STRONA GŁÓWNA / AKTUALNOŚCI / DOBRA NOWINA: O TRZECH RÓŻNICACH. ROZWAŻANIE NA XIV NIEDZIELĘ ZWYKŁĄ, ROK A

Dobra Nowina: O trzech różnicach. Rozważanie na XIV Niedzielę Zwykłą, Rok A

Dobra Nowina to seria rozważań niedzielnej Ewangelii w formie podcastów, przygotowywanych przez ks. Artura Czepiela, archidiecezjalnego duszpasterza służby liturgicznej oraz ks. Jakuba Łabuza. Zapraszamy w każdą sobotę i wigilię uroczystości o godz. 17.07 na kanał YouTube i Spotify Archidiecezji Krakowskiej.



Każdy z nas ma jakiś sposób dźwigania życia. Jeden bierze wszystko na siebie. Drugi zamyka się w sobie i mówi: „jakoś dam radę”. Ktoś inny ciągle wszystko analizuje, przewiduje, kontroluje. Jeszcze ktoś robi wiele dobrych rzeczy, ale w środku nosi napięcie, pretensję albo poczucie winy. I do nas wszystkich Jezus dziś mówi: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy utrudzeni i obciążeni, a Ja was pokrzepię”. To zdanie jest piękne, ale ono może zostać tylko pięknym zdaniem, jeśli nie zapytamy bardzo konkretnie: „czym ja właściwie jestem obciążony?”.

Czasem mówimy ogólnie: „jestem zmęczony”, „mam dużo na głowie”, „życie mnie przygniata”, ale pod tym zmęczeniem często kryje się coś dokładniejszego. Nie tylko obowiązki. Czasem ciężarem jest przekonanie, że muszę wszystkim dogodzić. Czasem ciężarem jest lęk, że jeśli komuś odmówię, to będę złym człowiekiem. Czasem ciężarem jest perfekcjonizm: wszystko musi być zrobione idealnie, bo inaczej nie ma wartości. Czasem ciężarem jest porównywanie się z innymi. Czasem ciężarem jest odpowiedzialność, która już dawno przestała być odpowiedzialnością, a stała się próbą kontrolowania wszystkiego i wszystkich.

Jezus mówi: „weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie”. Jarzmo kojarzy się z ciężarem, ale ono ma też drugie znaczenie — jarzmo porządkuje sposób niesienia. Ono rozkłada ciężar. Pomaga iść równo. Jezus nie obiecuje życia bez ciężaru. On uczy, jak nieść życie tak, żeby ono nie niszczyło serca. Można więc zapytać: „czym różni się moje jarzmo od jarzma Jezusa?”.

Pierwsza różnica: Jezus nie niesie wszystkiego naraz.

My często żyjemy tak, jakby trzeba było rozwiązać całe życie jednego dnia. W głowie naraz jest: praca, dom, zdrowie, pieniądze, dzieci, rodzice, przyszłość, przeszłość, cudze opinie i jeszcze to, co może się wydarzyć, choć wcale nie wiadomo, czy się wydarzy. Człowiek nie dźwiga wtedy jednego dnia. Dźwiga dziesięć lat naraz. Jezus uczy prostszego rytmu: Dzisiejszy dzień. Dzisiejsza wierność. Dzisiejszy krok. Dzisiejsza rozmowa. Dzisiejsze dobro. Nie całe życie naraz. Nie wszystkie możliwe scenariusze. Tylko to, co Bóg daje teraz. To jest bardzo praktyczne. Kiedy człowiek czuje się przygnieciony, może zadać sobie pytanie: „co jest naprawdę moje na dziś? Nie na całe życie. Nie na zawsze. Na dziś. Co mam zrobić uczciwie dzisiaj? Co mogę odłożyć? Co nie zależy ode mnie? Co jest tylko lękiem, a nie zadaniem?”.

Druga różnica: Jezus nie buduje swojej wartości na tym, że wszyscy są zadowoleni.

My często właśnie tak niesiemy życie. Chcemy być dobrzy, potrzebni, niezastąpieni. Chcemy, żeby nikt nie miał pretensji. I dlatego mówimy „tak”, kiedy w środku wiemy, że powinniśmy powiedzieć „nie”. Bierzemy kolejne sprawy, chociaż nie mamy już siły. Uśmiechamy się, a potem w środku rośnie żal. To nie jest miłość. To jest przeciążenie udające miłość. Jezus mówi: „uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokornego serca”. Pokora Jezusa nie polega na tym, że pozwala wszystkim sobą zarządzać. Jezus jest cichy, ale nie jest bezwolny. Potrafi odejść na modlitwę, choć ludzie Go szukają. Potrafi powiedzieć prawdę, choć komuś się to nie podoba. Potrafi być blisko ludzi, ale nie daje się wciągnąć w każdą presję. To jest bardzo ważna lekcja: czasem najzdrowszym duchowo słowem jest spokojne „nie”. Nie z egoizmu. Nie z lenistwa. Ale z prawdy. Bo człowiek, który nie ma granic, bardzo szybko zaczyna pomagać z pretensją. A pomoc z pretensją przestaje być darem.

Trzecia różnica: Jezus oddaje Ojcu to, czego nie może zmienić.

W Ewangelii Jezus zaczyna od modlitwy: „Wysławiam Cię, Ojcze”. To nie jest przypadek. On żyje w relacji z Ojcem. Nie niesie swojej misji jak samotny bohater, który musi wszystko udźwignąć sam. Jego siła bierze się z tego, że wie, komu ufa. My bardzo często męczymy się nie dlatego, że mamy obowiązki, ale dlatego, że do obowiązków dokładamy coś jeszcze: próbę panowania nad skutkiem. Chcemy dobrze wychować dziecko — to nasze zadanie, ale chcemy też zagwarantować, że nigdy nie popełni błędu — tego już nie możemy. Chcemy uczciwie pracować — to nasze zadanie, ale chcemy mieć pewność, że wszyscy nas docenią — tego nie kontrolujemy. Chcemy komuś pomóc — to nasze zadanie, ale chcemy go na siłę zmienić — to już nie jest nasze zadanie. Tu zaczyna się ciężar ponad siły: kiedy człowiek bierze odpowiedzialność nie tylko za swoje decyzje, ale także za cudze reakcje, cudze wybory, cudze dojrzewanie i całą przyszłość. Jarzmo Jezusa staje się lekkie nie dlatego, że życie nic nie waży. Ono staje się lekkie, bo Jezus uczy odróżniać: co jest moje, a co należy do Ojca. Moje jest: kochać, powiedzieć prawdę, przeprosić, pracować uczciwie. Nie moje jest: kontrolować wszystko, zmuszać ludzi do wdzięczności, przewidzieć każdy scenariusz, uratować cały świat.

I może w tym całym swoim zmęczeniu warto przystanąć i zapytać: „Panie Jezu, co mam dziś nieść, a czego już nie powinienem brać na siebie?”. Bo owszem — są ciężary, które Bóg nam powierza. Ale są też ciężary, które sami sobie dokładamy: z lęku, z pychy, z potrzeby kontroli, z braku granic, z przekonania, że bez nas wszystko się zawali.

Jezus mówi: „znajdziecie ukojenie dla dusz waszych”. Nie tylko dla ciała. Dla duszy. Czyli dla tego miejsca w nas, które jest zmęczone ciągłym napięciem. Ciągłym udowadnianiem. Ciągłym pilnowaniem wszystkiego. Ciągłym pytaniem: „czy jestem wystarczający?”. Ukojenie zaczyna się wtedy, gdy człowiek przestaje grać przed Bogiem kogoś silniejszego, niż jest. Kiedy umie powiedzieć: „Panie, to mnie przerasta”. „Panie, tego nie kontroluję”. „Panie, tutaj potrzebuję pomocy”.

Jezus tą Ewangelią nie zaprasza nas do ucieczki od życia. Zaprasza nas do swojej szkoły noszenia życia. Do takiego sposobu, w którym obowiązek nie zabija miłości, pomoc nie zamienia się w pretensję, odpowiedzialność nie staje się kontrolą, a zmęczenie może zostać wypowiedziane przed Bogiem bez wstydu. „Weźcie moje jarzmo” — mówi Jezus. Czyli: nie noś życia sam. Nie noś go chaotycznie. Nie noś go tak, jakby wszystko zależało od ciebie. Wejdź w mój rytm. Ucz się mojego serca. Zobacz, co naprawdę jest Twoje. Resztę powierz Ojcu. Bo jarzmo Jezusa jest słodkie nie dlatego, że jest łatwe. Jest słodkie, bo nie jest samotne. A brzemię jest lekkie nie dlatego, że nic nie waży. Jest lekkie, bo niesione razem z Nim przestaje miażdżyć serce.

Fragment Ewangelii do rozważenia (Mt 11, 25-30):

W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami: «Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie.

Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić.

Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem słodkie jest moje jarzmo, a moje brzemię lekkie».

Ks. Jakub Łabuz | Archidiecezja Krakowska




ZOBACZ TAKŻE