STRONA GŁÓWNA / AKTUALNOŚCI / DOBRA NOWINA: CUDZY DENAR. ROZWAŻANIE NA XXV NIEDZIELĘ ZWYKŁĄ, ROK A

Dobra Nowina: Cudzy denar. Rozważanie na XXV Niedzielę Zwykłą, Rok A

Dobra Nowina to seria rozważań Ewangelii w formie podcastów, przygotowywanych przez ks. Artura Czepiela, archidiecezjalnego duszpasterza służby liturgicznej oraz ks. Jakuba Łabuza. Zapraszamy w każdą sobotę i wigilię uroczystości o godz. 17.07 na kanał YouTube i Spotify Archidiecezji Krakowskiej.



Ten fragment Ewangelii bardzo szybko uruchamia w nas poczucie sprawiedliwości. Ci, którzy pracowali od rana, dostają tyle samo, co ci, którzy przyszli niemal na koniec dnia. Nasza pierwsza reakcja jest właściwie automatyczna: to przecież nie jest uczciwe. Tylko że Jezus wcale nie opowiada tej przypowieści po to, żeby uczyć nas zasad wynagradzania pracowników. On pokazuje znacznie głębszy problem człowieka.

Problem zaczyna się nie wtedy, kiedy robotnicy dostają za mało. Oni dostają dokładnie tyle, na ile się umówili. Problem zaczyna się wtedy, kiedy widzą, ile dostał ktoś obok. To jest bardzo współczesne. Człowiek potrafi być zadowolony ze swojego życia, dopóki nie zacznie go porównywać z cudzym. Można mieć dobrą pracę i zacząć jej nie znosić, kiedy dowiadujemy się, ile zarabia ktoś inny. Można cieszyć się swoim mieszkaniem, dopóki nie zobaczy się domu sąsiada. Można być wdzięcznym za rodzinę, zdrowie, własne możliwości, a potem wziąć telefon do ręki i po kilkunastu minutach poczuć, że własne życie jest jakieś gorsze. Wtedy właśnie wydarza się coś bardzo dziwnego: niczego nam nie zabrano, a mimo to czujemy się pokrzywdzeni. To jest chyba jeden z największych paradoksów zazdrości. Ona potrafi odebrać radość z dobra, które nadal mamy. Dlatego gospodarz pyta: „Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?”. To zdanie dotyka nie tylko sprawy pieniędzy. Można bowiem dojść do takiego miejsca, w którym człowiekowi zaczyna przeszkadzać dobro spotykające drugiego. Nie dlatego, że sam cierpi niedostatek. Tylko dlatego, że drugi otrzymał coś, czego — według naszych obliczeń — nie powinien dostać.

Ten mechanizm może pojawić się również w wierze. Czasami łatwo nam przyjąć Boga, który błogosławi mnie. Znacznie trudniej przyjąć Boga, który okazuje miłosierdzie komuś, o kim ja już wydałem wyrok. Ktoś przez lata żył daleko od Kościoła, a potem wraca. Ktoś długo nie interesował się Bogiem, a nagle zaczyna żyć bardzo głęboko. Ktoś popełnił poważne błędy, ale dostał kolejną szansę. Wtedy gdzieś w człowieku może pojawić się myśl: „A ja? Przecież ja byłem tu od początku. Ja się modliłem. Ja się starałem. Ja byłem wierny”. Tutaj ta Ewangelia staje się naprawdę trudna, bo odbiera nam prawo do traktowania Boga jak księgowego. Bóg nie prowadzi z nami relacji według tabeli zasług. Nie liczy, kto przepracował osiem godzin, kto cztery, a kto jedną. Zbawienie nie jest pensją za dobre zachowanie. Zbawienie jest łaską.

Chyba właśnie z tym najtrudniej nam się pogodzić. My bardzo lubimy na coś zasługiwać, bo wtedy mamy kontrolę. Mogę sobie powiedzieć: zrobiłem tyle i tyle, więc należy mi się tyle i tyle. Wobec Boga natomiast stajemy z pustymi rękami. Możemy być wierni przez całe życie i nadal pozostajemy ludźmi, którzy wszystko otrzymują. Może dlatego Jezus tak mocno prowokuje tą przypowieścią. On chce uwolnić nas od religii, w której człowiek bez przerwy porównuje swój rachunek z rachunkiem innych. W chrześcijaństwie nie chodzi przecież o to, żeby sprawdzać, kto zasłużył bardziej. Chodzi o to, żeby zachwycić się dobrocią Gospodarza.

Na końcu tej Ewangelii warto dostrzec jeszcze tych ludzi z ostatniej godziny. Gospodarz pyta ich: „Dlaczego stoicie tu cały dzień bezczynnie?”. Oni odpowiadają: „Bo nas nikt nie najął”. To jedno zdanie dużo zmienia. Oni nie mówią: „Nie chciało nam się pracować”. Mówią: „Nikt nas nie chciał”. Może przez cały dzień patrzyli, jak kolejni ludzie byli wybierani, a oni ciągle zostawali. Może właśnie dlatego gospodarz widzi w nich coś więcej niż godzinę pracy. Widzi człowieka, po którego nikt wcześniej nie przyszedł. Być może właśnie taki jest Bóg. Patrzy inaczej niż my. My widzimy, że ktoś pracował tylko godzinę, a Bóg widzi, że cały dzień nikt go nie chciał. My widzimy, że za mało zrobił, a Bóg widzi całą historię człowieka.

Dlatego warto wyjść dziś z tej Ewangelii z zapytaniem, które może stać się rachunkiem sumienia – czy potrafię się jeszcze cieszyć tym, co mam, kiedy widzę dobro w życiu drugiego człowieka? Można mieć denara w dłoni i być nieszczęśliwym tylko dlatego, że taki sam denar znalazł się w dłoni kogoś obok, a człowiek naprawdę wolny to nie ten, który ma więcej od innych. To ten, który potrafi powiedzieć: „Dziękuję Ci, Boże, za moje dobro. I dziękuję Ci także za dobro, które dajesz komuś obok”.

Fragment Ewangelii do rozważenia (Mt 20, 1-16a):

Jezus opowiedział swoim uczniom następującą przypowieść:

«Królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy. Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy.

Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, i rzekł do nich: „Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam”. Oni poszli. Wyszedłszy ponownie około godziny szóstej i dziewiątej, tak samo uczynił.

Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich: „Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie?” Odpowiedzieli mu: „Bo nas nikt nie najął”. Rzekł im: „Idźcie i wy do winnicy”.

A gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel winnicy do swego rządcy: „Zwołaj robotników i wypłać im należność, począwszy od ostatnich aż do pierwszych”. Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymali po denarze. Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze.

Wziąwszy go, szemrali przeciw gospodarzowi, mówiąc: „Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzy znosiliśmy ciężar dnia i spiekotę”. Na to odrzekł jednemu z nich: „Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czyż nie o denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje, i odejdź. Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?” Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi».

Ks. Jakub Łabuz | Archidiecezja Krakowska




ZOBACZ TAKŻE