Niedziela Powołań, którą klerycy spędzają w wybranych wspólnotach parafialnych Archidiecezji Krakowskiej, to czas spotkania z ludźmi i wzajemnego ubogacania się. Dlaczego jest on wyjątkowy? Zapytaliśmy rektora Wyższego Seminarium Duchownego Archidiecezji Krakowskiej, ks. Roberta Woźniaka.
Powołanie. Każdy człowiek je ma, ale nie każdy zdaje sobie z tego sprawę. – Bóg do nas mówi, mówi do wszystkich i mówi na bardzo różne sposoby. Powołanie oznacza to, co dzieje się po tym, jak Bóg nas woła, ale najważniejsze jest, że Bóg mówi do nas, że ta jego mowa jest wezwaniem, że On chce, żebyśmy byli. To jest zaproszenie do istnienia, to jest zaproszenie do włączenia się w Jego dzieło w różnych wymiarach, na różnych szczeblach. Chyba to jest w ogóle też najpiękniejsze w powołaniu, że to jest właśnie Boża chęć tego, żebym był i żebym działał. Bóg chce mojego istnienia i Bóg chce mojej aktywności. Chce, żebym razem z Nim współdziałał – dzieli się ks. Robert Woźniak, rektor Wyższego Seminarium Duchownego Archidiecezji Krakowskiej.
Podkreśla przy tym, że powołanie jest przede wszystkim czymś uniwersalnym, choć często kojarzy się jedynie z kapłaństwem i życiem zakonnym.
Rektor Wyższego Seminarium Duchownego Archidiecezji Krakowskiej zaznacza, że wśród wielu powołanych, niektórzy ludzie zostają zaproszeni przez Boga, aby byli Jego znakiem w Kościele. – To jest właśnie powołanie do życia kapłańskiego. (…) — wyjaśnia.
Nazywa to wolą Bożą. – Ona wyraża się przez moje predyspozycje, przez upodobania, które pojawiają się w pewnym momencie mojego życia, przez spotkania z ludźmi. Bardzo często takim konkretnym głosem powołania może być pytanie mojej matki, mojego ojca, dziadków czy przyjaciela: „A czy Ty byś nie chciał być księdzem?” – mówi ks. Robert Woźniak.
Takie pytanie – zdaniem rektora krakowskiego seminarium – może być „momentem zapalnym”, który pomoże odkryć siebie jako osobę wezwaną. – „Powołanie” to słowo, które oznacza, że słyszysz jakiś głos. Nie wszyscy powołani słyszą głos (…) – zauważa ks. Woźniak.
Głos, który najpierw się usłyszało, a który następnie zachęcił do wstąpienia na drogę przygotowania do kapłaństwa, z czasem może osłabnąć, a obrana droga ulec zmianie. To naturalny proces rozeznawania powołania. – Dopóki ktoś nie przyjmie święceń i nie złoży przyrzeczeń, jest wolny do tego, żeby z seminarium odejść bez żadnych konsekwencji. Czasami może nawet być tak, że Pan Bóg chce kogoś przeprowadzić przez jakiś etap formacji seminaryjnej, kto ostatecznie na przykład „wyląduje” w małżeństwie, bo tutaj znajdzie coś, czego mu było potrzeba. I to jest pewne — wyjaśnia ks. Robert Woźniak.
Rektor Wyższego Seminarium Duchownego Archidiecezji Krakowskiej zauważa również, że współcześnie proces podejmowania decyzji się wydłuża. – My w seminarium nikogo nie chcemy przymuszać do szybszych decyzji, ale myślę, że nasi klerycy i ludzie powołani mają prawo usłyszeć to, że potrzeba szybkiej, przynajmniej takiej decyzji: „Dzisiaj jestem tutaj, dlatego, że chcę być kapłanem. Może się zdarzyć coś w przyszłości, tej jeszcze przed święceniami, co mi pokaże, że jednak inna droga, ale jestem dzisiaj tutaj na 100 proc., podjąłem taką decyzję” (…) – tłumaczy.
Choć zasadniczo formacja seminaryjna trwa 7 lat, każdemu klerykowi przełożeni dają tyle czasu, ile potrzebuje. – Czasami po prostu ktoś sam prosi o to, że potrzebuje trochę dłużej zostać czy przerwać w pewnym momencie i to jest jak najbardziej naturalne. Są też sytuacje, kiedy my jako przełożeni widzimy taką konieczność, żeby ktoś sobie zrobił małą przerwę. To nie jest żadnego rodzaju kara. Po prostu każdy ma swój czas — zauważa ks. Woźniak.
Jako ludzie młodzi klerycy mierzą się z różnymi wątpliwościami, które dotyczą ich przyszłości. – Wydaje mi się, że wielką trudnością dla nich jest to przeciąganie etapu ostatecznej decyzji. (…) I na pewno te wątpliwości z tym powiązane – „Czy to jest moje miejsce?”, „Czy dam radę?” – to jest jeden z problemów dzisiaj – dzieli się ks. Robert Woźniak. Jego zdaniem prawdopodobnie wynika to z tego, że obecnie publicznie dużo bardziej otwarcie mówi się o wielu problemach, które dotykają różne grupy społeczne, w tym także księży.
Rektor krakowskiego seminarium nie ukrywa, że alumni podczas ich pierwszego spotkania zrobili na nim bardzo pozytywne wrażenie. – Pierwsze, co pomyślałem, kiedy zobaczyłem w kaplicy modlących się kleryków podczas Mszy św. (…), to, że to są ludzie, których tutaj przysłał Duch Święty i przynoszą ze sobą przede wszystkim cały potężny bagaż talentów, danych im przez Boga do budowania wspólnoty — zdradza rektor Wyższego Seminarium Duchownego Archidiecezji Krakowskiej.
Podkreśla, że zadaniem, które przed nim jako przełożonym stawiają Pan Bóg, Kościół oraz on sam, jest przede wszystkim umożliwienie alumnom odkrycia swoich talentów, w które często sami nie wierzą.
Jak przełożeni mogą pomóc klerykom w pokonywaniu trudności? – Przede wszystkim oprócz tego, co jest fundamentalne, czyli mojej modlitwy za nich, widzę bardzo, bardzo duże pole do rozmowy. Po prostu oni potrzebują rozmawiać. Może nawet czasami to nie jest tak, że chętnie sami takie rozmowy podejmą, bo one często są trudne, ale widzę, że bardzo im pomagają, że pozwalają pozbyć się (…) lęków — wyjaśnia rektor krakowskiego seminarium.
Wątpliwości dotyczące dobrego wyboru mogą pojawiać się także w kwestii podejścia do tego, jak i jakim kapłanem być. – Myślę, że za naszych czasów, kiedy jeszcze nie było mediów społecznościowych, bardziej rozkminialiśmy, bardziej czuliśmy, że bycie księdzem to jest jakieś powołanie do ofiarowania siebie. Dzisiaj — wydaje mi się — jest przeświadczenie, że to bardziej powołanie do jakiejś akcji, do jakiegoś konkretnego działania (…) – zaznacza ks. Robert Woźniak.
Podkreśla także, że klerycy mają bardzo napięty plan dnia, który jednak z czasem pomaga nauczyć się dawania siebie, co może być przydatne w przyszłości, ponieważ, mimo licznych obowiązków, alumni znajdują w ciągu dnia czas na to, żeby np. upiec ciasto czy pomóc paniom w kuchni.
Często przed podjęciem pewnej decyzji, warto posłuchać głosu kogoś, kto daną drogę wybrał i nią podąża. Jeżeli chodzi o wstąpienie do seminarium służy temu Niedziela Powołań. – Klerycy przyjeżdżają do parafii w danych dekanatach i tam służą przy ołtarzu (…) — wyjaśnia rektor Wyższego Seminarium Duchownego Archidiecezji Krakowskiej. Po Mszach św. odbywają się natomiast spotkania z grupami parafialnymi, zwłaszcza ministrantami. – Ludzie zadają pytania, nie wiedzą, na czym polega seminarium, jak wygląda, jaki jest harmonogram dnia. Myślę, że powołaniowe jest samo to spotkanie. Nawet nie słowo, nie treść, nie reklama, tylko po prostu spotkanie — podkreśla ks. Woźniak. Najważniejsza jest jednak modlitwa o powołania i podziękowanie ludziom za wsparcie — zarówno to duchowe, jak i materialne.
Rektor krakowskiego seminarium przypomina, że w marcu 2026 roku wydany został raport grupy roboczej Synodu Biskupów, który zwraca uwagę m.in. na rzeczy, które należy wprowadzić w seminaryjną formację kleryków.— Pierwszym bardzo mocnym akcentem jest większa integracja formacji seminaryjnej z życiem parafii. Niedziela Powołań jest nie jest tylko dla ludzi, którzy nie wiedzą nic o seminarium i coś się mogą dowiedzieć przez kleryków. To jest moment formacji kleryków — mówi ks. Robert Woźniak. – Nie wyobrażam sobie, żeby formacja seminaryjna mogła zamknąć się tylko w budynku seminarium. Oni muszą się też formować przez relacje z ludźmi — podkreśla.
Niedziela Powołań przypada zwykle w IV Niedzielę Wielkanocną, tzw. Niedzielę Dobrego Pasterza. W Kościele katolickim to także Światowy Dzień Modlitw o Powołania. W tym roku przeżywany będzie w niedzielę, 26 kwietnia. Klerycy Wyższego Seminarium Duchownego odwiedzą parafie w dekanacie Mszana Dolna.