STRONA GŁÓWNA / AKTUALNOŚCI / DOBRA NOWINA: DAJ CZAS. ROZWAŻANIE NA XVI NIEDZIELĘ ZWYKŁĄ, ROK A

Dobra Nowina: Daj czas. Rozważanie na XVI Niedzielę Zwykłą, Rok A

Dobra Nowina to seria rozważań niedzielnej Ewangelii w formie podcastów, przygotowywanych przez ks. Artura Czepiela, archidiecezjalnego duszpasterza służby liturgicznej oraz ks. Jakuba Łabuza. Zapraszamy w każdą sobotę i wigilię uroczystości o godz. 17.07 na kanał YouTube i Spotify Archidiecezji Krakowskiej.



W tej przypowieści najbardziej zaskakuje nie to, że na polu pojawił się chwast, bo chwast pojawia się zawsze. Zaskakuje to, że gospodarz nie pozwala go natychmiast wyrwać. Słudzy widzą problem i chcą działać od razu: Chcesz więc, żebyśmy poszli i zebrali go?” To brzmi rozsądnie. Pole jest zanieczyszczone, trzeba zrobić porządek. Im szybciej, tym lepiej, ale gospodarz odpowiada: „Nie, byście zbierając chwast, nie wyrwali razem z nim i pszenicy”. Ważne, by tutaj dobrze zrozumieć, że gospodarz nie broni chwastu, ale pszenicy. Jego cierpliwość nie wynika z obojętności, na zasadzie „wszystko jedno, niech rośnie, jak chce”. On po prostu widzi więcej niż słudzy. Słudzy widzą powierzchnię pola. Gospodarz zna korzenie. Wie, że pod ziemią wszystko jest bardziej splątane, niż wygląda z daleka. Wie, że zbyt szybka ręka może zniszczyć coś, co jeszcze miało wydać plon. 

I może właśnie to jest bardzo świeże światło tej Ewangelii. My często gorliwość kojarzymy z szybkim działaniem. Widzę zło — reaguję. Widzę błąd — poprawiam. Widzę czyjąś słabość — nazywam ją. Widzę problem — chcę go usunąć. A Jezus pokazuje, że gorliwość powinna poparta być cierpliwością. I, że nie każda natychmiastowa reakcja jest już mądrością. 

Czasem człowiek chce wyrwać chwast z czyjegoś życia tak szybko, że wyrywa razem z nim zaufanie. Chce naprawić bliską osobę tak mocno, że rani jej serce. Chce oczyścić sytuację tak stanowczo, że niszczy relację. Chce powiedzieć prawdę tak ostro, że prawda przestaje być lekarstwem, a staje się narzędziem uderzenia. A gospodarz z przypowieści mówi: „Uważaj. Tam, gdzie ty widzisz tylko chwast, może być jeszcze pszenica, której nie rozpoznajesz”. 

To dotyczy innych ludzi, ale też nas samych. Bo w każdym z nas pole jest mieszane. W jednym sercu potrafi rosnąć wiara i nieufność, dobra intencja i pycha, pragnienie modlitwy i lenistwo, miłość do Boga i przywiązanie do swoich wygód. Człowiek nie jest prostą grządką z podpisami: „tu samo dobro, a tam samo zło”. Jesteśmy bardziej splątani. Bóg o tym wie. I może dlatego nie prowadzi nas metodą szarpania, nie wyrywa wszystkiego naraz. Nie robi w człowieku gwałtownej czystki. Pracuje głębiej, czasem bardzo powoli. Pozwala dojrzewać pszenicy, zanim oddzieli ją od tego, co jej zagraża. 

To jednak nie znaczy, że zło jest nieważne. W przypowieści przychodzi czas żniwa. Chwast zostaje nazwany chwastem. Pszenica, pszenicą. Bóg nie udaje, że wszystko jest tym samym. Ale do tego czasu, to do Niego należy ostatnie słowo. Nie do naszej niecierpliwości. Nie do naszych szybkich ocen. Nie do naszego pragnienia, żeby natychmiast wszystko było jasne. 

W tej samej Ewangelii Jezus mówi jeszcze o ziarnku gorczycy i o zaczynie. To są dwa bardzo małe obrazy. Ziarnko prawie niewidoczne. Zaczyn ukryty w mące. Królestwo Boże nie zawsze przychodzi jako coś wielkiego, gotowego, imponującego. Często zaczyna się od czegoś, co łatwo przeoczyć. I to jest mocno połączone z przypowieścią o chwaście. Bo słudzy skupili się na tym, co przeszkadza, a gospodarz widział także to, co rośnie. 

My też nieraz mamy taki odruch: w sobie, w innych, w Kościele, w rodzinie szybciej zauważamy chwast niż ziarno. Łatwiej zobaczyć czyjąś wadę niż mały początek dobra. Łatwiej powiedzieć: „on się nigdy nie zmieni”, niż zauważyć pierwszy, nieporadny krok. Łatwiej zapamiętać komuś upadek niż dostrzec, że coś w nim zaczyna kiełkować. A Królestwo Boże często zaczyna się właśnie niepozornie. Ktoś po latach próbuje się modlić, choć nie umie. Ktoś pierwszy raz od dawna przychodzi do spowiedzi i nawet nie wie, jak zacząć. Ktoś próbuje przebaczyć, ale jeszcze mu nie wychodzi. Ktoś walczy z grzechem, który inni widzą tylko jako jego etykietę. Ktoś w domu milknie, choć dawniej od razu wybuchał. Ktoś zrobił bardzo mały krok, prawie niewidoczny dla otoczenia, ale dla Boga to już jest ziarno. 

I teraz pytanie: czy my mamy oczy gospodarza, czy tylko oczy sług? Słudzy chcą mieć pole czyste. Gospodarz chce mieć plon. To nie zawsze jest to samo. Pole czyste od razu może wyglądałoby lepiej. Ale plon wymaga czasu, cierpliwości i zaufania, że Bóg widzi proces, którego my jeszcze nie rozumiemy. Ta Ewangelia uczy nas więc bardzo trudnej rzeczy: zostawić Bogu prawo do czasu. Nie wszystko dojrzewa w tempie naszych oczekiwań. Nie każdy człowiek zmienia się wtedy, kiedy my uznamy, że już powinien. Nie każdą sprawę da się rozstrzygnąć natychmiast. Są takie momenty, kiedy największą miłością nie jest wyrwać, poprawić, ocenić, przyspieszyć, ale chronić to dobro, które jeszcze jest delikatne. 

Bóg nie jest naiwny wobec chwastu, ale jest cierpliwy wobec pszenicy. I może dziś warto zapytać nie tylko: „Jaki chwast widzę wokół siebie?” Ale także: „Jaką pszenicę mogę przez swoją niecierpliwość uszkodzić?” W dziecku. We współmałżonku. W rodzicu. W człowieku, którego już zaszufladkowałem. W sobie samym. Bo czasem najważniejsze dobro w człowieku nie ginie od ataku wroga, ale od zbyt nerwowych rąk tych, którzy chcieli szybko zrobić porządek. Pan pozwala rosnąć. Nie dlatego, że nie widzi zła, dlatego, że widzi przyszły plon.

Fragment Ewangelii do rozważenia (Mt 13, 24-43):

Jezus opowiedział tłumom tę przypowieść:

«Królestwo niebieskie podobne jest do człowieka, który posiał dobre nasienie na swojej roli. Lecz gdy ludzie spali, przyszedł jego nieprzyjaciel, nasiał chwastu między pszenicę i odszedł.

A gdy zboże wyrosło i wypuściło kłosy, wtedy pojawił się i chwast. Słudzy gospodarza przyszli i zapytali go: „Panie, czy nie posiałeś dobrego nasienia na swej roli? Skąd więc wziął się na niej chwast?” Odpowiedział im: „Nieprzyjazny człowiek to sprawił”. Rzekli mu słudzy: „Chcesz więc, żebyśmy poszli i zebrali go?”

A on im odrzekł: „Nie, byście zbierając chwast, nie wyrwali razem z nim i pszenicy. Pozwólcie obojgu róść aż do żniwa; a w czasie żniwa powiem żeńcom: Zbierzcie najpierw chwast i powiążcie go w snopki na spalenie; pszenicę zaś zwieźcie do mego spichlerza”».

Przedłożył im inną przypowieść: «Królestwo niebieskie podobne jest do ziarnka gorczycy, które ktoś wziął i posiał na swej roli. Jest ono najmniejsze ze wszystkich nasion, lecz gdy wyrośnie, większe jest od innych jarzyn i staje się drzewem, tak że ptaki podniebne przylatują i gnieżdżą się na jego gałęziach».

Powiedział im inną przypowieść: «Królestwo niebieskie podobne jest do zaczynu, który pewna kobieta wzięła i włożyła w trzy miary mąki, aż się wszystko zakwasiło».

To wszystko mówił Jezus tłumom w przypowieściach, a bez przypowieści nic im nie mówił. Tak miało się spełnić słowo Proroka: «Otworzę usta w przypowieściach, wypowiem rzeczy ukryte od założenia świata».

Wtedy odprawił tłumy i wrócił do domu. Tam przystąpili do Niego uczniowie, mówiąc: «Wyjaśnij nam przypowieść o chwaście».

On odpowiedział: «Tym, który sieje dobre nasienie, jest Syn Człowieczy. Rolą jest świat, dobrym nasieniem są synowie królestwa, chwastem zaś synowie Złego. Nieprzyjacielem, który posiał chwast, jest diabeł; żniwem jest koniec świata, a żeńcami są aniołowie.

Jak więc zbiera się chwast i spala w ogniu, tak będzie przy końcu świata. Syn Człowieczy pośle aniołów swoich: ci zbiorą z Jego królestwa wszystkie zgorszenia oraz tych, którzy dopuszczają się nieprawości, i wrzucą ich w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Wtedy sprawiedliwi jaśnieć będą jak słońce w królestwie Ojca swego.

Kto ma uszy, niechaj słucha!»

Ks. Jakub Łabuz | Archidiecezja Krakowska




ZOBACZ TAKŻE