– Franciszek nie umierał dwa, trzy dni. Franciszek umierał lata. Był jak ziarno, które obumiera i dlatego rodzi życie. Dlatego jesteśmy dzisiaj tak tu tłumnie, bo on, jego śmierć nami wszystkimi owocuje. Ale właśnie dlatego, że w nim była taka miłość do Kościoła, także wtedy, kiedy ta jego miłość do Kościoła, do braci, do najbliższych braci, okazała się krzyżowa – mówił kard. Grzegorz Ryś podczas uroczystości odpustowych z okazji 800. rocznicy śmierci św. Franciszka z Asyżu w krakowskiej bazylice jemu poświęconej.
Na początku Mszy św. kard. Grzegorza Rysia powitał gwardian o. Grzegorz Siwek OFMConv. Dziękując za obecność metropolity krakowskiego w liturgiczną uroczystość założyciela zakonu franciszkańskiego, zaznaczył, że św. Franciszek jest ważną postacią także w życiu metropolity. Rektor Bazyliki św. Franciszka powitał również prowincjałów wszystkich krakowskich prowincji franciszkańskich, a także siostry i braci z Franciszkańskiego Zakonu Świeckich. – To najlepszy prezent, jaki możemy dać na 800-lecie św. Franciszkowi, że jesteśmy razem i że możemy razem się modlić i razem dziękować za św. Franciszka – mówił o. Grzegorz Siwek.
W czasie homilii kard. Grzegorz Ryś zwrócił uwagę na zdanie z Listu św. Pawła do Galatów: „Nie daj Boże, bym się miał chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa” i jego echo w „Napomnieniu V” św. Franciszka. Święty w tym tekście zaznacza, że żadne stworzenie nie ma takiej godności jak człowiek, który nosi w sobie obraz i podobieństwo Syna Bożego. Równocześnie zauważa, że każde stworzenie na ziemi służy Bogu lepiej niż człowiek. W tym „Napomnieniu” Franciszek wskazuje, z czego człowiek może, a z czego nie powinien się chlubić. Biedaczyna z Asyżu przestrzega, że nie można się chlubić tym, że jest się bystrym, mądrym, że posiada się dużo wiedzy, potrafi się mówić wieloma językami, jest się piękniejszym, bogatszym, ma się zdolność czynienia cudów czy wypędzania złych duchów. Kardynał zwrócił uwagę na podobieństwo tego tekstu do „Hymnu o miłości” z Listu do Koryntian. Franciszek przestrzega, że nie można tym wszystkim się chlubić, bo nic z tego nie należy i nie zależy od człowieka, a co więcej, może stać się jego przeciwnikiem. – Te wszystkie twoje wielkie dary, umiejętności uderzą w Ciebie samego, jeśli nie kochasz – mówił metropolita krakowski. – Z czego możesz się chlubić? Możesz się chlubić z takiej miłości, która ma formę krzyża – dodawał, zaznaczając, że nikt nie kocha po to, żeby być ukrzyżowanym, co nie zmienia faktu, że miłość, którą człowiek ma w sobie, wcześniej czy później objawi się w postaci krzyża.
W tym kontekście kardynał zwrócił uwagę na myśl Franciszka, który w liście do jednego z ministrów zaznaczył, że najważniejsze z całej Reguły są przepisy dotyczące relacji z braćmi, „którzy nam przeszkadzają w drodze do Boga”. Święty wskazuje w ten sposób na „przestrzeń miłosierdzia” – przestrzeń, w której miłosierdzia można komuś udzielić, albo przynajmniej zapytać, czy go nie potrzebuje. Metropolita zauważył, że to było doświadczenie samego Franciszka, który kilka lat przed śmiercią był nazywany przez swoich braci „simplex et idiota” – „prosty i niewykształcony”, a oni, już jako uczeni, uważali go za niepotrzebnego w swojej wspólnocie. Kard. Grzegorz Ryś stwierdził, że stygmaty św. Franciszka były znakiem „niesłychanej miłości do jego braci, którzy stanęli jako przeszkoda na jego drodze do Boga”. – Franciszek nie umierał dwa, trzy dni. Franciszek umierał lata. Był jak ziarno, które obumiera i dlatego rodzi życie. Dlatego jesteśmy dzisiaj tak tu tłumnie, bo on, jego śmierć nami wszystkimi owocuje. Ale właśnie dlatego, że w nim była taka miłość do Kościoła, także wtedy, kiedy ta jego miłość do Kościoła, do braci, do najbliższych braci, okazała się krzyżowa – mówił metropolita krakowski. – Jak chcesz naprawić Kościół, to musisz Go kochać także wtedy, kiedy ma twarz brata, który Ci przeszkadza w drodze do Boga. A jak tego nie masz, to nie masz się czym chlubić – dodawał.
Komentując słowa Jezusa: „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom”, kardynał przywołał zdanie św. Franciszka z listu do św. Antoniego: „Podoba mi się, że czytasz świętą teologię braciom tak długo, jak pomiędzy tym studium nie gasisz ducha modlitwy i pobożności”. Metropolita zauważył, że Franciszek ponownie wskazuje na coś dobrego, co może działać przeciw człowiekowi. Stwierdził, że Biedaczyna z Asyżu mówi do Antoniego, żeby nie brał części za całość, ani za część najważniejszą. – Studia, teologia są bardzo ważną częścią naszej drogi ku Bogu. Ale nie są całością i nie są częścią najważniejszą. Dlatego, że żadne studia nie zastąpią tego poznania Boga, którym jest spotkanie z Nim – Boga się poznaje w spotkaniu. Boga się poznaje w relacji. A tym spotkaniem i tą relacją jest modlitwa pełna pobożności – mówił kardynał. – Duch modlitwy, tak, jak go pokazuje ta Ewangelia, to jest duch tego, który jest mniejszy, który, jeśli trzeba, to jest najmniejszy – dodawał.
Metropolita krakowski zwrócił uwagę, że w Ewangelii użyte jest greckie słowo „nepios” – „niemowlę”. Zaznaczył, że o taką relację człowieka z Bogiem chodzi, jak niemowlęcia wobec ojca, czyli pełnej zależności, ale i pełnego zaufania; świadomości, że wszystko Jemu zawdzięcza. Kardynał podkreślił, że kiedy ma się taką relację z Bogiem, to wtedy można studiować teologię. – Musisz Go takim znać, jak chcesz odbudowywać Kościół. (…) Jak nie wiesz, kim jest Bóg, zostaw Kościół w spokoju – apelował kardynał.
Przed błogosławieństwem o. Mariusz Kozioł OFMConv, minister prowincjalny krakowskiej prowincji Zakonu Braci Mniejszych Konwentualnych podziękował wszystkim uczestnikom uroczystości jubileuszowych. – Św. Franciszek byłby wzruszony, widząc Was, bracia i siostry, dzisiaj którzyście przyszli z miłości do niego, z wielkiego szacunku dla jego życia – mówił prowincjał. Podziękował kard. Grzegorzowi Rysiowi, że odkrywa Franciszka przed franciszkanami i ciągle na nowo go im „zadaje”. Zwrócił uwagę, że za 11 lat będzie 800. rocznica przybycia franciszkanów do Krakowa. Kard. Grzegorz Ryś przypomniał również, że za dwa lata będzie jeszcze 800. rocznica kanonizacji św. Franciszka.