STRONA GŁÓWNA / AKTUALNOŚCI / DOBRA NOWINA: BÓG TAK, KOŚCIÓŁ NIE. ROZWAŻANIE NA UROCZYSTOŚĆ WNIEBOWSTĄPIENIA PAŃSKIEGO, ROK A

Dobra Nowina: Bóg tak, Kościół nie. Rozważanie na Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego, Rok A

Dobra Nowina to seria rozważań niedzielnej Ewangelii w formie podcastów, przygotowywanych przez ks. Artura Czepiela, archidiecezjalnego duszpasterza służby liturgicznej oraz ks. Jakuba Łabuza. Zapraszamy w każdą sobotę i wigilię uroczystości o godz. 17.07 na kanał YouTube i Spotify Archidiecezji Krakowskiej.



Są takie zdania w ewangelicznych tekstach, które przez swoją popularność przestają nas uderzać. Właśnie do takich zdań należy końcówka Ewangelii św. Mateusza. Słyszymy ją często: „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody…”. Brzmi trochę jak mowa triumfalna. Jak wielki finał. Mam jednak wrażenie, że przez lata kompletnie oswoiliśmy ten tekst i przestaliśmy zauważać w nim niezwykle istotny szczegół. Mateusz pisze: „Jedenastu uczniów udało się do Galilei”.Jedenastu. Brakuje jednego. Brakuje Judasza. I to nie jest przypadek stylistyczny.

Mateusz mógł napisać po prostu: „uczniowie”. Nie zrobił jednak tego. Celowo przywołuje tę wyrwę w samym sercu Kościoła. Pierwszy obraz Kościoła po zmartwychwstaniu nie jest obrazem wspólnoty idealnej. To wspólnota po katastrofie. Tam są ludzie, którzy uciekli, którzy zdradzili, którzy stchórzyli, którzy nie wytrzymali próby. To są ludzie po kompromitacji i właśnie im Jezus mówi: „Idźcie na cały świat”. To jest wręcz niezrozumiałe, bo my byśmy tego nie zrobili. My najpierw robimy selekcję. Najpierw trzeba udowodnić swoją wartość. Najpierw trzeba być godnym. Jezus natomiast bierze ludzi po porażce
i mówi: „Teraz wy”.

Najbardziej niezwykłe jest to, że On się nie pomylił. Kościół naprawdę od początku był słaby. Jeśli ktoś czyta Ewangelię uczciwie, nie może być tym faktem zaskoczony. My czasem mówimy o kryzysie Kościoła tak, jakby to było coś nowego. Jakby wcześniej było idealnie, a dopiero teraz wszystko się rozsypało. Naprawdę? Pierwszy papież zaparł się Jezusa. Jeden z Dwunastu wybranych Go sprzedał. Reszta uciekła. To jest pierwszy rozdział historii Kościoła. Może problem polega właśnie na tym, że przez lata stworzyliśmy sobie fałszywe wyobrażenie Kościoła. Wyobrażenie wspólnoty nieskazitelnej. Perfekcyjnej. Bez ran. Potem zaś człowiek zderza się z rzeczywistością i mówi: „Jeśli tak wygląda Kościół, to ja odchodzę”. „Bóg tak, Kościół nie”.

Tylko, że w tym zdaniu jest ukryte nasze bardzo niebezpieczne założenie, że Kościół miał być wspólnotą idealnych ludzi. Jezus nigdy czegoś takiego nie obiecał. Nigdy. To my wymyśliliśmy Kościół idealny. Ewangelia pokazuje Kościół prawdziwy. Prawdziwy Kościół od początku był pełen ludzi słabych, pogubionych i grzesznych. Teraz uwaga — to nie jest usprawiedliwianie grzechu. To nie jest mówienie: „nic się nie stało”. Zdrada Judasza była tragedią. Zaparcie Piotra było dramatem. Grzech ludzi Kościoła także dzisiaj jest dramatem. Chrześcijaństwo jednak nie mówi: „Patrzcie, jacy wspaniali są uczniowie”. Chrześcijaństwo mówi: „Patrzcie, jaki jest Chrystus mimo słabości uczniów”. To jest ogromna różnica, bo jeśli fundamentem Kościoła miałaby być ludzka doskonałość, to Kościół rozpadłby się po kilku miesiącach. Naprawdę nie przetrwalibyśmy dwóch tysięcy lat na ludzkiej jakości moralnej. Kościół istnieje tylko dlatego, że jego fundamentem nie jest człowiek, lecz Chrystus.

Mateusz w swoim tekście idzie jeszcze dalej. Pisze, że „niektórzy jednak wątpili”. Proszę zauważyć, kiedy oni wątpią. Nie przed zmartwychwstaniem. Nie przy pustym grobie. Oni stoją przed Jezusem Zmartwychwstałym i nadal się zmagają. To jest tak bardzo ludzkie. Jezus w tych okolicznościach nie mówi: „To wy jeszcze nie wierzycie?”, „To wy nadal macie problem?”. Nie. On właśnie takim ludziom powierza Kościół. To oznacza, że Kościół nie jest wspólnotą ludzi wiecznie pewnych wszystkiego. Kościół jest wspólnotą ludzi, którzy ciągle uczą się ufać. To jest kolosalna różnica, bo dzisiaj wielu ludzi odchodzi nie tyle od Boga, ile od wyidealizowanego obrazu Kościoła, który sami sobie stworzyli. Potem są zgorszeni, że w Kościele są grzesznicy, ale gdzie mieliby być? Kościół od początku był miejscem dla ludzi potrzebujących zbawienia, a nie klubem moralnie perfekcyjnych.

Teraz najważniejsze. Jak kończy się nie tylko ten fragment, ale w ogóle cała Mateuszowa Ewangelia? Jezus nie kończy jej moralizowaniem ani wykładem o perfekcji. Nie kończy jej nawet wezwaniem do nawrócenia. Ostatnie zdanie Ewangelii brzmi: „A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni aż do skończenia świata”. To jest ostatnie słowo Jezusa. Nie wymaganie, nie pouczanie, ale obietnica obecności. Jakby Jezus wiedział, że największym dramatem człowieka nie jest słabość. Największym dramatem człowieka jest samotność, bo człowiek może unieść bardzo wiele: własny grzech, kryzys, lęk, pogubienie, ale tylko jeśli wie, że nie został sam.

Może właśnie dlatego Kościół ciągle istnieje. Nie dlatego, że zawsze miał świętych ludzi, ale dlatego, że nawet wtedy, gdy zawodzili ludzie, to nie odszedł Chrystus. To jest najważniejsze, co dziś trzeba powiedzieć światu. Nie, że Kościół jest idealny. Bo nie jest.  I nigdy nie będzie! Ale, że Chrystus nie opuszcza swojego Kościoła nawet wtedy, gdy człowiek zawodzi. Właśnie dlatego nasza nadzieja nie stoi na człowieku. Nasza nadzieja stoi na Tym, który powiedział: „Ja jestem z wami, przez wszystkie dni, aż do skończenia świata”.

Fragment Ewangelii do rozważenia (Mt 28, 16-20):

Jedenastu uczniów udało się do Galilei, na górę, tam gdzie Jezus im polecił. A gdy Go ujrzeli, oddali Mu pokłon. Niektórzy jednak wątpili. Wtedy Jezus podszedł do nich i przemówił tymi słowami:

«Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata».

Ks. Jakub Łabuz | Archidiecezja Krakowska




ZOBACZ TAKŻE