Po dziewięciu dniach wędrówki 70 uczestników XIV Międzynarodowej Pieszej Pielgrzymki z węgierskiej miejscowości Hidasnemeti, przez Słowację do Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach dotarła na miejsce. Sobota, 18 lipca, to dzień, w którym Panu Jezusowi Miłosiernemu mogli wspólnie podziękować za czas drogi i wyproszone łaski.
Pielgrzymi do Łagiewnik dotarli przed Godziną Miłosierdzia. Międzynarodową grupę pątników powitał rektor Sanktuarium Bożego Miłosierdzia, ks. Zbigniew Bielas i s. Mariela ze Zgromadzenia Matki Bożej Miłosierdzia. – Serdecznie Was witamy. Życzymy, aby pobyt tu, w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia, gdzie Pan Jezus Miłosierny świętej Siostrze Faustynie objawiał orędzie Bożego Miłosierdzia, przynosił Wam błogosławione owoce w Waszym życiu. 280 kilometrów w Waszych nogach, na Waszych barkach i sercach wszystkie intencje, które tutaj przynosiliście. Życzymy, aby to otwarte serce Jezusa przyjęło wszystkie intencje, które przynosicie – mówił ks. Zbigniew Bielas.
Po modlitwie w Godzinie Miłosierdzia, pielgrzymi zgromadzili się w kaplicy św. Siostry Faustyny w dolnej bazylice Bożego Miłosierdzia. Wdzięczni za dziewięć dni rekolekcji w drodze, uczestniczyli w Eucharystii, której przewodniczył pallotyn ks. Andrzej Dębski.
Msza św. sprawowana w krakowskich Łagiewnikach to moment, na który z utęsknieniem czekają wszyscy pielgrzymi. Ona też tradycyjnie kończy ich pielgrzymowanie. Po Eucharystii pątnicy wracają do swoich rodzin, domów, zajęć, niosąc prawdę o miłości miłosiernej.
Szósty raz w tej międzynarodowej pielgrzymce maszerował Krzysztof Piskadło. – To najpiękniejsza droga, którą idę, niosąc bagaż życia. Dziękuję, że otrzymałem ten dar rekolekcji w drodze. Boże Miłosierdzie towarzyszy mi w codzienności. Zawsze kieruję wszystkie moje słabości, z którymi po ludzku zostaję sam, do Bożego Miłosierdzia i w swoich modlitwach odnajduję spokój oraz siłę do codziennej walki – mówi. Pątnik przyznaje, że podczas pielgrzymki zawierza całą drogę swojego życia. – Oddaję Bożemu Miłosierdziu wszystkie problemy, z którymi się spotkałem, a które po ludzku są nie do rozwiązania. To czas łaski, gdzie moje sprawy zostają rozwiązane lub pojawia się droga, która sama staje się kierunkiem przybliżającym mnie do celu – mówi.
Krzysztof w ubiegłym roku szedł w intencji potomstwa dla jego chrześniaka. Pan Bóg wysłuchał jego modlitwy. Dziecko urodziło się w czerwcu, a niebawem będzie jego chrzest. Mężczyzna dodaje, że każda pielgrzymka jest dla niego bardzo ważna i szczęśliwa. – „Ci, co zaufali Panu otrzymują skrzydła…”. Zachęcam tych, którzy się zastanawiają czy warto ruszyć z miejsca. Warto – nie trać czasu – zaznacza Krzysztof Piskadło.
Elżbiecie Kubackiej z Gdańska trudno zliczyć, który raz szła tzw. Węgierką. Do udziału w międzynarodowym pielgrzymowaniu zachęciła ją koleżanka Krysia. – Poszłam raz i zachwyciła mnie wędrówka z pielgrzymami z Węgier, Słowacji i Polski. Było nas kilkakrotnie mniej niż w pielgrzymce z Gdańska na Jasną Górę, którą chodziłam. Było bardziej kameralnie. To był pierwszy ogromny plus – wylicza. Elżbieta podkreśla, że z utęsknieniem czeka na lipiec, aby pójść z pielgrzymką i słuchać o Dobrej Drodze ukochanego Jezusa i Jego Matce.
Pątniczka dzieląc się przeżyciami podczas pielgrzymowania, wskazuje na ogromną żarliwością z jaką Słowacy i Węgrzy modlą się do Jezusa Miłosiernego. – Jak żałują, że nie mogą czytać „Dzienniczka” św. Faustyny w oryginalnym języku tzn. w polskim. Dzięki temu zdałam sobie sprawę, jakie szczęście mamy my, Polacy, że św. Faustyna mówiła i pisała w naszym języku. Napędzona wiarą Słowaków i Węgrów pojechałam 2 lata temu do Wilna, gdzie chodziłam drogami św. Faustyny. To był owoc pielgrzymki węgierskiej – wyjaśnia.
Elżbieta Kubacka dodaje, że podczas pielgrzymki w sposób szczególny odczuwa obecność Jezusa, Maryi i jej Anioła Stróża. W sercach mocno zapisuje się też moment dotarcia do celu wędrówki – Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach.
Swoją historią pielgrzymowania dzieli się też inna pątniczka, Aleksandra Ławrynowicz-Drewek. W „Węgierce” idzie trzeci raz. Towarzyszy jej piętnastoletni syn, któremu również bardzo się podoba. Co ją skłoniło do tego, aby rozpocząć pielgrzymowanie w tej międzynarodowej grupie? – Wybrałam ją ze względu na dogodny termin, sporą grupę znajomych z ubiegłych lat i innych szlaków pielgrzymkowych oraz możliwość modlitwy w trzech językach: słowackim, węgierskim i polskim – wyjaśnia. Kobieta zwraca uwagę na atmosferę, która panuje w grupie. – Pielgrzymi są bardzo zżyci z sobą i pomagają sobie nawzajem. Trasa wiedzie przez malownicze górskie tereny i po drodze odwiedzamy wiele świątyń, w tym greckokatolickich. Należy podkreślić, że pielgrzymka jest bardzo dobrze zorganizowana przez księży salwatorianów i po drodze spotykamy się z ogromną gościnnością – mówi Ola Ławrynowicz-Drewek.
Cztery lata temu do grupy Międzynarodowej Pieszej Pielgrzymki z węgierskiej Hidasnemeti przez Słowację do Krakowa-Łagiewnik dołączyła Mirosława. Zrobiła to w szczególnym dla niej i jej rodziny czasie. – Moja młodsza córka oczekiwała na narodziny drugiego dziecka. Pod koniec ciąży lekarze poinformowali o podejrzeniu problemów zdrowotnych dziecka związanych z pracą jego serca. Całą rodziną modliliśmy się o cud zdrowia dla dzieciątka. 17 czerwca 2023 roku moja córka urodziła zdrową córeczkę. Za pierwszym razem pielgrzymowałam jako dziękczynienie za dar życia i zdrowia mojej wnuczki. Z każdym rokiem powodów do dziękczynienia mam więcej i próśb również przybywa, ale dla Pana Boga nie ma nic niemożliwego – mówi Mirosława.