Trud. Bez niego trudno wyobrazić sobie pielgrzymowanie. Pątnicy w drodze na Jasną Górę przemierzają codziennie – niezależnie od pogody - kilkadziesiąt kilometrów. Każdy z nich zmaga się też ze swoimi trudnościami. Jakimi i jak je pokonują? Zapytaliśmy pielgrzymów 45. Pieszej Pielgrzymki Krakowskiej oraz tych, którzy towarzyszyli im na trasie w kierunku Częstochowy.
Od 90 do nawet 150 kilometrów. Od 8 do 5 dni. Taką trasę pokonali pątnicy, którzy 11 sierpnia dotarli na Jasną Górę. Droga przed oblicze Czarnej Madonny to wyzwanie, nie tylko dla tych, którzy zmagają się z fizycznymi ograniczeniami. – Trud jest nieodłącznym elementem pielgrzymowania, ponieważ człowiek, który wybiera się na pielgrzymkę, musi przebyć konkretny odcinek drogi. W niektórych przypadkach są to bardzo duże odcinki. Najczęściej trud jest kojarzony z czymś negatywnym, ale można też patrzeć na coś, co motywuje do działania. Trud składa się na nasze życie. Trudno przed nim uciec – mówi bp Damian Muskus, który towarzyszył uczestnikom 45. Pieszej Pielgrzymki Krakowskiej w Bramie Krakowskiej, Chrzanowie i na Przeprośnej Górce w Olsztynie.
– To byłby bezsens podejmować trud dla samego trudu i zmęczenie dla samego zmęczenia. To byłoby samokatowanie się. Trud ma sens, niekiedy bardzo głęboki, jak widzi się określony cel, do którego się zmierza i dla którego warto się poświęcić – wskazuje abp Marek Jędraszewski. Metropolita krakowski pokonał z pątnikami pierwsze i ostatnie metry. Odprowadził ich z katedry na Wawelu pod bazylikę Mariacką 6 sierpnia i poprowadził spod Domu Arcybiskupów Częstochowskich na Jasną Górę 11 sierpnia. Przewodniczył również Mszy św. na zakończenie tegorocznej pielgrzymki.
Także bp Janusz Mastalski modlił się z uczestnikami Pieszej Pielgrzymki Krakowskiej. Był z nimi na Jasnej Górce w Ślemieniu, Smardzowicach, Jangrocie, Kąpielach Wielkich i w Rzędkowicach. Biskup podkreśla, że trud duchowy jest znacznie ważniejszym niż ten fizyczny. – To jest czas przemiany, czas, w którym każdy człowiek próbuje coś w sobie zmienić, coś przepracować. Dlatego ten trud jest dość mocno związany duchowością. Jeżeli chcemy pielgrzymować z nadzieją, w nadziei do nadziei to musi być związane z trudem – mówi. – Każda pielgrzymka to jest wielki wysiłek. Liczy się modlitwa, umartwienie i także trud. To wszystko składa się na wielki wkład w życie Kościoła lokalnego, ale i poszczególnych ludzi i parafii. To ważna inicjatywa – podkreśla z kolei kard. Stanisław Dziwisz. Arcybiskup krakowski senior tradycyjnie przewodniczył Mszy św. dla uczestników ze Wspólnoty I Prądnickiej w Smoleniu. – Jak się idzie razem, we wspólnocie to jest siła. Chrześcijanie nie zbawiają się sami. Zbawiają się w Kościele, we wspólnocie, którą ustanowił Pan Jezus – dodaje abp Marek Jędraszewski.
Czy codzienne dojazdy do pielgrzymów, aby wspólnie z nimi się modlić, niosą ze sobą trudności? – Jest mi wstyd, że już nie chodzę. Z radością wstaje rano, żeby się spotkać z pielgrzymami. Myślę, że tu trudu nie ma, jest raczej fascynacja, podziw. Oni są dla mnie również nadzieją. Trudu tutaj nie ma. Jest wielka, wielka, ogromna radość – odpowiada bp Janusz Mastalski.
W drodze pątnikom towarzyszyli przewodnicy wspólnot i grup. Dla ks. Damiana Drzyżdżyka ze Wspólnoty VII Chrzanów-Libiąż-Spytkowice był to debiut w tej roli. – Może jakieś lęki, może jakieś obawy, ale miałem dobrze przygotowany podkład przez poprzednika – mówi, zapytany o wyzwania, jakie wiązały się dla niego z byciem głównym przewodnikiem członu. – Trud przewodnika wiąże się z organizacją. Żeby wyruszyć 6 sierpnia z Wawelu, trzeba najpierw poświęcić wiele tygodni czy nawet miesięcy na przygotowania, zebrania grupy osób odpowiedzialnych, organizację zapisów, przekazanie informacji – wymienia o. Maciej Majdak OCist. Jest przewodnikiem grupy mogilskiej, należącej do Wspólnoty IV Nowohuckiej.
– Receptą na te trudności jest cel, do którego zdążamy, czyli Jasna Góra. Bycie tam, spoglądnięcie w oblicze Matki Boskiej Częstochowskiej – to jest rekompensata tych wszystkich trudów. Trudności były, są i będą, więc nie ma co skupiać się na nich bezpośrednio, zwłaszcza trwając w Roku Świętym, gdzie jesteśmy pielgrzymami nadziei, więc tym bardziej miejmy nadzieję, że trudy przeminą, a wszystko będzie kierowało się ku dobremu celowi – mówi cysters z krakowskiej Mogiły.
Nad bezpiecznym przemarszem pątników czuwają służby. Porządkowi – tacy jak Norbert ze Wspólnoty VI Skawina-Czernichów-Krzeszowice – dbają o to na trasie. – Robimy najwięcej kilometrów. To dla nas, porządkowych jest dodatkowych trudem – dzieli się.
Dariusz, lekarz ze Wspólnoty III Podgórsko-Wielickiej wspiera ich medycznie. Pielgrzymka to dla niego czas urlopu. Spędza go w ten sposób od 30 lat. W tym czasie pochylał się nie tylko nad bąblami, otarciami czy asfaltówką, ale nawet porodami. Jaka jest według niego recepta na dobrą pielgrzymkę? – Dużo wiary, dobrej nadziei, serce wypełnione miłością do ludzi i Maryi, żeby maszerowali dzielnie, a my, żebyśmy mogli przystawać z boku i machać do nich na całej drodze – odpowiada.
Fizyczne ograniczenia nie stanowiły przeszkody dla pątników 45. Pieszej Pielgrzymki Krakowskiej na Jasną Górę. Niezależnie od wieku. Krystyna ze Wspólnoty VIII Suskiej w tym roku na szlak wyruszyła po raz 12. – Postanowiłam sobie, jak przeszłam na emeryturę, że będę pielgrzymować do Matki Bożej i coraz bardziej mnie to wciąga, mimo lat, które mam – mówi. Kobieta od 22 lat zmaga się z chorobą nowotworową, ale nie zatrzymuje jej to w domu. – Jestem, żyję i cieszę się z tego. To mnie motywuje. Po prostu trzeba oddać się Matce Bożej i wszystko będzie dobrze – dzieli się.
Wiktoria ma 8 lat i po raz 5. pielgrzymowała ze Wspólnotą V Myślenice-Gdów-Niepołomice-Mszana Dolna. Z jakimi trudnościami się zmagała? – Słońce razi i nogi bolą – odpowiada dziewczynka, debiutująca jako muzyczna w grupie mszańskiej. Taką posługę podczas tegorocznej pielgrzymi pełniła też Ola ze Wspólnoty II Śródmiejskiej. – Największy trud to samo w sobie pielgrzymowanie, czyli chodzenie. Nogi w pewnym momencie już bardzo bolą. Plecy też bolą. Ten ból fizyczny jest – wydaje mi się – tym największym trudem – mówi. – Jestem pierwszy raz na pielgrzymce, więc dla mnie samym trudem było odważenie się i przyjechanie tu, ale jest wspaniale – dzieli się Weronika, która – podobnie jak Ola – na Jasną Górę zmierzała z grupą 13.
Wśród pątników było również wiele rodzin. Jak pielgrzymuje się w takiej wspólnocie? – Idziemy z małymi dziećmi, więc tych trudów jest dużo. To są dzieci, więc musimy dbać o ich potrzeby i patrzeć przez ich pryzmat – odpowiada Krzysztof ze Wspólnoty I Prądnickiej. Na Wawelu towarzyszył im jego tata, a na trasie już trzecie, najmłodsze pokolenie rodziny. – W grupie lepiej pokonywać przeciwności. Staramy się wspierać. Wiemy, że to różnie wychodzi, ale się staramy. Wszystko jest do rozwiązania, ale trzeba najpierw podjąć wyzwanie – dodaje Agnieszka.
Według głównego koordynatora Pieszej Pielgrzymki Krakowskiej w każdym wyzwaniu najważniejszy jest cel. – Jeżeli będziemy widzieli cel, sens tego, co robimy, to te trudy stają się zupełnie małe i nieistotne. Nawet jeśli pojawią się w trakcie, chociażby pielgrzymowania, to zostaną pokonane, bo przyświecał będzie nam cel, który sobie wyznaczyliśmy – mówi ks. Jacek Pierwoła.
Uczestnicy 45. Pieszej Pielgrzymki Krakowskiej osiągnęli go 11 sierpnia. Teraz są już w domach. Odebrali bagaże, odpoczywają i planują kolejną, 46. edycję.