STRONA GŁÓWNA / AKTUALNOŚCI / DOBRA NOWINA: PROSTY RUCH. ROZWAŻANIE NA X NIEDZIELĘ ZWYKŁĄ, ROK A

Dobra Nowina: Prosty ruch. Rozważanie na X Niedzielę Zwykłą, Rok A

Dobra Nowina to seria rozważań niedzielnej Ewangelii w formie podcastów, przygotowywanych przez ks. Artura Czepiela, archidiecezjalnego duszpasterza służby liturgicznej oraz ks. Jakuba Łabuza. Zapraszamy w każdą sobotę i wigilię uroczystości o godz. 17.07 na kanał YouTube i Spotify Archidiecezji Krakowskiej.



Pierwsze, czego dowiadujemy się o Mateuszu z tego fragmentu Ewangelii, to to, że siedzi. Siedzi w komorze celnej. Niby nic szczególnego. Każdy gdzieś siedzi: w pracy, w domu, w samochodzie, przy biurku. W Ewangelii jednak to „siedzenie” Mateusza jest bardzo wymowne, bo człowiek może siedzieć nie tylko na krześle. Można siedzieć w schemacie. W roli, którą inni mi przypisali. W decyzjach, które zaczęły mnie definiować. W opinii, której nie umiem od siebie odkleić. W wygodzie, która na początku była sukcesem, a potem stała się więzieniem.

Mateusz siedzi w komorze celnej, czyli w miejscu bardzo konkretnym. To jest jego stanowisko, jego zarobek, jego pozycja, jego codzienność. Może nawet jego sposób na przetrwanie. Nie wiemy, czy był szczęśliwy. Ewangelia tego nie opisuje. Ale wiemy jedno: kiedy słyszy „Pójdź za Mną”, wstaje. To właśnie to słowo jest dziś najważniejsze: „wstał”. Nie dyskutował, przynajmniej Ewangelia tego nie pokazuje. Nie poprosił o gwarancję bezpieczeństwa i opis stanowiska. Wstał, czyli zrobił coś, co wcale nie jest takie proste: przerwał ciąg dalszy tego samego.

Wielu ludzi potrzebuje dziś takiej odwagi, żeby wreszcie wstać z miejsca, które już ich pomniejsza. Można bardzo długo siedzieć w życiu, w którym jest wszystko, ale nie ma życia. Wszystko się kręci, rachunki są płacone, kalendarz jest pełny, telefon ciągle świeci. Z zewnątrz nawet wygląda to normalnie, a w środku coś cichnie. Człowiek coraz rzadziej pyta: „Po co ja to robię?”, a coraz częściej mówi: „Tak już jest i tyle”. To dzisiejsze słowo przychodzi jako przerwanie automatu. Jezus przechodzi obok człowieka, który utknął w miejscu, i mówi: „Pójdź za Mną”.

To zdanie nie jest tylko dla tych, którzy kiedyś pójdą do seminarium czy zakonu. To zdanie jest dla każdego, kto ma odwagę zapytać: czy ja naprawdę idę, czy tylko siedzę w dobrze znanym miejscu? Można być bowiem bardzo aktywnym, ale wewnętrznie stać w miejscu. Można mieć dużo planów, ale nie mieć kierunku. Można robić mnóstwo rzeczy, ale od dawna nie zrobić choćby jednego kroku, który naprawdę coś zmienia.

Mateusz wstaje od stołu, a to znaczy, że jego życie przestaje obracać się tylko wokół liczenia, zabezpieczania i kontrolowania. I to jest bardzo aktualne. Bo nasze komory celne nie zawsze wyglądają jak moralne skandale. Czasem wyglądają bardzo porządnie. To może być praca, która daje prestiż, ale zabiera duszę. To może być ambicja, która miała pomagać się rozwijać, a zaczęła zjadać relacje. To może być ciągłe porównywanie się z innymi. To może być potrzeba kontroli. To może być życie tak urządzone, żeby niczego nie ryzykować.

Jezus mówi do Mateusza: „Pójdź”, czyli rusz się. Wyjdź w drogę. Przestań być człowiekiem, którego życie da się opisać jednym miejscem, jedną funkcją, jedną historią. Nie jesteś tylko tym, co robisz. Nie jesteś tylko tym, co posiadasz. Nie jesteś tylko tym, jak cię widzą inni. Jesteś kimś, kto może pójść za głosem dużo większym niż głos własnego lęku.

Potem Jezus siada do stołu. To jest druga ważna scena. Najpierw Mateusz wstaje od swojego stołu, a potem siada przy innym stole. To nie jest drobiazg. Ewangelia pokazuje, że chrześcijaństwo nie polega tylko na odejściu od czegoś. Polega też na wejściu w nową bliskość. Mateusz nie zostaje sam ze swoją decyzją. Jest stół. Są ludzie. Jest Jezus pośrodku. To znaczy, że prawdziwa przemiana potrzebuje relacji. Człowiek najczęściej zmienia swoje życie wtedy, gdy znajdzie przestrzeń, w której może oddychać inaczej. Tu właśnie pojawia się napięcie. Faryzeusze patrzą i pytają uczniów: „Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami?”.

To pytanie wcale nie jest takie odległe. Ono powraca zawsze wtedy, gdy religia zaczyna bardziej pilnować dystansu niż bliskości. Zawsze wtedy, gdy najważniejsze staje się to, kto z kim siedzi, kto do kogo pasuje, kto jest wystarczająco „nasz”, a kto psuje obraz. Jezus odpowiada obrazem lekarza. „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają”.Lekarz nie jest od tego, żeby podziwiać zdrowych. Lekarz jest od tego, żeby wejść tam, gdzie coś boli, gdzie coś nie działa. To jest bardzo trzeźwe spojrzenie na wiarę, która jest zgodą, żeby Bóg dotknął miejsc, które zwykle maskujemy. Dlatego Jezus dodaje: „Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary”. Miłosierdzie jest sprawdzianem, czy naprawdę rozumiemy Boga. Można znać modlitwy, zwyczaje, przepisy, można mieć religijny język, a jednocześnie minąć człowieka, który potrzebuje obecności. Można być poprawnym, ale zimnym. Można być zasadniczym, ale niezdolnym do spotkania. Jezus nie atakuje praktyk religijnych, ale uderza w religijność, która potrafi złożyć ofiarę, lecz nie potrafi zrobić miejsca przy stole. W religijność, która pilnuje formy, ale gubi człowieka.

Ta Ewangelia zostawia nam trzy bardzo konkretne pytania. Pierwsze: przy czym ja siedzę? Co jest moją komorą celną? Nie w sensie czegoś spektakularnego, ale miejsca, w którym utknąłem. Może to wygodny kompromis, pośpiech, praca bez granic. Może relacja, w której już dawno przestałem być uczciwy

Drugie pytanie: czy potrafię wstać? Nie kiedyś, nie w teorii, nie po kolejnym znaku z nieba. Wstać, czyli zrobić pierwszy konkretny krok. Zadzwonić. Przeprosić. Uciąć coś, co mnie niszczy. Wrócić do modlitwy. Przestać karmić się porównywaniem. Poprosić o pomoc.

Trzecie pytanie: przy jakim stole siedzę i dla kogo jest tam miejsce? Może łatwo mówimy o miłosierdziu, ale trudniej posadzić obok siebie kogoś niewygodnego. Kogoś, kto nie pasuje do naszego świata.

Mateusz siedział. Jezus przeszedł. Mateusz wstał. Cała Ewangelia zaczyna się tu od prostego ruchu. Od decyzji, że nie muszę zostać w miejscu tylko dlatego, że siedzę tam od dawna. Może słowo „wstań” to jest właśnie słowo na dziś. Wstań, żeby zacząć iść, bo wiara nie jest siedzeniem przy własnym stole i pilnowaniem, żeby nic się nie zmieniło. Wiara jest drogą za Tym, który zaprasza do życia większego niż to, które już zdążyliśmy sobie urządzić.

Fragment Ewangelii do rozważenia (Mt 9, 9-13):

Jezus, wychodząc z Kafarnaum, ujrzał człowieka imieniem Mateusz, siedzącego na komorze celnej, i rzekł do niego: «Pójdź za Mną!» A on wstał i poszedł za Nim.

Gdy Jezus siedział w domu za stołem, przyszło wielu celników i grzeszników i zasiadło wraz z Jezusem i Jego uczniami. Widząc to, faryzeusze mówili do Jego uczniów: «Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami?»

On, usłyszawszy to, rzekł: «Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: „Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary”. Bo nie przyszedłem, aby powołać sprawiedliwych, ale grzeszników».

Ks. Jakub Łabuz | Archidiecezja Krakowska




ZOBACZ TAKŻE