– Czy my jeszcze wierzymy w to, że Jezus Chrystus ma taką moc – łączyć, spajać, powstrzymać przed rozpadem? Wierzymy w ten kamień, czy go odrzucamy, budując? (…) Czy moja osobista relacja z Jezusem jest we mnie jeszcze jednym argumentem, żeby przeżywać jedność z innymi? – pytał kard. Grzegorz Ryś w czasie Mszy św. w katedrze na Wawelu sprawowanej w 235. rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 Maja.
Proboszcz parafii wawelskiej ks. Paweł Baran powitał w katedrze kombatantów – uczestników walk o niepodległość ojczyzny, wicepremiera i ministra obrony narodowej Władysława Kosiniaka-Kamysza, współorganizatorów uroczystości: wojewodę małopolskiego Krzysztofa Jana Klęczara oraz dyrektora krakowskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej Filipa Musiała, a także parlamentarzystów, władze województwa małopolskiego, krakowski korpus konsularny, dowódców rodzajów sił zbrojnych oraz dowódców jednostek wojskowych na czele z generałem broni Adamem Joksem – dowódcą 2 Korpusu Polskiego-Dowództwa Komponentu Lądowego; komendantów służb mundurowych z garnizonu małopolskiego.
W czasie homilii kard. Grzegorz Ryś zauważył, że dzisiejsza liturgia Słowa mówi bardzo ważne rzeczy o wspólnocie, które można odnieść do wspólnoty narodowej czy państwowej. Fragment z Dziejów Apostolskich pokazuje wspólnotę w kryzysie – „zaczęli helleniści szemrać przeciwko Hebrajczykom, że przy codziennym rozdawaniu jałmużny zaniedbywano ich wdowy”. Metropolita krakowski zaznaczył, że ten spór nie dotyczył pieniędzy, ale powodem napięcia było postrzeganie się we wcześniej niedostrzeganych kategoriach: helleniści przeciw Hebrajczykom. Kardynał zwrócił uwagę, że wcześniej chrześcijanie myśleli o sobie tylko jako „uczniach” albo „braciach”. – Uczniowie jednego Pana, którym jest Jezus i bracia, więc odkrywali to, że są jak komórki w jednym ciele, że są sobie wzajemnie potrzebni, jak organizm potrzebuje każdego członka – mówił metropolita. – Dokąd są te podstawowe kategorie i tylko w ten sposób o sobie myślą, to to, co ich różni, czyni ich bogatymi – dodawał zaznaczając, że w momencie, kiedy chrześcijanie zaczęli dostrzegać między sobą tylko różnice, to każdy pretekst stawał się okazją do kłótni – nawet pieniądze wśród ludzi, którzy dobrowolnie przyjmowali całkowite ubóstwo. – Nieumiejętność życia w różnorodności, która bierze się stąd, że zapomnieli o tym, co jest fundamentalne i co ich fundamentalnie łączy – mówił kardynał.
Jako drugi powód kryzysu we wspólnocie metropolita krakowski wskazał szemranie. – Jak jest powód, to wrzaśnij, ale nie szemraj. Szemranie jest tym sposobem, który wspólnotę rozbija do samego końca. Wszyscy mówią o złu, ale nikt nie bierze odpowiedzialności – zauważył. Opisał też, w jaki sposób na ten kryzys zareagowali apostołowie – najpierw wyklarowali pojęcia: powiedzieli, że potrzebują ludzi do obsługiwania stołów, cieszących się „dobrą sławą, pełnych Ducha i mądrości”. – Czy trzeba Ducha Świętego, żeby podawać do stołu? Trzeba, jeśli to ma być posługa – podkreślił kardynał zaznaczając, że trzeba powrócić do myślenia w tych kategoriach, że to nie jest przestrzeń do realizowania władzy czy ambicji, ale służby. Druga rzecz, którą zrobili apostołowie, to z grona szemrzących wybrali siedmiu pełnych Ducha (bo greckie imiona diakonów wskazują, że byli hellenistami), na których Apostołowie, którzy byli Hebrajczykami włożyli ręce. – Ludzie, którzy spędzili ostatni czas na szemraninie, teraz biorą odpowiedzialność za to, co się dzieje – podsumował metropolita.
Komentując czytanie z Listu św. Piotra zauważył, że budowa wspólnoty zobrazowana jest budowaniem świątyni. – Wspólnota jest świątynią, bo nie ma rzeczywistości, która bardziej pokazuje Boga i to kim Bóg jest, jak ludzka wspólnota. Bóg jest jeden w trzech osobach. Bóg w swoim wewnętrznym życiu jest wspólnotą osób, które nie potrafią inaczej istnieć, jak tylko przez dar z siebie dla innych – mówił kardynał zaznaczając, że także wspólnota narodowa i państwowa jest świątynią.
Metropolita zwrócił uwagę, że szczególnym kamieniem w tej budowli jest Jezus Chrystus, którego św. Piotr w swoim Liście nazywa „kamieniem węgielnym”, czyli spinającym dwie ściany, bez którego one od siebie odpadną. – Czy my jeszcze wierzymy w to, że Jezus Chrystus ma taką moc – łączyć, spajać, powstrzymać przed rozpadem? Wierzymy w ten kamień, czy go odrzucamy, budując? – pytał metropolita krakowski. Zaznaczył, że nie chodzi o budowanie państwa wyznaniowego, ale o to, „czy osobista relacja z Jezusem jest we mnie jeszcze jednym argumentem, żeby przeżywać jedność z innymi”.
Zauważył, że ten fragment dotyczące węgła jest zaczerpnięty z 28 rozdziału Księgi Izajasza. Do narodu pogrążonego w niewoli prorok mówi, że Bóg poprzez ten kamień węgła daje moc, aby lud na nowo się zebrał, spiął. Ale nikt nie poddaje się sile tego kamienia węgielnego, bo ludzie przywykli do wybierania i chronienia się w kłamstwie. Ale pozorne schronienie wybudowane na kłamstwie zostanie zburzone, gdy przyjdzie wichura czy grad. – Albo nas spaja głowica węgła, którą jest Jezus Chrystus. Albo próbujemy się spajać, zbierać w oparciu o takie czy inne kłamstwa, ale z tego nic nie będzie… – mówił kardynał.
Na koniec jeszcze zauważył, że Jezus w dzisiejszej Ewangelii mówi o sobie, że jest drogą. – Nie wystarczy znać drogę. Trzeba nią chodzić. Poznaliśmy drogę Bożą. Od nas zależy, czy nią pójdziemy – stwierdził.
Przed błogosławieństwem kardynał podziękował wszystkim za wspólną modlitwę. – Wyjdźmy z tej katedry jako bracia i uczniowie – zaapelował metropolita krakowski i zaprosił na procesję ku czci św. Stanisława w przyszłą niedzielę.
Na zakończenie Mszy św. zabrzmiał śpiew „Boże coś Polskę”.
Kard. Grzegorz Ryś z uczestnikami liturgii wziął udział w pochodzie patriotycznym Drogą Królewską. Przemarsz zatrzymał się przed Krzyżem Katyńskim na Placu Ojca Adama Studzińskiego. Oficjalne uroczystości w samo południe rozpoczęły się na Placu Jana Matejki.
Biuro Prasowe Archidiecezji Krakowskiej