STRONA GŁÓWNA / AKTUALNOŚCI / KARD. GRZEGORZ RYŚ: DOBRY SAMARYTANIN JAKO ODPOWIEDŹ NA WYZWANIA WSPÓŁCZESNEGO ŚWIATA

Kard. Grzegorz Ryś: Dobry Samarytanin jako odpowiedź na wyzwania współczesnego świata

Kard. Grzegorz Ryś wygłosił 26 czerwca w Watykanie medytację biblijną przed rozpoczęciem obrad konsystorza nadzwyczajnego. Przemówienie otworzyło dwudniowe zgromadzenie kardynałów z udziałem papieża, poświęcone refleksji nad ewangelizacją, misją Kościoła w świecie, synodalnością oraz nowymi wyzwaniami stojącymi przed Kościołem.




Poniżej publikujemy pełną treść rozważania.

Jakim świecie jesteśmy wezwani do głoszenia Ewangelii?
Grzegorz kard. Ryś (Kraków)

Dobry Samarytanin
(Łk 10,30–37)

Istnieje wiele fragmentów biblijnych opisujących świat, do którego posyła nas Pan. Zapewne oczywistym wyborem — także w świetle Magnifica Humanitas — byłaby opowieść o wieży Babel (z 11. rozdziału Księgi Rodzaju). Proszę jednak pozwolić mi sięgnąć do starszej inspiracji – starszej, a zarazem wciąż, może nawet coraz bardziej, aktualnej i życiodajnej -zaczerpniętej z PRZEMÓWIENIE PAPIEŻA PAWŁA VI PODCZAS OSTATNIEGO POSIEDZENIA OGOLNEGOSOBORU WATYKAŃSKIEGO II. Zamykając Sobór, papież chciał raz jeszcze opisać współczesny świat oraz właściwą postawę Kościoła wobec niego. Znając wszystkie napięcia i starcia między nimi, zwrócił uwagę Ojców Soborowych na „starą opowieść o Samarytaninie” jako na „model” (w wersji łacińskiej: exemplum atque norma, po włosku: il paradigma). Są to mocne określenia — norma, paradygmat — domagające się pogłębienia.

Wybór tej przypowieści wydaje się ważny także ze względu na jej wymiar indywidualny. „Stara opowieść o Samarytaninie” nie mówi o „świecie”; jej tematem jest pojedynczy człowiek — „pewien człowiek” (gr. anthropostis), który może oznaczać każdego człowieka, każdego z nas. Cały jego opis brzmi: „CZŁOWIEK”. Medytując nad CZŁOWIEKIEM, nie uciekamy od medytacji nad światem. Święty Antoni z Padwy nazywał człowieka mundusminor (małym światem), wskazując, że wschodem jest jego narodzenie, zachodem – śmierć, południem, czyli pełnią dnia, są wszystkie sukcesy i triumfy, a północą, czyli środkiem nocy, trudności i cierpienie. Zamiast mówić o abstrakcyjnym i socjologicznym pojęciu „świata”, pomyślmy o konkretnym MĘŻCZYŹNIE i konkretnej KOBIECIE, pamiętając o dwóch sprawach: że jest on/ona współtwórcą świata, odpowiedzialnym za niego, oraz że ostatecznie człowiek jest „pierwszą i podstawową drogą Kościoła” (RedemptorHominis, 14).

Sądzę, że w dzisiejszej przypowieści widzimy dwa oblicza człowieka. Pierwszym jest „anthropos tis” – ten, który schodząc z Jerozolimy do Jerycha, wpadł w ręce zbójców. Wskażmy kilka jego cech:

1. Jest OFIARĄ PRZEMOCY. To niemal opis każdego człowieka dzisiaj. Przemoc stała się niejako imieniem współczesnego świata. W makroświecie toczy się obecnie 32 wojny, a w dzisiejszym mikroświecie dzieci i młodzież najczęściej spotykają się z drastyczną przemocą w szkole, ze strony rówieśników. Zaczyna się od agresywnego języka, a kończy na zabójstwie i samobójstwie.

2. Został OGRABIONY – pozostawiony bez niczego. Został OBNAŻONY, co oznacza: zredukowany do stanu NIEWOLNICTWA. Wiemy, że w czasach Jezusa nagość była znakiem przynależności do klasy niewolników. Pobity człowiek zostaje pozbawiony nie tylko pieniędzy i posiadanych rzeczy, lecz także godności. A niewolnictwo, które widzimy dzisiaj, może być dosłowne. Dotyka tysięcy ludzi, na przykład migrantów, także w krajach chrześcijańskich. Może też przyjmować formy bardziej wyrafinowane, powodowane przez narkotyki, pornografię, wszelkiego rodzaju uzależnienia, a nawet przez nowoczesne technologie, jak naucza Magnifica Humanitas.

3. Jest POBITY I PORANIONY — potrzebuje „szpitala polowego”. Obawiam się, że „człowiek poraniony” to najczęstsza diagnoza naszych czasów. Ludzie cierpią z powodu setek ran: cielesnych, psychicznych, duchowych. Niektóre z nich można zobaczyć i łatwo uleczyć; inne są głęboko ukryte i nigdy nieujawnione, ale determinują zachowanie i działanie człowieka.

4. Czwarta cecha — być może najważniejsza? — to fakt, że został POZOSTAWIONY (w Wulgacie czytamy: relictus). Jest sam ze wszystkimi swoimi problemami. Widząc ludzi, którzy świadomie przechodzą na drugą stronę drogi, doświadcza straszliwej samotności. To kolejny rodzaj przemocy, z którą mierzą się dzisiejszy mężczyzna i dzisiejsza kobieta: OBOJĘTNOŚĆ. Chcę przypomnieć słowa o. Timothy’ego Radcliffe’a wypowiedziane podczas rekolekcji przed ostatnim Synodem: człowiek dzisiaj cierpi z powodu „tsunami samotności”. Chociaż ma do dyspozycji najlepsze, najbardziej wyrafinowane środki komunikacji, on jest relictus.

5. Jest także NA PÓŁ UMARŁY (gr. hemithanés). Choć jeszcze oddycha i wegetuje, jest bardzo, bardzo daleko od stanu, który można by nazwać „ŻYCIEM, życiem LUDZKIM!”. Możemy tylko zapytać: ilu ludzi dzisiaj żyje właśnie na takim brzegu lub marginesie życia?

6. Wreszcie można zauważyć możliwą przyczynę wszystkich wcześniejszych problemów: człowiek ten szedł W KIERUNKU PRZECIWNYM DO ŚWIĄTYNI:on schodził z Jerozolimy do Jerycha. W Biblii częsty jest obraz wchodzenia ku Świątyni: człowiek się wznosi. Natomiast opuszczając Świątynię, schodzi w dół, doświadczając degradacji i upokorzenia. To jeszcze jedna charakterystyka (zwłaszcza) naszych zachodnich społeczeństw: zsekularyzowanych, szukających wielkości w wolności od religii albo przeciwnie -nadużywających religii do promowania idei i działań całkowicie jej obcych. To, co na powierzchni wydaje się religijne, w rzeczywistości jest głębokim i niszczącym bluźnierstwem.

Na szczęście w naszej przypowieści jest jeszcze inna twarz dzisiejszego mężczyzny i dzisiejszej kobiety: twarz „Samarytanina w podróży”. Z pewnością nie jest on członkiem Ludu Bożego. Jest cudzoziemcem, obcym, wręcz wrogiem, zawsze traktowanym z podejrzliwością i ostrożnością. Nikt nie napiłby się wody z jego kubka! Samo imię „Samarytanin” jest obelgą (podobnie jak w kościelnym żargonie określenie „światowy”: „światowe mówienie”, „światowe sprawy”…).

Jezus zaprasza nas, abyśmy odłożyli na bok wszystkie nasze uprzedzenia i podejrzenia, i medytowali nad Samarytaninem, a nawet więcej: abyśmy się od niego UCZYLI. To zupełnie inna postawa. Nie chodzi tylko o to, by budować nowoczesny szpital dla pobitego człowieka, znając wszystkie jego rany, lecz także o to, by pójść do szkoły Samarytanina, pokornie uczyć się od niego i pozwolić mu być naszym nauczycielem.

Czego uczy nas dzisiejszy Samarytanin?

1. WSPÓŁCZUCIA (Wulgata tłumaczy: misericordia motus – poruszony miłosierdziem). MIŁOSIERDZIE! Czyż nie jest to „NASZE” słowo, zarezerwowane dla działalności wyznaniowej? Czy nie czujemy się teraz jak ci, których „ograbiono”? Albo zastąpiono, a nawet wypędzono z NASZEGO pola? Nie! W świecie istnieje tak wiele dzieł i działań charytatywnych, które możemy podziwiać i naśladować albo po prostu w nich uczestniczyć. Zamiast głupiej zazdrości i udawania o wiele lepiej jest uczyć się i spotykać. Miłosierdzie i miłość mogą być miejscem spotkania Kościoła i świata, miejscem prawdziwego dialogu i uzdrawiającej jedności.

2. BLISKOŚCI I INTYMNOŚCI: „podszedł do”skrzywdzonego i „opatrzył mu rany”.

3. HOJNOŚCI, ODDANIA I OFIARY Z SIEBIE, nawet w sensie religijnym. Nie jest bez znaczenia, że wylewa on oliwę i wino na rany cierpiącego człowieka: oliwę i wino wylewano na ofiary świątynne. Nie uczestnicząc w kulcie świątynnym, Samarytanin dokonuje prawdziwego aktu pobożności. Można to ująć jako kontrast: kapłan i lewita chodzą do świątyni; Samarytanin JEST ŚWIĄTYNIĄ — Świątynią Tego, którego Imieniem jest Miłosierdzie!

Dwa oblicza współczesnego człowieka (mężczyzny/kobiety) i dwa oblicza dzisiejszego świata: pół-umarły bliźni i obcy, który uczy nas, gdzie jest prawdziwe życie! Oba są ważne. Oba są równie prawdziwe. Oba są wymagające. W obu Bóg wzywa nas do świata, abyśmy głosili Ewangelię.

fot. Vatican News
Biuro Prasowe Archidiecezji Krakowskiej

 





ZOBACZ TAKŻE