STRONA GŁÓWNA / AKTUALNOŚCI / DOBRA NOWINA: OSKARŻENI, KTÓRYM DAROWANO ŻYCIE. ROZWAŻANIE NA WIELKI PIĄTEK, ROK A

Dobra Nowina: Oskarżeni, którym darowano życie. Rozważanie na Wielki Piątek, Rok A

Dobra Nowina to seria rozważań niedzielnej Ewangelii w formie podcastów, przygotowywanych przez ks. Artura Czepiela, archidiecezjalnego duszpasterza służby liturgicznej oraz ks. Jakuba Łabuza. Zapraszamy w każdą sobotę i wigilię uroczystości o godz. 17.07 na kanał YouTube i Spotify Archidiecezji Krakowskiej.



Prawdopodobnie za każdym razem, gdy w Wielki Piątek słuchamy opisu Męki Pańskiej, wpadamy w tę samą pułapkę. Słuchamy o zdradzie, o niesprawiedliwym sądzie, o biczowaniu i ukrzyżowaniu i podświadomie, w naszych głowach, stajemy po „dobrej” stronie. Stawiamy siebie pod krzyżem obok Maryi i Jana. A z tej bezpiecznej, pobożnej pozycji bardzo łatwo jest nam wydawać wyroki na tych po drugiej stronie.

Oburzamy się na Judasza – jak mógł sprzedać Przyjaciela za parę srebrników? Gardzimy Piłatem – jak mógł być tak wielkim tchórzem, by dla świętego spokoju skazać niewinnego człowieka? Jesteśmy przerażeni okrucieństwem rzymskich żołnierzy i głupotą tłumu, który jeszcze w niedzielę krzyczał „Hosanna”, a w piątek wrzeszczał „Ukrzyżuj Go!”. Dziwimy się Piotrowi, który trzy lata, słuchał nauczań Mistrza, był świadkiem cudów i świętości życia Jezusa, a w momencie największego cierpienia, trzykrotnie wypiera się znajomości z Nim.

Myślimy sobie: „Gdybym tam był, zachowałbym się inaczej. Stanąłbym w Jego obronie”. Ale to jest iluzja. To jest nasza pycha, która nie pozwala nam zobaczyć prawdy. Dzisiaj, w ten Wielki Piątek, musimy zedrzeć z siebie tę maskę nieskazitelności. Bo prawda jest taka, że my wcale nie stoimy tylko obok Maryi. My jesteśmy dokładnie w tym samym tłumie, który Go krzyżuje.

Jakże łatwo nam dzisiaj oceniać innych. My staliśmy się wręcz ekspertami od wydawania wyroków. Wystarczy nam nagłówek w gazecie, plotka usłyszana w kolejce, jeden post w internecie, by kogoś publicznie ukrzyżować. Szafujemy wyrokami na prawo i lewo. Wiemy, kto jest złym politykiem, kto beznadziejnym sąsiadem, kto zawalił w rodzinie, kto w Kościele jest faryzeuszem. Z łatwością punktujemy błędy i grzechy innych, czując przy tym fałszywą wyższość.

Co się stanie, gdy w tę wielkopiątkową ciszę Bóg postawi przed nami lustro? Co zobaczysz, Bracie i Siostro, w swoim własnym życiu, gdy spojrzysz w nie z taką samą bezwzględnością, z jaką oceniasz innych? Ile razy byłeś Piłatem? Kiedy widziałeś, że komuś w pracy, w szkole czy w rodzinie dzieje się krzywda, ale umyłeś ręce? Odwróciłeś wzrok, bo tak było bezpieczniej? Bo nie chciałeś stracić stanowiska, relacji, „świętego spokoju”? Ile razy byłeś w tym tłumie, który krzyczy „Ukrzyżuj”? Kiedy dołączyłeś do obgadywania, do hejtu, do niszczenia czyjegoś dobrego imienia tylko dlatego, że inni tak robili? Ile razy byłeś jak rzymski żołnierz? Kiedy z zimną krwią, z pełną świadomością uderzyłeś słowem kogoś bliskiego w jego najczulszy punkt, żeby zabolało jak od uderzenia biczem. Żeby udowodnić swoją rację. I wreszcie – ile razy byłeś Judaszem? Kiedy sprzedałeś swoją wiarę, swoje zasady, swoje sumienie, swojego współmałżonka czy przyjaciela dla chwili własnej wygody, dla pieniędzy, dla przelotnej przyjemności?

My także jesteśmy oprawcami. Nasze grzechy to nie są abstrakcyjne pojęcia zapisane w katechizmie. To są konkretne gwoździe. To są konkretne uderzenia. I właśnie w tym momencie, kiedy dociera do nas ta przeszywająca prawda o naszej własnej nędzy, kiedy uświadamiamy sobie, że zasługujemy na odrzucenie i sprawiedliwy gniew Boga, z krzyża padają słowa.

Jezus, wisząc w agonii, z rozerwanym ciałem, łapiąc z trudem każdy oddech, podnosi swoje oczy ku niebu. Nie po to, by przeklinać. Nie po to, by wzywać aniołów pomsty. On patrzy na Ojca i mówi: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią”.

Bracia i siostry, zrozummy to dzisiaj z całą mocą: On nie mówi tego tylko o ludziach sprzed dwóch tysięcy lat. On w tym momencie, z wysokości krzyża, patrzy przez czas i przestrzeń. Patrzy na ławki naszych kościołów. Patrzy także w Twoje serce. I krzyczy do Ojca o Tobie: „Ojcze, przebacz mu, kiedy wczoraj w gniewie niszczył słowem swoją żonę. On jest zaślepiony swoimi emocjami, on nie wie, co czyni”. „Ojcze, przebacz jej, kiedy z zazdrości obgadywała i niszczyła swoją przyjaciółkę. Przebacz jej tę zdradę, bo ona sama jest tak zagubiona i zraniona, że nie wie, co czyni”. „Ojcze, przebacz im to, że odeszli, że mnie odrzucili, że wybrali grzech. Grzech ich tak oszukał, tak ogłupił, że naprawdę nie wiedzą, w jaką przepaść idą. Przebacz im. Zapłać moim życiem za ich błędy”.

To grzech sprawia, że ślepniemy. Kiedy ranimy innych, kiedy niszczymy samych siebie – w głębi duszy naprawdę nie rozumiemy, jak wielkie zło wyrządzamy. Jesteśmy jak dzieci bawiące się ogniem, które palą własny dom. A Jezus, zamiast nas za to potępić, zasłania własnym ciałem przed konsekwencjami tego pożaru. On staje się jedynym obrońcą. Gdy my wydajemy wyroki na wszystkich dookoła, Bóg na krzyżu wydaje na nas wyrok ułaskawiający.

Już dzisiaj w naszych świątyniach zostanie ukazany krzyż. Zbliżymy się do niego, by go ucałować. Ale nie podchodźmy do tego krzyża jako sprawiedliwi. Nie podchodźmy jako ci „dobrzy”, którzy przyszli pożałować biednego, cierpiącego Jezusa. Podejdźmy do Niego dzisiaj jako winni, którym właśnie darowano życie. Podejdźmy z pełną świadomością własnych win, własnego jadu, własnych zdrad i własnej pychy.

I ucałujmy te przebite stopy z wdzięcznością kogoś, kto wiedział, że zasługuje na karę, ale usłyszał: „Przebaczam ci”.

A kiedy wyjdziemy dziś z kościoła, kiedy kolejnego dnia spotkamy tego człowieka, którego tak łatwo nam oceniać, kiedy spotkamy kogoś, kto nas skrzywdził, kto nas denerwuje, kogo najchętniej byśmy skreślili przypomnijmy sobie ten moment, gdy klęczeliśmy przed Jezusem przybitym do krzyża.

Skoro święty i niewinny Bóg potrafił spojrzeć na Ciebie w Twoim najgorszym grzechu i powiedzieć: „Ojcze, przebacz mu” to jakim prawem Ty, człowiek pełen wad, słabości, braków, chcesz odmawiać przebaczenia swojemu bratu? Jakim prawem chcesz rzucać kamieniem, skoro przed chwilą sam zostałeś wyrwany spod topora?

Niech te słowa z krzyża: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią”, nie będą tylko wspomnieniem. Niech staną się od dzisiaj naszym sposobem patrzenia na drugiego człowieka. I na samych siebie.

Ks. Jakub Łabuz | Archidiecezja Krakowska




ZOBACZ TAKŻE