– Oddajcie to, co Boże, Bogu. Oddajemy ten dom. I mamy ogromne pragnienie oddać siebie. Oddać siebie na własność Bogu w miłości. Wtedy cała rzeczywistość wokół nas się zmieni – mówił kard. Grzegorz Ryś, który sprawował Mszę św. z okazji 75-lecia parafii Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski w Krakowie-Woli Justowskiej, w czasie której dokonał konsekracji nowego kościoła.
Na początku Mszy św. parafianie przedstawili historię kościoła. Dekret erygujący parafię Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski w Krakowie-Woli Justowskiej podpisał abp Eugeniusz Baziak 1 sierpnia 1951 roku. W latach 1948-1950 przeniesiono tutaj zabytkowy kościół z Komorowic koło Bielska-Białej. Pierwszym administratorem i organizatorem parafii został ks. Józef Joniec. Prace budowlane nadzorował komitet pod kierownictwem prof. Karola Estreichera. W nocy z 13 na 14 lipca 1978 roku kościół został podpalony. Decyzję o jego odbudowie podjął kard. Karol Wojtyła. Proboszcz ks. Stanisław Kolarski doprowadził do zakończenia prac związanych z budową i wystrojem kościoła w 1983 roku. W nocy z 5 na 6 kwietnia 2002 roku kościół ponownie spłonął. Nowy murowany kościół powstawał w latach 2016-2020 i nawiązuje swoją sylwetką do spalonych wcześniej świątyń. W 2026 roku zrealizowano wystrój wnętrza. – Ten nasz kościół, z całą jego historią, historią wiary, ofiary, odbudowy i wytrwałości naszej wspólnoty oddajemy dziś Kościołowi powszechnemu na ręce księdza kardynała i prosimy o jego uroczyste poświęcenie – powiedziała przedstawicielka parafii.
Kard. Grzegorz Ryś przypomniał, że jest z Krakowa i zna wszystkie fakty dotyczące kościoła na Woli Justowskiej, i wysłuchał ich z wielkim wzruszeniem. – Tam, gdzie są największe trudności, tam będą też największe owoce – przypomniał powiedzenie św. Ignacego Loyoli. – Nie macie łatwej historii. Niedługa – 75 lat, a tak bolesna historia. (…) Tu się urodzi wielki Kościół, który jest z ludzi. Tak naprawdę o to chodzi, żeby się rodził Kościół z ludzi. On się tu urodzi piękny i wielki, i trwały. To jest taki Kościół, którego nikt nie jest w stanie spalić, dlatego, że on jest głęboko w ludziach. Taki się urodzi, będziecie to widzieć – piękny, wielki Kościół, który jest żyjącym Ciałem Jezusa Chrystusa – mówił metropolita krakowski.
Nawiązując w czasie homilii do Ewangelii, w której Jezus mówi, że moneta należy do Cezara, ponieważ na niej jest wyryty jego obraz, kard. Grzegorz Ryś zaznaczył, że główny ołtarz w kościele zawsze jest obrazem Jezusa Chrystusa. Zauważył, że stosunek do ołtarza podpowiada św. Stanisław, którego relikwie zostaną w nim umieszczone. Metropolita krakowski przywołał myśl św. Augustyna, który pisał, że ktoś zaproszony do ołtarza musi przygotować to samo, co na ołtarzu zastawił Jezus – Ciało i Krew. – Tego nas uczą męczennicy – to, co spożywali z ołtarza, to samo dali od siebie w zamian. Spożywali Ciało i Krew, oddali swoje ciało i krew. Spożywali życie i śmierć Jezusa, oddali Mu swoje życie i swoją śmierć. To nie jest byle jaki mebel. Ołtarz nas wzywa do właściwej relacji z Jezusem, który nas karmi swoim Ciałem i swoją Krwią. Nie możesz Mu dać mniej. Tak jak Stanisław – mówił kardynał.
Następnie zwrócił uwagę, że ambona w kościele jest znakiem Jezusa Chrystusa zmartwychwstałego, bo jedną z form obecności w Kościele żyjącego Pana jest Jego Słowo. – Nie słuchacie żadnych teorii, nie słuchacie żadnej filozofii, żadnej teologii. To, czego macie słuchać z tej ambony to jest Słowo żyjącego Boga albo żyjące Słowo Jezusa Chrystusa zmartwychwstałego – mówił metropolita. – Nie będziecie z niej czytać gazet. Nie będziecie z niej głosić polityki. Nie można. To należy do Słowa Boga – dodawał, zaznaczając, że wszystkie sprzęty w kościele należą do Boga i w czasie liturgii nazywanej dedykacją właśnie oddaje się Bogu na własność świątynię.
Kardynał podkreślił, że najlepszą możliwą wiadomością dla człowieka jest to, że nosi w sobie obraz jedynego Bożego Syna, bo każdy jest stworzony na obraz i podobieństwo Boga, a to decyduje o ludzkiej nieusuwalnej godności. Metropolita zauważył, że świątynię jest Bogu oddać łatwiej niż samego siebie. – Człowiek jest wolny. Człowiek ma prawo Bogu powiedzieć „nie”. Człowiek może należeć do Boga wyłącznie aktem wolnym. Jeśli ta przynależność ma być naprawdę ludzka, ma być godna człowieka, to nie ma prawa mieć innej formy jak tylko miłość. Człowiek do drugiej osoby może należeć tylko w miłości – zaznaczył, dodając, że liturgia poświęcenia kościoła zachęca wiernych, aby siebie oddali Bogu. W tym kontekście porównał liturgię poświęcenia kościoła do sakramentu chrztu – ołtarz kolejno jest pokropiony wodą święconą, namaszczony, przykryty biały obrusem, stawia się na nim zapalone świece. – Wszystkie znaki, które są w liturgii poświęcenia kościoła, odsyłają wprost do chrztu, żeby nam powiedzieć: „Należysz do Boga od chrztu, nosisz w sobie Jego obraz i należysz do Niego” – mówił metropolita.
Zauważył, że świątynia wyznacza rozumienie całej rzeczywistości i oddziałuje na całe ludzkie życie – dzięki Jezusowi cała rzeczywistość należy do Niego, nie ma wyraźnego oddzielenia sacrum od profanum. W tym kontekście kardynał zachęcał, aby domowy stół także był święty, aby słowa czytane czy zapisywane na domowych komputerach też miały taki charakter, bo inaczej człowiek funduje sobie rodzaj dramatycznej duchowej schizofrenii – nie można być innym w kościele, a innym w domu. W tym kontekście nawiązał do Jezusowego określenia na faryzeuszy: „obłudnicy”, które z greckiego pierwotnie oznaczało „aktorów”. – Wiara nie jest rolą teatralną. Liturgia nie jest sztuką, do której się przychodzi, przebiera się w inne szaty, godzina, półtorej, jak się biskup rozgada, a potem do domu, do zwyczajności, zdejmuje się z siebie to wszystko i koniec. To nie jest sztuka teatralna. To nie jest do zagrania. To nie jest kostium na chwilę. Wiara jest prawdziwym życiem. Nie może być napięcia, dysonansu między tym, co przeżywamy w świątyni, a tym, co przeżywamy na co dzień, w domu, w pracy, na odpoczynku – mówił metropolita.
Zwrócił jeszcze uwagę na sformułowanie „Jezus ich przejrzał”. – Jezus ma tę zdolność przejrzenia. Nie uciekajcie przed tym wzrokiem, bo się nie ma kogo bać. Akurat jedyny wzrok, którego się nie trzeba bać, to jest wzrok Jezusa. I nawet jak mówi słowo, które jest mocne, to i tak jest powiedziane z miłości; jest słowem przestrogi przed jakimś życiowym szpagatem, w którym w końcu ulegniemy rozerwaniu. Oddajcie to, co Boże, Bogu. Oddajemy ten dom. I mamy ogromne pragnienie oddać siebie. Oddać siebie na własność Bogu w miłości. Wtedy cała rzeczywistość wokół nas się zmieni – zakończył.
Przed błogosławieństwem proboszcz ks. Roman Łędzki podziękował kardynałowi za poświęcenie świątyni, słowem wdzięczności objął wszystkich budowniczych kościoła, posługujących w nim duszpasterzy oraz parafian, którzy po raz kolejny odbudowali świątynię. Metropolita podziękował księdzu proboszczowi i przekazał dokument potwierdzający konsekrację kościoła.
Po zakończeniu liturgii tradycyjnie wierni mogli ucałować konsekrowany ołtarz.