STRONA GŁÓWNA / AKTUALNOŚCI / ŚP. JAN RYBARSKI ZOSTAŁ POŚMIERTNIE ODZNACZONYKRZYŻEM KAWALERSKIM ORDERU ODRODZENIA POLSKI

Śp. Jan Rybarski został pośmiertnie odznaczonyKrzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski

Śp. Jan Rybarski został pośmiertnie odznaczonyKrzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski

To wyróżnienie wieloletniemu dyrygentowi Chóru Mariańskiego przyznał Prezydent RP Andrzej Duda za wybitne zasługi w pracy artystycznej i twórczej. W jego imieniu order na ręce żony Lucyny Rybarskiej przekazał Doradca Prezydenta RP Andrzej Waśko.

Mszy św. w kościele NMP z Lourdes przewodniczył kard. Stanisław Dziwisz, który przypomniał, że jeszcze nie tak dawno spotkał się z panem Janem, który był wtedy pełen entuzjazmu przygotowując koncert z okazji 100. Rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Niestety, złożony chorobą nie mógł już wziąć w nim udziału.
– Zawsze był twórczy, pełen zapału do pracy, a praca organisty i dyrygenta chóru dawała mu wiele satysfakcji. Mocno ufamy, że teraz będzie się cieszył z przebywania z Chrystusem, któremu służył poprzez muzykę – mówił emerytowany metropolita krakowski.

Ks. Paweł Holc CM, proboszcz parafii, w kazaniu podkreślał natomiast, że Jan Rybarski był człowiekiem wielkim i zarazem niezwykłym w swej prostocie. Po prostu ludzkim.
– Nie żył dla siebie, ale dla Boga żyjąc dla innych ludzi. Miłość do Boga objawiała się bowiem w jego miłości do rodziny, Kościoła, muzyki. To była miłość wymagająca, ale też głęboko zakorzeniona w jego pogodnym usposobieniu. (…) Jego podporą i niezastąpioną duszą była zaś żona, Lucyna, która często mówiła: “Wacek (bo takiego imienia używali jego bliscy), poczekaj, jeszcze muszę muszkę ci poprawić”. On zaś zwierzał mi się, że choć tyle lat są już razem, to każdego dnia kocha ją bardziej, niż w dniu ślubu – wspominał ks. Holc.

Jan Rybarski kochał też Kościół. Przez 59 lat był organistą w parafii NMP z Lourdes, a zaczynał tę pracę mając zaledwie 18 lat. W jego talent uwierzył ks. Albin Małysiak, późniejszy biskup i to pod jego okiem młody Jan rozwijał swój talent.
– W czasach komunizmu za tę miłość do Kościoła, którego bronił, spotykały go szykany. Po latach mówił, że nawet kredytu w banku nie mógł wziąć, a niektórzy przyjaźnienie się z nim uważali za niestosowne. Inni zaś wołali za nim: “Idzie Dominus vobiscum!” Czuł się też odpowiedzialny za parafię i wielokrotnie korzystałem z jego sugestii – mówił proboszcz dodając, że do kościoła przy ul. Misjonarskiej na Pasterkę przyjeżdżali ludzie z całego Krakowa, bo w żadnym innym miejscu śpiew kolęd i akompaniament nie brzmiały tak pięknie.

– Kochał również Polskę i mocno przeżywał to, co w różnych momentach działo się w kraju. Ojczyznę promował też podczas różnych spotkań i koncertów. Kochał w końcu muzykę i od najmłodszych lat, a powierzenie mu w 1968 r. prowadzenie Chóru Mariańskiego okazało się decyzją opatrznościową. Z czasem zaczął traktować go jak jeszcze jedno swoje dziecko – podkreślał ks. Holc.

Opowiadał także, iż chórzyści na swego mistrza zawsze mówili z miłością: Nasz ukochany Pan Dyrygent, Maestro.
– Nie traktował chórzystów jako zbiorowości, ale na każdego patrzył indywidualnie. Czasem dziwiłem się, czy nie traktuje ich zbyt szorstko. Okazało się, że podczas jednej z prób postanowił być słodki i nie zwracać nikomu uwagi. Jedna z osób powiedziała jednak, że to jest nie do wytrzymania i żeby zachowywał się normalnie – zaznaczył proboszcz parafii przypominając liczne sukcesy, które Jan Rybarski osiągnął ze swoim chórem. Jednym z najważniejszych był Order św. Grzegorza, najwyższe odznaczenie, jakie za zasługi dla Kościoła może otrzymać osoba świecka. Przyznał mu je papież Benedykta XVI w 2006 r.

Po Eucharystii został też odczytany list, który przesłał abp Marek Jędraszewski, metropolita krakowski. Śp. Jana Rybarskiego pożegnali również m.in. przedstawiciele jego ukochanego chóru.
– Panie Dyrygencie – to dzięki tobie poznaliśmy piękno muzyki chóralnej. Pokazywałeś nam też czym są miłość i pasja. Miałeś także bezgraniczną wiarę w ludzi i w to, że jeśli tylko ktoś ma odrobinę dobrej woli, to można nauczyć go przyzwoicie śpiewać. Dla ciebie nie było rzeczy niemożliwych. Pozostawiłeś po sobie wielkie rzeczy i za to dziękujemy. A gdy przyjdzie czas, jeszcze raz zaśpiewamy razem na chwałę Boga – mówili.

Następnie zmarły Maestro został odprowadzony na miejsce wiecznego spoczynku na cmentarzu Rakowickim. Tam pożegnał go jeszcze Bogusław Grzybek, dyrygent zaprzyjaźnionego z Chórem Mariańskim Chóru Akademickiego Organum. Przypomniał m.in. wspólne występy i podkreślał, że śp. Jan Rybarski był człowiekiem wielkiego serca.

Monika Łącka | Gość Niedzielny

ZOBACZ TAKŻE