W sobotę, 16 maja br. w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach, odbyła się IX Pielgrzymka Rodzin Dzieci Utraconych. Mszy św. sprawowanej w Bazylice w samo południe przewodniczył ks. prałat Franciszek Ślusarczyk, proboszcz parafii Najświętszej Marii Panny Matki Kościoła w Krakowie.
Zebranych w Bazylice Bożego Miłosierdzia przywitał ks. Zbigniew Bielas, rektor Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach.
W homilii ks. Franciszek Ślusarczyk mówił o Karolu Wojtyle, który przeżył śmierć mamy, taty, brata, a siostry wcale nie poznał. Przywołał słowa, które wypowiedział już jako papież, że „miłości bez krzyża nie znajdziesz, a krzyża bez miłości nie udźwigniesz. – To właśnie miłość pomogła mu w zachowaniu i rozwoju skarbu wiary i ta sama Boża miłość sprawiła, że później jako człowiek dorosły, kapłan, biskup i papież nigdy nie został synem utraconej nadziei, choć należał do rodziny dziecka utraconego. Co więcej, darami żywej wiary oraz ufnej nadziej ubogacał przez kolejne lata miliony ludzi na całym świecie – powiedział.
W czasie procesji z darami na ołtarzu zostały złożone karty z imieniem i nazwiskiem zmarłego dziecka. Imiona dzieci po zakończonej pielgrzymce będą wpisane do Księgi Dzieci Utraconych prowadzonej w sanktuarium.
W czasie pielgrzymki w trakcie nabożeństwa zwierzenia kapłan przekazał rodzinom z paschału Światło Chrystusa Zmartwychwstałego. Rodzice z zapalonymi świecami odmówiły Akt Zawierzenia Dziecka Bożemu Miłosierdziu i odśpiewali Magnificat jako dziękczynienie za dar jego życia.
Do Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach przybyli dziś rodzice i rodziny, które straciły potomstwo. W ten sposób nie tylko oddali ból Panu Jezusowi, ale też mogli napełnić swoje serca niekończącą się nadzieją zanurzoną w miłosiernej miłości Pana Boga.
Była to już dziewiąta Ogólnopolska Pielgrzymka Rodzin Dzieci Utraconych. Rodziny zgromadzone w łagiewnickim sanktuarium przybyły do niego z całej Polski. Jedne były po raz pierwszy. Inne przyjechały kolejny raz.
Familiolog doktor Piotr Guzdek z Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka wyjaśnia, że pielgrzymka ta ma charakter paschalny. – W jej centrum trzeba widzieć Zmartwychwstałego Chrystusa w obrazie „Jezu, ufam Tobie”, który ukazuje rodzicom ich własną tożsamość po stracie. Pan Jezus ze śladami męki ostatecznie przekonuje rodziców, że rany tak głęboko odciśnięte w ich psychice i duchowości, są niekwestionowalnymi znakami ich miłości – wyjaśnia i dodaje: „światło z paschału wskazuje z kolei na perspektywę życia wiecznego, będącego nowym, obecnym życiem dziecka”.
Często rodziny, znajomi rodziców, których dzieci zmarły nie wiedzą jak wspierać takie osoby. Doktor Piotr Guzdek podkreśla, że najważniejszym wsparciem jest nasza obecność. Niewątpliwie obecność, która otwiera się na trudne stany emocjonalne osoby osieroconej, która nie bojkotuje bolesnej narracji o stracie, która nie wartościuje i nie wymaga określonego sposobu zachowania, ale pozostaje otwarta i empatyczna – dodaje ekspert z Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka.
Sami rodzice, których dzieci zmarły również wskazują na obecność, jako znaczącą formę pomocy. – Oczywiście żadne słowa nie zakryją tego, czego doświadczyliśmy. Był taki moment, kiedy znajomi, sąsiedzi a nawet dalsza rodzina bali się z nami rozmawiać. Dla wszystkich było to trudne – wspomina Dariusz z Warszawy, którego synek przeżył zaledwie dwa miesiące. Wcześniej wraz z żoną Martą w wyniku poronienia stracili dwoje dzieci. – Początkowo był we mnie ogromny żal do Pana Boga. Nie rozumiałem sensu w tym co nas spotkało. Obwiniałem wszystkich, Pana Boga i cały świat. Nasze małżeństwo zaczęło się sypać. To były trudne lata, które przetrwaliśmy – i nie mam co do tego wątpliwości – dzięki modlitwie mojej teściowej Janiny. To święta kobieta i bardzo mądra. To ona pewnego dnia pokazała nam różaniec i zaleciła modlić się codziennie razem. Jak któreś z nas było w pracy, to duchowo się łączyliśmy. Z każdym tygodniem, miesiącem było lepiej aż w końcu nasze serca wypełniła miłość i wdzięczność. I wtedy zadziały się cuda. Kiedy dowiedzieliśmy się o kolejnej ciąży nawet przez chwilę nie pojawił się lęk o to, czy tym razem wszystko będzie dobrze – wyjaśnia mężczyzna. Jego żona Marta dodaje, że mają dwoje dzieci przy sobie i troje w Niebie. Codzienny, wspólny różaniec pozostał z nimi do dziś. – Kiedy dowiedziałem się, że znowu będziemy rodzicami, to postanowiłem codziennie odmawiać Koronkę do Bożego Miłosierdzia, aby Panu Jezusowi jasno mówić „ufam Tobie” – wyjaśnia Dariusz.
Lidia i Andres przez wiele lat starali się o potomstwo. – Nasze pierwsze dziecko straciliśmy na wczesnym etapie ciąży. Na początku nic nie mogliśmy pojąć, czuliśmy się urażeni i niczym owce bez pasterza – wspomina Lidia. Jej mąż dodaje, że na początku trudno było pogodzić się z tą stratą. – Czułem się, jakby Bóg obdarzył nas długo wyczekiwaną łaską, a potem nagle ją nam odebrał. Jednak dzięki modlitwie łzy stopniowo ustąpiły miejsca pogodzeniu się z sytuacją, a później nadziei, że nie będziemy musieli długo czekać na narodziny naszego drugiego dziecka – mówi mężczyzna.
Lidia podkreśla, że w najtrudniejszym dla ich małżeństwa czasie Miłosierdzie Boże okazało się w ludziach, którzy w tym czasie byli przy nich. – Pocieszali nas, otaczali modlitwą, dobrym słowem, a często też dzielili się własną historią utraty dziecka, dając nadzieję i wiarę – dodaje kobieta.
Ufność w Miłosierdzie Boże, wiara i pełne oddanie woli Pana Boga nie tylko pomogły małżeństwu żyć w spokoju o przyszłość. – Wspomniałem, że mieliśmy nadzieję, że będzie nam dane zostać ponownie rodzicami. I tak się stało. W rok po tej stracie na świat przyszedł nasz największe skarb – nasza córeczka Luciana. Dziękujemy Ci, Panie – mówi Andres a Lidia dodaje: – Pan Bóg jest dobry i warto zaufać do końca.