak jej obca była potęga, tak samo ma być i wielkiej wspólnocie. – Obce ma nam być dążenie do władzy, do prestiżu, do znaczenia. Wielki Kościół z mentalnością małej trzódki nie szuka władzy, wpływu na politykę – jest dla wszystkich. Ale z jednym wskazaniem –na pogubionych, zabłąkanych, ubogich, bezbronnych, maluczkich. Kościół jest dla wszystkich, ale ze szczególnym wskazaniem na tych, którzy źle się mają – podkreślał bp Muskus.

Drugim punktem jest wezwanie do odwagi. Tak, jak Pan Jezus mówił do swoich uczniów, by się nie bali, tak i teraz zwraca się do Kościoła: do tego prześladowanego, do tego cierpiącego, w którym przelewa się krew męczenników, do tego, który mnie ma pełnej swobody działania i który jest marginalizowany. „Nie bój się” woła Jezus również do Kościoła, który jest boleśnie doświadczany od wewnątrz. – Również przez tych, których On powołał do szczególnej misji. Którzy zamiast strzec wspólnoty, czasem pychą, chciwością, czasem grzechem, czasem nawet przestępstwem, sieją spustoszenie w sercach malutkiej trzódki. „Nie bój się” mówi Jezus do tak doświadczonej wspólnoty. Bo nikt i nic nie jest zdolne zniszczyć niewyczerpalny skarb Bożej miłości do ciebie. Nikt nie może wyrwać ci z serca miłości Boga. I to, co nawet dzieje się wokół ciebie, we wspólnocie, nie może oderwać cię od Jezusa, który za ciebie przelał krew – wyjaśniał biskup pomocniczy.

Trzecim natomiast wezwanie do czujności. Musimy czekać z zapalonymi pochodniami na powrót Gospodarza. Światło to jednak nie jest dla Niego, gdyż On znajdzie nas po omacku, lecz dla innych, którzy stracili nadzieję, są zrezygnowani i odwrócili się Kościoła oraz od Chrystusa. – Misją Kościoła dzisiaj jest przede wszystkim dawanie ludziom nadziei. Nadziei pośród kryzysów i zwątpienia. Misją Kościoła jest trzymanie w ręku tych zapalonych pochodni, by ci wszyscy będący na obrzeżach oraz będący daleko poza Kościołem, mogli do tego światła przyjść. I być przy nas z tym światłem, gdy przyjdzie Gospodarz domu, by nas zabrać do swojego Królestwa – tłumaczył bp Muskus.

Następnie biskup zaznaczył, że czuwanie oznacza wypatrywanie i przyjmowanie Boga w ludziach i nieoczywistych i niespodziewanych wydarzeniach. – On może przyjść w człowieku zadającym niewygodne pytanie. Bóg może przyjść do nas w człowieku, któremu brakuje chleba. Może przyjść do nas w człowieku, który szuka schronienia, bez względu na to, którą granicę przekracza. Może przyjść w każdym – wymieniał. Wyjaśnił, iż słudzy czuwający w domu gospodarza to obraz osób, które „ świadomie traktują Kościół jako budowanie własnej pozycji i zamiast żyć prostotą Ewangelii, innym zamykają dostęp do tego duchowego skarbca”. – To o nich Pan mówi, że zostaną surowo ukarani. To na barkach takich osób spoczywa odpowiedzialność za zgorszenia, brak ewangelicznej jednoznaczności. Za to, że ludzie nie potrafią odnaleźć w Kościele Chrystusa. Tych, którzy czuwają, Pan nazywa szczęśliwymi. Ich nadzieje i oczekiwania zostaną spełnione na pewno. Ich wierność i gorliwość zostaną po wielokroć nagrodzone. Dla obietnicy spotkania ze Wszechmocnym, który nie jest surowym sędzią, ale miłującym gospodarzem Królestwa, warto pielęgnować nadzieję pośród nieporozumienia, odrzucenia czy prześladowań. Warto dla takiego spotkania poświęcić wiele i wytrwać wiele. Warto być człowiekiem nadziei, warto być trzódką umiłowaną przez Pana – zapewnił biskup w Ojcowie. Życzył również pielgrzymom, by na pielgrzymim szlaku oraz w codzienności, tworzyli Kościół według wyobrażeń Jezusa.

– Idźmy do Matki, dając świadectwo swojej wiary, miłości i nadziei. Bądźmy jak pochodnia, która świeci w nocy, ale także w dzień przyciąga swoim blaskiem. Niech inni patrząc na was, nie mają wątpliwości, kim jesteście, do kogo należycie i czyja nauka jest dla was najważniejsza – prosił pielgrzymów w Chrzanowie.

Biuro Prasowe Archidiecezji Krakowskiej
fot. Zespół medialny pielgrzymki

Galeria

ZOBACZ TAKŻE