STRONA GŁÓWNA / AKTUALNOŚCI / KARD. GRZEGORZ RYŚ NA III FORUM „KIERUNEK UWIELBIENIE” W KIELCACH: BÓG NAS WOŁA DO CISZY

Kard. Grzegorz Ryś na III Forum „Kierunek Uwielbienie” w Kielcach: Bóg nas woła do ciszy

– Bóg nas woła do ciszy, bo Bóg nas woła do świątyni, którą jesteśmy. Chce, żebyśmy weszli do swojego wnętrza. (…) Wezwanie do ciszy to nie jest wezwanie do jakiejś pustki, tylko to jest wejście w to spotkanie, które się może odbyć z Jezusem Chrystusem, który w nas jest głębiej niż my sami – mówił kard. Grzegorz Ryś, który wziął udział w Forum „Kierunek Uwielbienie” w Kielcach.



21 lutego w Kielcach odbyła się 3. edycja Forum „Kierunek Uwielbienie” – wydarzenia skierowanego do osób poszukujących pogłębionej refleksji nad wiarą, modlitwą uwielbienia i obecnością Boga nawet w trudnych doświadczeniach życia. Tegoroczne hasło to: „Uwielbię Cię wśród ciemności – czyli o uwielbieniu Boga w kryzysie, w ciemności oraz w momentach wewnętrznego i życiowego zmagania”.

Wydarzenie rozpoczęło się o godzinie 9.00 Mszą św. w kościele Podwyższenia Krzyża Świętego w Kielcach, sprawowaną pod przewodnictwem kard. Grzegorza Rysia. Liturgia była duchowym fundamentem i wprowadzeniem do dalszej części forum. – Bóg stworzył człowieka, by Go uwielbiał i czcił. Poprzez Forum „Uwielbię cię wśród ciemności” chcemy nabierać umiejętności, by nasze uwielbienie stawało się coraz bardziej doskonałe – mówił na początku Mszy św. proboszcz, ks. Wojciech Krawczyk SDB, który powitał metropolię krakowskiego i kieleckiego biskupa pomocniczego, bp. Mariana Florczyka.

W czasie homilii kard. Grzegorz Ryś zauważył, że przez pierwsze dni Wielkiego Postu Pan Bóg prowadzi Kościół słowem proroka Izajasza, który poucza, że post ma sens tylko wtedy, gdy jest połączony z jałmużną. – „Jeśli podasz twój chleb zgłodniałemu, jeśli nakarmisz duszę przygnębioną”, to wówczas Twój post ma sens. Odmawiam sobie jedzenia po to, żeby się nim podzielić – wyjaśniał metropolita krakowski, podkreślając, że kiedy dostrzegamy w człowieku potrzebującą duszę, wtedy pomagamy mu naprawdę. Zwrócił uwagę, że w Septuagincie to zdanie brzmi nieco inaczej: „Jeśli podasz chleb twojej duszy zgłodniałemu i nakarmisz duszę przygnębioną”. – Chcesz nakarmić kogoś, kto ma głodną duszę? Musisz go nakarmić swoją duszą. Nie wystarczy, że mu dasz chleb. Musisz mu dać chleb swojej duszy – mówił kardynał, zaznaczając, że to jest najtrudniejsze, bo prościej dać komuś chleb. – Jeśli jałmużna nie angażuje Cię wewnętrznie, jeśli nie angażuje Twojego serca, to odpuść sobie, nie dawaj, bo zamiast pomóc człowiekowi, to go zniszczysz – dodawał. Zauważył, że te wezwania Izajasza są coraz bardziej wymagające. – Ale Bóg nie wymaga, jeśli wcześniej nie daje. Trzeba odczytywać w sobie łaskę Boga, który mi pozwala nie tylko podzielić się chlebem, ale podzielić się sobą. Bóg do tego mnie uposaża, do tego mnie uzdalnia – zaznaczył kardynał.

Zwrócił również uwagę, że Pan Bóg mówi Żydom o jałmużnie zaraz po powrocie z niewoli babilońskiej, gdy wracają do zniszczonej Jerozolimy i potrzeba wysiłku materialnego na odbudowanie domów i świątyni. W tym kontekście przywołał korespondencję między Grzegorzem Wielkim a Augustynem z Canterbury. Benedyktyński mnich został posłany do Anglii, żeby ją chrystianizować i stworzyć zaczątki struktur kościelnych. Augustyn w jednym z listów zapytał Grzegorza, w jaki sposób ma zarządzać kościelnym majątkiem. Papież mu odpowiedział, żeby podzielił go na cztery równe części i jedną przeznaczył na swoje potrzeby, drugą – na potrzeby prezbiterium, trzecią – na budowę kościołów, a czwartą – na wszystkie dzieła miłosierdzia. Zaznaczył przy tym, że jeśli będzie musiał przyjąć migrantów, to ma ich ugościć ze swojej części, bo biskup, który nie jest gościnny nie powinien być biskupem. A jeśli musiałby wykupić niewolników, to powinien wziąć z części przeznaczonej na budowę kościołów, bo nie ma ważniejszej świątyni w świecie niż człowiek. W ten sposób około jedna trzecia środków powinna być przeznaczana na działalność charytatywną. – Grzegorz mówi: najpierw naucz się wydawać na tych, którzy są potrzebujący. Jak to będziesz umiał, reszta przyjdzie sama. Nazwą Cię „naprawiaczem wyłomów, odnowicielem uliczek”; „odbudujesz prastare zwaliska, wzniesiesz fundamenty pokoleń”. To jest tekst, który pokazuje, jak ważna jest jałmużna – mówił kard. Grzegorz Ryś, podkreślając, że za jałmużną „musi stanąć nasza dusza”, wtedy wszystkie akty pobożności, religijności, ascezy powoli będą nabierały sensu.

Po Eucharystii uczestnicy przenieśli się do Grand Hotelu w Kielcach, gdzie w sali konferencyjnej odbyła się główna część wydarzenia, obejmująca konferencje, świadectwa oraz przestrzeń do refleksji nad rolą uwielbienia w doświadczeniu cierpienia, niepewności i kryzysu wiary.

Kard. Grzegorz Ryś wygłosił konferencję „Bóg obecny w ciszy”. – Cisza to nie jest stan zewnętrzny tylko wewnętrzny – rozpoczął metropolita krakowski. – Cisza to jest wewnętrzny wybór. To jest wybrana postawa przed Bogiem. Można by nawet powiedzieć, że cisza to jest jakieś powołanie – Bóg nas woła do ciszy, bo Bóg nas woła do świątyni, którą jesteśmy. Chce, żebyśmy weszli do swojego wnętrza. (…) Wezwanie do ciszy to nie jest wezwanie do jakiejś pustki, tylko to jest wejście w to spotkanie, które się może odbyć z Jezusem Chrystusem, który w nas jest głębiej niż my sami – dodawał. Podzielił się swoim zdumieniem, gdy w Bieszczadach zobaczył kiedyś kogoś z słuchawkami na uszach. – Wszystko dookoła jest fantastyczną okolicznością, żebyś był w ciszy. Wszystko na to pracuje, ale człowiek od tego ucieka. Żeby, broń Boże, nie usłyszeć siebie, nie zostać sam ze sobą – mówił i dodał, że kiedy człowiek chce wejść w ciszę, to może dojść naprawdę do ważnego spotkania z Bogiem.

Kardynał wybrał trzy fragmenty z Ewangelii. Pierwszym był ten o narodzeniu Jana Chrzciciela (Łk 1, 57-66). W tym kontekście metropolita krakowski zwrócił uwagę na Zachariasza, który przeżył dziewięć miesięcy ciszy – był niemy i głuchy. To nie była cisza wybrana, ale cisza jako bardzo mocny środek leczniczy. Bo gdy Pan Bóg przyszedł do Zachariasza z informacją o narodzinach jego syna, czyli o czymś, o co modlił się przez całe życie, Zachariasz okazał się niewierzący i żądał znaku. – Bóg jest wierny wypowiedzianemu Słowu. Zachariasz miał dziewięć miesięcy na to, żeby kontemplować tę niesłychaną prawdę o Bogu, który jest wierny. W ciszy, nikogo nie słuchając i z nikim nie rozmawiając – zauważył kardynał.

Metropolita zwrócił uwagę, że po tym, jak sąsiedzi i krewni nie chcieli słuchać Elżbiety, ale nadać dziecku imię po ojcu, Zachariasz (według greckiego oryginału) odpowiedział „Jan jest jego imię”. Kard. Grzegorz Ryś wskazał w ten sposób, że Zachariasz nie nadaje imienia Janowi, ale przyjmuje rzeczywistość, bo już w czasie zwiastowania usłyszał, że jego syn od Boga otrzymał imię Jan. – On chce nazywać wszystko tak, jak Bóg to nazywa. To jest owoc tych dziewięciu miesięcy, że on chce całą rzeczywistość widzieć tak, jak widzi Bóg. Nazywać ją tak, jak nazywa ją Bóg. Opisywać ją tak, jak opisuje ją Bóg – mówił metropolita. Dodał, że imię Jan ma także wielkie znaczenie w tym kontekście, bo tłumaczy się je jako „Pan okazał miłosierdzie”. – Napisał to „Johannan”. Napisał to imię Boga. I otwarło mu usta. Nie miał prawa mówić dziewięć miesięcy. Teraz ma prawo mówić, bo w tych dziewięciu miesiącach ciszy odkrył, kim jest Bóg. I że Bóg jest miłosierdziem. Wreszcie ma coś do powiedzenia – mówił kardynał, zauważając, że zaraz potem Zachariasz „wybuchnął” hymnem uwielbienia, w czasie którego też prorokował, czyli „czytał rzeczywistość”. Metropolita zaznaczył, że proroctwo Zachariasza, które objaśnia rzeczywistość jest tak mocne i ważne, że Kościół każdy dzień zaczyna od tego tekstu, kiedy modli się Jutrznią.

– Mamy człowieka, który został skazany na ciszę przez Boga. Skazany po to, żeby być wyleczonym z niewiary. Mimo że nie chciał tej ciszy, to jednak w nią wszedł, wykorzystał to lekarstwo ciszy, które Pan mu dał. Wykorzystał po to, żeby w tej ciszy ostatecznie odkryć, kim jest Bóg, że jest miłosierny, że jest miłością miłosierną, że jest miłością wierną. I z tej ciszy, i z tego odkrycia została wyprowadzona od nowa jego zdolność mówienia – zauważył kardynał, podkreślając, że nie można mówić o Bogu, jeśli nie doświadczyło się, że jest On miłosierny.

Drugi fragment zaproponowany przez kard. Grzegorza Rysia pochodzi z Ewangelii św. Mateusza (Mt 1, 18-24) i dotyczy św. Józefa, który na kartach Pisma Świętego nie wypowiada żadnego słowa – jest „absolutnie milczącym świętym”. Za św. Janem Pawłem II kardynał zauważył, że św. Józef milczy, bo „jest kimś, kto prowadzi głębokie życie wewnętrzne”; to jest ktoś, „kto w tej świątyni, którą jest człowiek, potrafi się z Bogiem spotkać bez słowa”. Metropolita krakowski zauważył, że scena opisana w Ewangelii św. Mateusza jest „sytuacją krzyża”, bo w momencie, w którym Józef dowiaduje się, że Maryja spodziewa się narodzin dziecka, wali się jego ułożony świat. Pierwszą reakcją na krzyż jest ucieczka. Na szczęście Józef był człowiekiem, który wszedł w ciszę. We śnie otrzymał Słowo, które objaśniło mu to, co aktualnie dzieje się w jego życiu. – Słowo, które przychodzi w ciszy, nie zabiera ci krzyża, ale go objaśnia. Kiedy on jest objaśniony, to może zostać przez nas wybrany – mówił kard. Grzegorz Ryś, przypominając proroctwo z Izajasza, które Józef usłyszał we śnie: „Oto panna pocznie i porodzi syna”. Metropolita zaznaczył, że we śnie nie można dyskutować ze Słowem, przyjmuje się je bez oporu. Wówczas dzieje się lectio Divina– Boskie odczytanie. – Lectio Divina dzieje się wtedy, kiedy tym Słowem Bóg czyta Wasze życie. Bóg musi ciebie przeczytać swoim Słowem – mówił kardynał. – Musisz przeżyć lectio Divina. To się dzieje tylko w ciszy, to się dzieje tylko w sercu – dodawał.

– Pan jest z nami w ciszy, ale właśnie wtedy, kiedy ta cisza jest przede wszystkim skupieniem na Słowie – że już nie ja czytam Słowo, tylko Słowo czyta mnie i to się dzieje wyłącznie w sercu – podsumował kardynał.

Trzeci fragment pochodzi z Ewangelii św. Łukasza (Łk 2, 41-52) i dotyczy dwunastoletniego Pana Jezusa w świątyni. Metropolita krakowski zwrócił uwagę, że w tej scenie opisany jest moment, w którym Jezus wypowiada pierwsze zdanie w swoim życiu, wskazujące na Jego dojrzałość i będące dowodem relacji łączącej Go z Bogiem. Po czym wchodzi w milczenie na następne dwadzieścia lat, na czas życia ukrytego w Nazarecie. – Potrzebujemy takiego czasu w życiu. Ten czas spędzany w ciszy, w ukryciu, to konkretyzacja tego, co właśnie powiedział: „Powinienem być w tym, co należy do mojego Ojca” – zauważył kardynał i dodał, że słowa: „Jezus zaś czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi” są cytatem z Księgi Samuela opisującym Samuela, który także „wzrastał w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi”, a działo się to w świątyni. Metropolita zaznaczył, że Jezus na miejsce swojego wzrostu wybrał Nazaret, czyli kompletnie nic nie znaczące miejsce w Izraelu. Oznaczało to Jego upokorzenie się, które wyrażało się także w byciu posłusznym rodzicom. – Zamilkł, był poddany i miał poczucie, że jest w tym, co należy do Ojca. Piękny przykład Jezusa Chrystusa milczącego – dwadzieścia lat w milczeniu, w ciszy, w ukryciu. Z tego się urodzi działalność publiczna i z tego się też ostatecznie urodzi całe wydarzenie Paschy, ku któremu idziemy przez Wielki Post – podsumował kardynał.

Zwrócił jeszcze uwagę na postawę Maryi, która w milczeniu zachowywała wszystkie słowa w swoim sercu. – Milczenie i cisza jest po to, żeby przechować w sobie Słowo, którego nie rozumiem – zauważył metropolita zaznaczając, że często daje taką radę, żeby zachować w sercu Słowo, którego dziś się nie rozumie, ale ono może być potrzebne za dwadzieścia lat.

Po konferencji kard. Grzegorz Ryś odpowiadał na pytania uczestników forum. Zapytany o to, jak w zabieganym życiu znaleźć ciszę i czas na spotkanie z Bogiem, odpowiedział, że „trzeba nastawić budzik na nieludzką godzinę”. Zaznaczył, że wstaje wcześnie rano na godzinę medytacji, bo później w ciągu dnia kalendarz wypełniony obowiązkami i spotkaniami z ludźmi nie pozwala już na taki czas.

Metropolita został też zapytany czy miał podobne doświadczenie „zawalenia się świata”, jakie przeżył św. Józef. Wyznał, że było to odejście z Łodzi do Krakowa. – Dla mnie domem przez ostatnie ponad osiem lat była Łódź. Była domem. A dom to znaczy wspólnota ludzka. Dom to nie są ściany, kawał dachu i podłoga. Dom to są relacje, w których żyjesz. Odejście z Łodzi to jest proces, który trwa i jest bardzo bolesny – mówił kardynał. – Chodzę z takim przekonaniem, że albo to moje przejście z Łodzi do Krakowa jest śmiercią, z której się urodzi życie, czyli jest jakimś wydarzeniem paschalnym, albo jest bez sensu. I nic innego nie jest mi w stanie tego przeczytać, bo jakbym nie czytał tego Słowem Bożym o logice Paschy, to wszystko co mi zostaje to są kategorie, których nie cierpię, nie znoszę, które nie są w stanie Cię przeprowadzić, które się nazywają „kariera”, „awans”… Bzdura za bzdurą – zakończył.

Zwieńczeniem całego wydarzenia było wspólne uwielbienie Boga z Zespołem „To On”, które stało się przestrzenią modlitwy, zawierzenia i doświadczenia obecności Boga także tam, gdzie po ludzku panuje ciemność.

III Forum „Kierunek Uwielbienie” w Kielcach 21.02.2026 r.

Biuro Prasowe Archidiecezji Krakowskiej




ZOBACZ TAKŻE