Konferencję o świętości w oparciu o adhortację apostolską papieża Franciszka „Gaudete et Exsultate” wygłosił kard. Grzegorz Ryś podczas festiwalu dla młodzieży Welcome to Paradise, który odbywa się w dniach 2-7 sierpnia we francuskim opactwie Hautecombe i jest organizowany przez Wspólnotę Chemin Neuf.
Wspólnota Chemin Neuf poprosiła kard. Grzegorza Rysia o konferencję na temat świętości w historii Kościoła.Metropolita krakowski odwołał się do adhortacji apostolskiej papieża Franciszka „Gaudete et Exsultate” o powołaniu do świętości w świecie współczesnym. Na początku zwrócił uwagę na tytuł dokumentu, który oznacza „cieszcie się i radujcie”. W tym kontekście zauważył, że prawie wszystkie dokumenty papieża Franciszka są związane z radością. – Franciszek przez cały swój pontyfikat starał się nam powiedzieć, że chrześcijaństwo jest radosną wiedzą, dobrą nowiną. (…) Jeśli jesteś chrześcijaninem, jeśli rozumiesz coś z Ewangelii, musisz się radować. Ewangelia przynosi ci radość – mówił metropolita.
Zaznaczył, że ważna jest również data publikacji, czyli 19 marca 2018 roku, kiedy Kościół czci św. Józefa. Kardynał zauważył, że przez blisko dwadzieścia wieków św. Józef był niedoceniany przez Kościół. Możliwe, że dlatego, że był bardzo zwyczajny, nie czynił spektakularnych cudów. – Józef jest bardzo zwyczajnym –powiedziałbym codziennym – świętym. Skoro Józef jest świętym, ty też możesz nim być – mówił metropolita, dodając, że Józef w swoim życiu nie zrobił nic szczególnego, ale wyróżniała go ważna cecha – Ewangelie nie zanotowały żadnego jego słowa, co znaczy, że wolał słuchać, niż mówić. – Jan Paweł II napisał o Józefie, że cisza jest oznaką jego duchowej głębi. Jest bardzo głęboko w środku, a cisza pokazuje, że to jest jego ulubione miejsce, a nie internet. Jego dusza, jego serce – to miejsce jest dla niego najważniejsze – mówił kard. Grzegorz Ryś podkreślając, że to dobra cecha świętego. Dodatkowo Józef słuchał Boga na ogół we śnie, a to znaczy, że przyjmował Słowo Boga bez dyskusji – po przebudzeniu realizował to, co usłyszał. – To jest niełatwe, ponieważ dość często, kiedy słuchasz słowa Bożego i budzisz się, musisz zmienić swoje poglądy na życie. Część ciebie umrze, ale cała twoja osoba zmartwychwstanie dzięki łasce Bożej – podkreślał metropolita życząc młodzieży, by stała się jak św. Józef, który jest przykładem „codziennej świętości” – świętości dla każdego.
Kardynał, za papieżem Franciszkiem, wskazał też na dwóch wrogów świętości. Pierwszym jest gnostycyzm, który można określić wiedzą tajemną, jakimś specjalnym kontaktem z Bogiem wykluczającym potrzebę kontaktu z drugim człowiekiem. Gnostycyzm to indywidualistyczna droga do Boga, w której człowiek nie potrzebuje wspólnoty. Drugi wróg świętości to pelagianizmem, czyli idea, według której człowiek nie potrzebuje Boga, ale traktuje Go jedynie jako dobry przykład postępowania w życiu, a nie ma potrzeby osobistego z Nim spotkania, nawiązania z Nim relacji. – Nie ma świętości bez łaski. Nie możesz tego dokonać sam – podkreślał metropolita. – Potrzebujesz wspólnoty, aby wzrastać. Świętość jest osobista. Wiara jest osobista. Wiara jest indywidualna, ale zawsze we wspólnocie. I wiara jest zawsze odpowiedzią na łaskę – podsumował tę część kardynał.
Następnie wskazał na dwa fragmenty z Ewangelii, które papież Franciszek wybrał jako ukazujące program świętości. Pierwszy pochodzi z Ewangelii Mateusza (5, 1-11) – „Osiem błogosławieństw”. Kardynał zauważył, że tytuł papieskiej adhortacji pochodzi z 11. wersetu tej perykopy: „Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie. Tak bowiem prześladowali proroków, którzy byli przed wami”. W tym kontekście metropolita zaznaczył, że każdy ochrzczony jest prorokiem, a to nie oznacza znać przyszłość, ale rozumieć teraźniejszość. – Ponieważ patrzysz na teraźniejszość oczami Boga, wtedy rozumiesz, co się dzieje – wyjaśniał kardynał. Podał też definicję Jana Pawła II, który powiedział, że proroctwo to właściwa postawa wobec prawdy. – Jeśli prawda jest ważna w twoim życiu, jesteś prorokiem – stwierdził metropolita podkreślając, że prawda jest wymiarem człowieka. – Będąc prawdziwym, będziesz bardzo szczęśliwy. (…) Bycie prorokiem przynosi szczęście. Bycie wiernym prawdzie przynosi szczęście – mówił kardynał.
Zaznaczył, że błogosławieństwa powinny być traktowane jako nowy Dekalog. Zwrócił uwagę, że kryje się za nimi osiem (a właściwie siedem, bo jedna się powtarza) obietnic – do nich należy królestwo niebieskie, będą pocieszeni, na własność posiądą ziemię, będą nasyceni, miłosierdzia dostąpią, Boga oglądać będą, będą nazwani synami Bożymi. Kardynał zapytał czy uczestnicy festiwalu tego chcą, czy to jest ich marzenie. Podkreślił, że sześć obietnic dotyczy przyszłości. A jedna z nich realizuje się teraz i tutaj. – Królestwo niebieskie nie jest w niebie. Królestwo niebieskie jest tutaj, w tobie i wśród was, między wami. To znaczy, że Bóg króluje w twoim życiu, w twoim związku – mówił kardynał.
Zwrócił uwagę, że królestwo niebieskie należy do ubogich w duchu i tych, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, a to znaczy, że jeśli ktoś chce doświadczyć tego królestwa, nie może bać się być biednym i nie może bać się prześladowań. – Pieniądze nie mogą być przywódcą w waszym życiu. A po drugie nie ma sposobu, żeby wszyscy was akceptowali – zaznaczył metropolita. – Rób, co możesz, zgodnie z tym, co podpowiada ci sumienie. Podążaj za prawdą i nie oczekuj, że wszyscy cię zaakceptują. To się nigdy nie stanie. Jeśli chcesz być akceptowany przez wszystkich, nigdy nie doświadczysz Królestwa Bożego w swoim życiu – dodał.
Następnie wskazał na obietnice dotyczące przyszłości. Zauważył, że pierwsza część każdego z tych błogosławieństw pokazuje, co jest nie tak z człowiekiem, że nie jest otwarty na daną obietnicę. Wyjaśnił, że nie jesteśmy otwarci np. na obietnicę wzięcia ziemi w dziedzictwo, bo ona obiecana jest cichym, a przecież nikt nie wierzy, że człowiek cichy może zdobyć kawałek ziemi – wszyscy wiedzą, że aby to osiągnąć trzeba użyć przemocy, jesteśmy przekonani, że w tej kwestii potrzeba walki a nie łagodności. Podobnie jest z tym, że każdy chce widzieć oblicze Boga, ale ta obietnica jest zarezerwowana dla ubogich w duchu. – Dbaj o swoje serce, zajrzyj w jego głąb. Zobaczysz Go. Ale my, cały czas się rozglądamy. Zajrzyj w swoje serce i zrób wszystko, co w twojej mocy, aby było czyste. Zobaczysz Boga – mówił kardynał. Wskazał jeszcze na błogosławieństwo:„Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, oni będą nasyceni”. – Chcemy być nasyceni, ale zaniedbujemy sprawiedliwość lub sprzeciwiamy się jej – komentował podkreślając, że Chrystus w tym nauczaniu pokazuje, czego człowiek powinien unikać, aby w jego życiu spełniły się te Boże obietnice.
Drugi programowy fragment dla świętości – wskazany przez papieża Franciszka – to opis sądu ostatecznego z Ewangelii św. Mateusza (25, 31-46). Metropolita krakowski zauważył, że fragment ten zawiera sześć uczynków miłosierdzia: „Byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie”. Odwołując się do komentarza papieża Innocenta III porównał sześć uczynków miłosierdzia do sześciu stągwi kamiennych z wesela w Kanie Galilejskiej, z których każda mogła pomieścić dwie lub trzy miary. Bo każdy uczynek można spełnić w różnym wymiarze. Jeśli ktoś jest głodny, można mu dać chleb i wodę, ale można mu ofiarować też chleb życia, czyli Eucharystię. Ludzka niewola też ma różne wymiary – można kogoś odwiedzić w więzieniu, ale można też spotkać się z człowiekiem, którego serce jest zniewolone. – Potrzebujemy wyobraźni miłosierdzia, jak mawiał Jan Paweł II– podkreślał kard. Grzegorz Ryś.
Zauważył, że kontekstem dla perykopy o sądzie ostatecznym jest przypowieść o talentach, która ją poprzedza. Przypomniał, że jeden talent to 34 kilogramy złota, czyli pensja za 20 lat pracy. A to znaczy, że jeśli ktoś otrzymał pięć talentów, to nie musi już pracować do końca życia. – Jeśli tyle ci dano, nie odmawiaj dawania – mówił kardynał. Zastanawiał się, jak można odmówić jedzenia głodnemu, kiedy samemu jest się sytym albo przybyszowi mieszkania, gdy samemu ma się dach nad głową. Zaznaczył, że dziś w kwestii przyjmowania migrantów używa się terminów związanych z polityką czy socjologią, a nikt nie posługuje się w tym kontekście Ewangelią. – Dlaczego przyjmować migrantów? Bo Bóg dał wam miejsce do życia. Otrzymujecie więc od Niego, ale kiedy przyjdzie i powie: „Podziel się ze mną swoim darem”, powiecie Mu „nie”? – stawiał pytanie metropolita zaznaczając, że to wielkie kryterium Ewangelii o miłosierdziu.
Na koniec zwrócił uwagę na pochodzenie łacińskiego słowa „capella”, które w różnych językach europejskich oznacza kaplicę. Pochodzi ono od słowa „płaszcz”, a kontekstem jest historia św. Marcina z Tours, który jako żołnierz oddał pół swojego płaszcza biednemu, bo tyle należało do niego – druga część należała do wojska. Św. Marcin miał później we śnie wizję, że po śmierci trafił do nieba i zaprowadzono go przed tron, na którym siedział Jezus w połowie płaszcza i powiedział, „cokolwiek uczyniliście biednym, uczyniliście to Mnie”. Ten płaszcz był czczony przez wielu ludzi, zbudowano dla niego specjalny budynek, aby mogli tam przychodzić pielgrzymi – tę budowlę, właśnie od płaszcza, nazwano „capella” – kaplica. Kardynał zaznaczył, że św. Marcin jest pierwszym świętym, który nie był męczennikiem, a został nim ze względu na uczynki miłosierdzia. – Jesteś miłosierny, ponieważ wiesz, że otrzymałeś tak wiele. Wiesz, że miłosierdzie jest łaską – otrzymałeś, więc dajesz – podsumował metropolita. Wskazał jeszcze na przedstawienia męczenników, którzy często trzymają krzyż nie gołą ręką, ale przez welon. Przez sukno przyjmowało się dar od cesarza. Krzyż na wizerunkach świętych, to nie jest symbol ofiary męczennika, ale znak łaski Jezusa.
Po konferencji uczestnicy festiwalu zadali kilka pytań kardynałowi. Jedna z próśb dotyczyła wyjaśnienia, co znaczy „czyste serce” w nauczaniu o błogosławieństwach. – Czyste serce to serce proste, niepodzielone między wieloma rzeczami. Musi być zjednoczone – mówił metropolita. Inne pytanie dotyczyło rozumienia zdania z przypowieści o talentach: „Każdemu, kto ma, będzie dodane i będzie miał w nadmiarze. Lecz temu, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma”. Kardynał odwołał się do podobnej przypowieści z Ewangelii św. Łukasza o minach. Zauważył, że jeden z sług zawinął swoją minę w materiał, którym okrywało się zmarłych, co znaczy, że on nigdy nie miał tej miny, nigdy jej nie użył. – Masz dar, jeśli współpracujesz i go pomnażasz. Jeśli nic nie robisz, tak naprawdę tego nie masz – mówił metropolita.
Zapytany o równowagę między myśleniem, że człowiek nikogo nie potrzebuje, a tym, że nie powinien przywiązywać wagi do tego, co inni o nim myślą. Kardynał zauważył, że po tym jak Jezus ogłosił Ewangelię, powołał pierwszych uczniów. – Otrzymaliście naukę od Jezusa, ale możecie ją wypełnić tylko we wspólnocie – mówił metropolita podkreślając, że chrześcijaństwo to miłość i nie można kochać abstrakcyjnie bez miłości okazywanej konkretnemu człowiekowi. – Kocham wszystkich, ale żyję tylko dla siebie. To jest ucieczka od życia i od świętości – zaznaczył.
Ostatnie pytanie dotyczyło relacji między świętością a walką o sprawiedliwość społeczną. W tym kontekście kardynał zauważył, że w Nowym Testamencie sprawiedliwość i miłosierdzie są w Bogu tym samym.Zaznaczył, że sprawiedliwość społeczna polega na dawaniu każdemu tego, czego potrzebuje, a nie tylko tego,na co zasługuje. Podał przykład więzienia, które nie tylko służy izolacji i odbywaniu kary, ale jest próbą resocjalizacji, aby skazany mógł wrócić do społeczeństwa. – Sprawiedliwość to nie tylko kara, to także miłosierdzie. On na to nie zasługuje, ale wewnętrzna prawda o nim jest taka, że jest dzieckiem Boga. Jego godność jest oczywiście przykryta wieloma jego grzechami, ale naszym zadaniem jest ją odsłonić, aby on ją zobaczył. Aby postępować zgodnie z takim porządkiem, że sprawiedliwość jest niemal tym samym co miłosierdzie, trzeba doświadczyć darów od Boga. Kiedy macie, dajecie. Nie macie, żądacie sprawiedliwości. Sprawiedliwość jest ważna, ale nie jest wszystkim. Bóg oczekuje od nas czegoś większego – zakończył dziękując za pytanie.